Serie A jest najpopularniejszym kierunkiem Polaków w XXI wieku. Sięgają po nich zarówno kluby ze średniej lub niskiej półki, jak i wielkie, uznane marki. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak często widzimy polskich piłkarzy we włoskich klubach?
Jest 23 stycznia 2019 roku, Krzysztof Piątek przechodzi do AC Milan za 35 milionów euro. Polak jest rewelacją włoskich boisk. W barwach swojego poprzedniego klubu, Genoi, ustrzelił w lidze aż 13 bramek, kolejne sześć dołożył w dwóch meczach Pucharu Włoch. Pół roku wcześniej kosztował Genoę zaledwie 4,5 miliona, trafiał z Cracovii jako najlepszy polski strzelec w rodzimej ekstraklasie.
We Włoszech wybuchła tzw. piątkomania, mediolańscy kibice szaleli na punkcie Polaka. Huczne nagłówki włoskich gazet – „PIĄTEK BANG BANG” w „La Gazetta dello Sport”, „IL PAPA POLACO” (tłum. „polski papież”) w „Corriere dello Sport”. Przez Gennaro Gattuso był nazywany „RoboCopem” ze względu na swoją determinację i skupienie na zdobywaniu kolejnych bramek. Gdy trafiał do siatki, spiker na San Siro wykrzykiwał jego nazwisko – fani odpowiadali, imitując dźwięk pistoletów Piątka, które wystrzeliwały po każdym golu.
Krzysztof Piątek wywołał popkulturowy fenomen. Niedługi, to prawda. Wszyscy wiemy, jak potoczyły się jego dalsze losy – po powrocie Ibrahimovicia do Mediolanu sprzedaż do Herthy Berlin, następnie dwukrotna próba powrotu na włoskie salony. Nieudana, ani w Fiorentinie, ani w Salernitanie nie udało mu się odbudować swojej formy, swojego fenomenu. Skuteczność odzyskał dopiero w Turcji, dziś – już w celach innych niż piłkarskich – kopie na katarskich boiskach. Jednak i tak stał się ewenementem. Po Piątku większą falę szaleństwa wywołał jedynie Khvicha Kvaratskhelia.
Polacy w Serie A
Serie A obfituje w polskich zawodników. Uznane marki na tamtych ziemiach wypracowali sobie m.in. Piotr Zieliński, Kamil Glik i Wojciech Szczęsny – legendy polskiego futbolu. Przez lata grali w niej Łukasz Skorupski i Bartosz Bereszyński, którzy włoskim fanom nie są anonimowi. Kluby regularnie sięgają po młodych Polaków – najświeższe przypadki: Jan Ziółkowski w Romie, Adrian Przyborek w Lazio.
Można sobie zadać w tym kontekście pytanie: „dlaczego?”. Z jakiego powodu Włosi tak często i zarazem tak chętnie zaglądają do polskich lig w celu znalezienia nowego nabytku? Przecież Polacy w skali światowej niczym szczególnym się nie wyróżniają, a talenty, które wyjeżdżają za granicę, nierzadko przepadają. Skąd więc taka popularność polskiego kierunku podczas mercato?
Włoskie finanse
Włoskie kluby od lat znajdują się w finansowym dołku, m.in. przez przestarzałą infrastrukturę i brak własnych stadionów, co znacznie ogranicza ich zyski. Nie mogą sobie pozwolić na licytację zawodników z lig francuskiej, brazylijskiej czy też portugalskiej. Muszą więc szukać innych rynków, mniej kosztownych, gdzie nie muszą się martwić o przebijanie ceny w nieskończoność. Takim rynkiem jest liga polska. Ceny za zawodników często nie przebijają 5-6 milionów euro, najdroższe transfery dobijają maksymalnie do okolic 10 milionów. Nawet, gdy temat przenosin dotyka najbardziej uzdolnionych zawodników – przypomnijmy, , uchodzący za największy talent polskiej ziemi, odszedł za zaledwie 8 milionów euro, a swoją wartość po kilku miesiącach w Portugalii zwielokrotnił.











