Nasi rodacy na obczyźnie w ostatni weekend przesadnie nie poszaleli. Skoro już nawet Robert Lewandowski nie strzela bramki, to wiedz, że coś się dzieje. Tak naprawdę sporo dobrego możemy napisać tylko o drugim snajperze naszej kadry, Arkadiuszu Miliku, który w jednym meczu nie tylko zdobył gola, zanotował asystę, ale zdążył nie trafić rzutu karnego. To wszystko w 90 minut!
Ajax Amsterdam meczem z Heerenveen tylko potwierdził znakomitą formę. W ostatnich czterech meczach zdobyli 16 punktów, strzelając 14 bramek (licząc również Ligę Europejską), a Milik wreszcie wrócił na właściwe tory, wyrastając na lidera z prawdziwego zdarzenia. Lekką rysę na tym pięknym obrazie zrobił niewykorzystany rzut karny, ale podobno zwycięzców się nie sądzi, więc jest mu odpuszczone.
https://www.youtube.com/watch?v=OZFYmQvrEY4
Żeby to dzisiejsze podsumowanie nie odbywało się przy smutnych dźwiękach, nie możemy pominąć kolejnego napastnika, który ociera się o reprezentację Polski. Pierwszą bramkę w tym sezonie zdobył Łukasz Teodorczyk, który na dobre pożegnał się (odpukać w niemalowane) ze wszelkimi urazami i może skupić się tylko na grze w piłkę i przekonaniu do swoich usług Adama Nawałkę. 25-letni napastnik w piątek brał udział w zbiorowym gwałcie na Metalurgu Zaporoże. Razem z kolegami zaaplikowali rywalowi aż sześć bramek, nie odnosząc żadnego uszczerbku na zdrowiu. Polak na boisku znajdował się do 66. minuty.
https://www.youtube.com/watch?v=HO2_U7ZSfJ0
Im dalej w las, tym niestety mniej przyjemnie. Zaczniemy od konkurenta Teodorczyka, czyli Artura Sobiecha, który nie zaliczy do udanych ostatniego meczu przeciwko Schalke 04, gdyż już w 17. minucie musiał wymeldować się z boiska, gdyż przypomniał o sobie staw skokowy. Kiedy już się wydawało, że Sobiech ustabilizował formę, wygrał rywalizację o miejsce w składzie, znowu przypałętała się kontuzja. Jak ktoś ma pecha, to mu cegła w drewnianym kościele na stopę spadnie.
Nie bez powodu wspomnieliśmy o minucie, w której kontuzji doznał Sobiech, bowiem 17. minuta będzie się po nocach śniła innemu Polakowi, Sebastianowi Boenischowi. Ten boczny obrońca Bayeru Leverkusen powalił na murawę Ragasela (o czym pisaliśmy tutaj) i sędzia poczęstował go czerwonym kartonikiem, choć większość ekspertów jest zdania, że taka decyzja była na wyrost i Polak powinien otrzymać jedynie napomnienie żółtym kolorem.
Reszta Polaków nie rzucała się przesadnie w oczy, chociaż warte odnotowanie jest pierwsza porażka Bayernu Monachium w tym sezonie (Lewandowski grał do 75. minuty), a także wyjazdowe zwycięstwo Bournemouth (z Arturem Borucem w bramce) nad Chelsea Londyn. Sensacja jak się patrzy, a polski bramkarz zebrał całkiem niezłe recenzje za to spotkanie, zachowując czyste konto. To był ważny mecz na przełamanie dla Boruca, gdyż ostatni raz w pierwszym składzie pojawił się w październiku. Później siadał na ławce lub leczył uraz. Po tak spektakularnej wygranie musi zadomowić się na stałe w bramce beniaminka z Bournemouth. Nie ma innego wyjścia!
Niestety weekendu nie będzie miło wspominał Łukasz Piszczek, który sprokurował rzut karny w 91. minucie spotkania z Wolfsburgiem (padł po nim gol), a na początku meczu nie popisał się w świetnej podbramkowej sytuacji. Polakowi skórę uratował Kagawa, który wyprowadził Borussię na prowadzenie (przyp. 2:1) w… 93 minucie. Zasłużył na duuuuuże piwo od naszego obrońcy.











