Na koniec rundy jesiennej T-Mobile Ekstraklasy zmierzą się dwa zespoły, których postawa jest sporym rozczarowaniem dla ich fanów. Naprzeciwko siebie staną Piast Gliwice oraz Jagiellonia Białystok.
Szczególnie postawa „Piastunek” to ogromny zawód w stosunku do przedsezonowych oczekiwań. Ekipa, która w ubiegłym sezonie szturmem wdarła się do europejskich pucharów, po drodze pokonując Wisłę Kraków czy Śląsk Wrocław, w obecnych rozgrywkach nie radzi sobie nawet w połowie tak dobrze. W październiku na 12 możliwych do zdobycia punktów podopieczni Marcina Brosza zdobyli tylko jedno oczko, a w dodatku ostatnie spotkanie przeciwko Pogoni Szczecin było prawdziwą katastrofą dla zespołu z Gliwic. 4:0 to wynik wstydliwy, jednak kibice czwartego zespołu ostatniego sezonu mają nadzieję, że limit kiepskich występów już się wyczerpał i Piast zacznie na poważnie grać w piłkę.

Podstawa Jagiellonii to rozczarowanie innego typu. Po dobrym początku rozgrywek większość ekspertów wypowiadała się o „Jadze” jako o zespole, który ma szansę pewnie utrzymać się w górnej połowie tabeli, jednak od końcówki września wyniki drużyny Piotra Stokowca były katastrofalne. Pięć spotkań, jeden remis i cztery porażki to bilans który zepchnął piłkarzy z Podlasia w dolne rejony tabeli. Pojawiło się jednak światełko w tunelu, bo w ostatnim meczu z Lechem Poznań „Jaga” w końcu przełamała złą passę, wygrywając 2:0 i będąc przez całe spotkanie lepszą ekipą. Mecz z Piastem może pokazać, czy nie był to czasem jednorazowy wyskok.
– Gdy się przegrywa, atmosfera nie może być dobra. Chcemy znaleźć nasz problem i zacząć wygrywać. Punkty są nam niezwykle potrzebne i mam nadzieję, że w meczu z Jagiellonią w końcu uda nam się wygrać i zadowolić kibiców – przyznał pomocnik zespołu z Gliwic, Paweł Wilczek.













