Oto kolejna odsłona przygód naszych rodaków w Eredivisie. Wydawać by się mogło, że na gruncie osiągnięć takich piłkarzy jak Kowalik czy Smolarek powinny łatwo rosnąć kariery kolejnych Polaków. Niestety, rzeczywistość nie zawsze wyglądała tak różowo. Ale przecież mieliśmy też w Holandii swoje wielkie chwile.
„Tomek Show”, czyli Iwan idzie do Rody
Jak już wspominałem, Roda Kerkrade jest jednym z najlepszych miejsc dla rozwoju polskich piłkarzy w Kraju Tulipanów. Są jednak oczywiście wyjątki od tej reguły – jednym z nich jest historia Arkadiusza Kaliszana. Wychowanek Warty Poznań w latach 1993-1994 grał w żółto-czarnych barwach, ale zaliczył jedynie dwa spotkania w lidze, w tym jedno przeciw Ajaksowi. Potem wrócił do Polski, gdzie grał z mniejszymi lub większymi sukcesami przez wiele sezonów. Jest do dziś kojarzony przede wszystkim z mistrzowską Polonią Warszawa.

Losy Kaliszana dziwnie splotły się z karierą Tomasza Iwana. Gdy obrońca rozstawał się z Wartą i wyjeżdżał za granicę, do drużyny z Poznania został sprowadzony Tomasz Iwan. Rok później pomocnik był już w Kerkrade, a Kaliszan wracał do kraju. Nieoczekiwana zamiana miejsc? Bynajmniej. Kaliszan w Holandii kompletnie zawodził, podczas gdy na Iwana w Rodzie bardzo liczono. I nie zawiedziono się – polski skrzydłowy okazał się trafionym zakupem i występował w Eredivisie (z przerwami) przez siedem lat. Gdy w 1995 roku odchodził z klubu, ściągnięto na jego miejsce Piotra Kasperskiego z Sokoła Pniewy. A Iwan? Cały czas szedł w górę, z Rody do Feyenoordu, a później do PSV, w którym grał u boku Brugginka, Vogela, van Bommela czy van Nistelrooya. To był dobry czas Iwana, chociaż w drużynie z Eindhoven nie zawsze grał w pierwszym składzie. Później przyszedł dla niego krótki okres, gdy przebywał w Trabzonsporze. Tam jednak nie zagrzał miejsca i powrócił do Holandii, gdzie zagrał jeszcze dziesięć razy w koszulce RBC. Karierę zakończył w Lechu Poznań (w ten sposób udało mu się zagrać w pierwszej lidze w barwach trzech poznańskich klubów – Olimpii, Warty i Lecha). Dziś były reprezentant Polski twierdzi, że Eredivisie mocno podupadła i zbiedniała, ale jest wciąż doskonałym miejscem rozwoju dla młodych kopaczy. Sam Iwan też stale idzie do przodu – stał się kimś w rodzaju celebryty, a piłkę też wciąż kopie, tyle że… na plaży. Ale niegdyś w Holandii miał swoje wielkie chwile:
W roku 1996 na pomarańczowej ziemi postawiło nogę kilku znanych graczy z kraju nad Wisłą. Krzysztof Bociek z PAOK Saloniki zameldował się w Volendam. Został w Holandii na pięć lat, grając w tym czasie również dla AZ Alkmaar, NEC i Den Bosch. Co ciekawe, Bociek nigdy nie wystąpił w reprezentacji Polski, mimo że grał w silnej lidze i reprezentował nasz kraj na szczeblu młodzieżowym i olimpijskim. Jednak to nie przenosiny tego, lecz innego napastnika były prawdziwą bombą transferową. Polska była w szoku, gdy do PSV Eindhoven trafił Piotr Matys z Białegostoku. Wszyscy zastanawiali się, jak to możliwe? Niektórzy eksperci twierdzili, że Matys to diament, który dopiero w Holandii zostanie oszlifowany. Nic takiego się jednak nie wydarzyło – niewiele występów i strzelonych goli, brak sukcesów. Naszemu graczowi pozostał jedynie ładny wpis w CV.











