Przez większość meczu to gospodarze prowadzili grę i wydawało się, że kwestią czasu jest zdobycie gola. Zagłębie jednak zaskoczyło i Papadopulos zdobył bramkę, która dała lubinianom zwycięstwo.
Polonia od początku pokazywała to, za co można ich chwalić od początku sezonu. Szybką, otwartą i ofensywną piłkę. Wkrótce też stanęli przed pierwszą szansą na zdobycie bramki. Konkretniej Dwaliszwili, którego strzał z niemal pewnej pozycji wybronił Gliwa. Zagłębie nie pozostało dłużne. Po akcji prawym skrzydłem piłkę dośrodkował Hanzel. Tam jednak Pawłowski nieczysto uderzył ją głową i futbolówka poleciała w górę, a następnie w ręce Przyrowskiego.

Gospodarze wyciągnęli wnioski z ostatniego meczu ligowego z Zagłębiem i dokładnie pilnowali Pawłowskiego. Goście próbowali więc zagrać piłkę do Papadopulosa, jednak skończyło się to śmiechem trybun. Czech bowiem nie trafił w futbolówkę, która dosyć wolno leciała do niego po ziemi.
Później obserwowaliśmy klasyczną wymianę ciosów. Niestety tylko w środku pola. Jeżeli piłka już wchodziła w obręb 20 metrów, to była natychmiast wybijana. Na szczęście taki stan rzeczy nie trwał długo. Zaczęło się niewinnie, bo faulem na Papadopulosie, który troszeczkę przesadził z upadkiem, co wyjaśnił mu chwilę później sędzia. Piłka po rzucie wolnym trafiła do Rymaniaka, który uderzył ją na dłuższy słupek. Dobrze jednak ustawiony był Przyrowski i przy Konwiktorskiej wynik był wciąż remisowy.
Kolejna akcja należała do Polonii. Konkretniej do Dwaliszwiliego, który dobrze wiedział, co chce z nią zrobić! Najpierw wyprowadził w pole obrońcę Zagłębia, a następnie uderzył na bramkę. Sytuację uratował Gliwa, który nie dał się pokonać strzałem między nogi.

Najbliżej zdobycia bramki był Piątek. Wszołek świetnie go znalazł w polu karnym i wydawało się, że Łukasz tylko uderzy na pustą siatkę. W ostatniej chwili z linii bramkowej piłkę wybił Rymaniak! Coś niesamowitego! Po pierwszych 45 minutach nie zobaczyliśmy jednak piłki w siatce.
Na drugą połowę oba zespoły wyszły w takich samych składach. Nic więc dziwnego, że obraz gry się nie zmienił. Głównie atakowała Polonia Warszawa. Pierwsza realna szansa pojawiła się już w 50. minucie, kiedy z dystansu potężnie przyłożył Brzyski. Gliwa nie łapał piłki, ale próbował wybić ją przed siebie. Bliski przejęcia był Dwaliszwili, ale tutaj czujnie zachowali się obrońcy Zagłębia.












