Właśnie mija pół roku od momentu, kiedy trener Czerczesow został zaprezentowany jako szkoleniowiec Legii. Rosjanin to barwna postać – prawdziwa dusza towarzystwa, jego konferencje prasowe cieszą się dużym zainteresowaniem dziennikarzy. W porównaniu z raczej skrytym Henningiem Bergiem to znacząca różnica. Nie jest tajemnicą, że panowie to zupełnie różne osobowości, ale zastanówmy się, jak pod ich wodzą zmieniała się drużyna.
Po pierwsze: liczby
Norweg objął drużynę tuż po zakończeniu rundy jesiennej. Miał zatem czas, by solidnie przepracować okres przygotowawczy oraz po swojemu przygotować zespół na wiosnę. Zadanie to należy uznać za wykonane. Co prawda poprzednik – trener Urban – zostawił Legię jako lidera ekstraklasy, jednak Norweg wprowadził wyczekiwaną regularność. W 16 rozegranych kolejkach pod jego wodzą drużyna zdobyła 44 punkty, co daje naprawdę rewelacyjną średnią na poziomie 2,75 punktów na mecz. Warto dodać, iż w tym zestawieniu znalazł się walkower z Jagiellonią, zatem trzy punkty zgubione poza boiskiem.
Trener Czerczesow nie miał takiego komfortu jak jego poprzednik. Przejął zespół w trakcie rundy jesiennej, dokładnie po 11. kolejce gier. Dotychczas zdołał poprowadzić legionistów w 17 kolejkach, w których zdobył 41 punktów, co daje średnią na poziomie 2,41 punktów.
Spoglądając na same liczby, łatwo zauważyć, iż pierwszych sześć miesięcy lepiej zaczął szkoleniowiec Berg, jednak warto mieć na uwadze wszystkie okoliczności. Czerczesow objął drużynę w środku rundy oraz dodatkowo zmagał się jeszcze z rozgrywkami w Lidze Europy.

Po drugie: nastawienie drużyny
Berg mimo iż dowodził liderem tabeli i zespołem niekryjącym swych ambicji, potrafił oddawać grę rywalom. Spokojnie przyglądał się ich poczynaniom, a gdy tylko nadarzała się okazja, z zimną krwią obnażał ich słabości. Szczególnie widoczne było to jeszcze później, gdy jego Legia mierzyła się z wymagającymi rywalami w europejskich pucharach.
Inna ciekawa rzecz to częste rotacje w wyjściowej jedenastce. Boleśnie przekonywał się o tym choćby Orlando Sa. Piłkarz kreowany na potencjalną gwiazdę drużyny często musiał uznawać wyższość weterana Marka Saganowskiego.
By w pełni poznać charakter zespołu Czerczesowa, musieliśmy poczekać do przerwy w rozgrywkach. To podczas przygotowań do rundy jesiennej rosyjski trener wreszcie mógł „uformować” legionistów. O jego metodach szkoleniowych krążyły legendy, wielu byłych podopiecznych przestrzegało, że teraz zaczną się prawdziwe treningi. Tę opinię zgodnie potwierdzali uczestnicy zimowego zgrupowania. Efekty tej pracy są widoczne od pierwszej kolejki wiosennej rundy. Legia niemal rzuca się na przeciwnika, atakuje go wysoko na jego połowie. Takim pressingiem i intensywnością w grze znacząco wyróżnia się na tle innych drużyn w ekstraklasie.












