Polonia Warszawa straciła kolejne punkty, bezbramkowo remisując na własnym stadionie z Górnikiem Zabrze. Poziom tego spotkania pozostawił wiele do życzenia.
Pierwsza połowa stała pod znakiem walki w środku pola. Efektownych akcji nie oglądaliśmy zbyt dużo, mecz bardziej przypominał piłkarskie szachy niż spektakl z prawdziwego zdarzenia. Od początku meczu gry szukał Ebi Smolarek, natomiast z drugiej strony na kilka ciepłych słów zasłużył Michal Gasparik. Z czasem coraz bardziej naciskała Polonia, lecz strzały Bruno czy Piątka nie przyniosły żadnego efektu. W pierwszej połowie zabrakło jednak najważniejszego, dogodnych sytuacji bramkowych.

Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od ataków Polonii. Po strzale Janusza Gancarczyka niepewnie interweniował Stachowiak, nieskuteczna okazała się również dobitka, lecz ta sytuacja mogła przyprawić kibiców Górnika o zawał serca. Chwilę później zabrzańskiego golkipera przetestował Bruno, ale Adam Stachowiak tym razem wykazał się doskonałą czujnością, wybijając piłkę na rzut rożny.
W końcówce meczu nieco ożywili się zabrzanie. Zespół czternastokrotnych mistrzów Polski rozruszał nieco Daniel Sikorski, który po wejściu na boisko napędził trochę strachu defensorom Polonii. W odpowiedzi po raz kolejny groźnie strzelał najniebezpieczniejszy w zespole Polonii Bruno, lecz piłka za nic nie chciała wpaść do bramki.
Remis jest przegraną Polonii, która wciąż chce uchodzić za jednego z kandydatów do walki o tytuł mistrz Polski. Liczne transfery jak na razie nie przynoszą efektów. Jak długo w takiej sytuacji prezes Józef Wojciechowski zachowa cierpliwość do Theo Bosa? Pokażą najbliższe kolejki.











