Dwie kolejki gier w grupie D już za nami. Niemcy – jedni z faworytów do końcowego triumfu – mają na koncie trzy punkty i o dziwo zajmują drugą pozycję.
Pierwsze spotkanie, które odbyło się 13 czerwca w Durbanie, nasi zachodni sąsiedzi gładko wygrali z Australią 4:0. W pierwszej połowie do bramki Marka Schwarzera trafiali Polacy – Lukas Podolski i Miro Klose. W 68. minucie tej potyczki golkipera „The Socceroos” pokonał Thomas Muller, a 120 sekund później Brazylijczyk Cacau. Na marginesie dodać trzeba, że trzy z czterech bramek dla podopiecznych Loewa zdobyli zawodnicy urodzeni poza terenem Niemiec. Tak łatwej przeprawy popularnych „Die Mannschaft” nie spodziewał się chyba nikt. Większość fanów obawiała się o postawę zespołu bez lidera – Michaela Ballacka, którego z udziału w afrykańskiej imprezie wykluczyła kontuzja.

Joachim Loew rolę przywódcy powierzył Bastianowi Schweinsteingerowi. Uzdolniony rozgrywający z zadania wywiązał się znakomicie. Bezbłędnie przechwytywał piłkę i skutecznie rozpoczynał ataki swojej drużyny. Przed mundialem wielką niewiadomą była też dyspozycja Podolskiego. Urodzony w Gliwicach zawodnik, po transferze do FC Koln, nadal nie był tym samym graczem, który na MŚ w 2006 roku wprawiał w zachwyt obserwatorów. 27 rozegranych spotkań ligowych i zaledwie dwie bramki. To dorobek na pewno nieproporcjonalny do talentu blondwłosego napastnika. Ten jednak nie zawiódł i był motorem napędowym swojej drużyny. Na lidera drugiej linii wyrasta powoli Mesut Ozil. Pomocnik bremeńskiego Werderu był głównym playmakerem Niemiec i Joachim Loew na pewno nie może narzekać na jego postawę.
– Nasza młoda drużyna ma bardzo, bardzo wysoką jakość. Udowodniliśmy to w meczu z Australią. Przed nami jeszcze długa droga, dlatego teraz koncentrujemy się już tylko na Serbii – tak tuż po końcowym gwizdku mówił obrońca Philipp Lahm.
I jak zweryfikowało boisko, nasi zachodni sąsiedzi nie skupili się wystarczająco na spotkaniu z graczami Radomira Anticia. Porażka 0:1 spotkała się z dużym niezadowoleniem wśród kibiców i dziennikarzy. Głównymi winowajcami straty punktów zostali uznani… Polacy. Trudno zresztą dziwić się takiej opinii. Miro Klose w 37. minucie potyczki ujrzał czerwoną kartkę, natomiast „Poldi” na pół godziny przed końcowym gwizdkiem nie trafił z 11 metrów. Ostatnie minuty spotkania to koszmar Niemców. Serbowie kilkakrotnie stawali przed szansą na podwyższenie wyniku, jednak futbolówka lądowała na słupku, opcjonalnie na poprzeczce. Jedyna bramkę w 38. minucie zdobył Jovanović. Tym samym sytuacja w grupie D mocno się skomplikowała. Liderem są Ghańczycy z czterema punktami na koncie, drudzy są Niemcy (trzy punkty), tuż za nimi plasują się podopieczni Radomira Anticia, natomiast ostatnią pozycję okupują „The Sooceroos”. Wszystko wyjaśni się już 23 czerwca, kiedy to Australia zagra z „Białymi Orłami”, a „The Mannschaft” z „Czarnymi Gwiazdami”. Trudno byłoby wyobrazić sobie kolejną rundę mundialu bez reprezentacji Niemiec. Myślę jednak, że nie ma co się martwić. W końcu Niemcy to Niemcy – zawsze walczą do końca.










