Raków Częstochowa robi bardzo duży krok do tego, aby po raz pierwszy w historii sięgnąć po mistrzostwo kraju. Podopieczni Marka Papszuna pokonali w Szczecinie Pogoń 2:1. Na szczególny podziw zasługuje fakt, że to gospodarze wyszli w tym spotkaniu na prowadzenie za sprawą trafienia Kamila Grosickiego. Częstochowianie jednakże zdołali odwrócić losy tego meczu i dali jasny sygnał, że stają się faworytem w wyścigu o końcowy triumf.
Pogoń natomiast mocno skomplikowała swoją sytuację. Porażka z Rakowem przy jednoczesnym zwycięstwie Lecha Poznań z Górnikiem Łęczna sprawia, że szczecinianie znajdują się na trzeciej pozycji z trzypunktową stratą do obu tych drużyn.
Pogoń ożywiła Kamila Grosickiego
Już w październiku zauważyliśmy, że Kamil Grosicki, po dość słabym początku sezonu, wszedł w końcu na odpowiednie tory. We wczorajszym spotkaniu udowodnił, że w Szczecinie czuje się naprawdę dobrze. Po otrzymaniu bardzo przytomnego podania od Vahana Bichakhchyana „Grosik” wbiegł w pole karne, jednym zwodem ograł Tomasa Petraska, a następnie nie dał większych szans Vladanowi Kovaceviciowi.
Dla Grosickiego była to już ósma bramka w tym sezonie. Co więcej, trafienie z Rakowem jest jego czwartym golem w czwartym meczu z rzędu. Jeśli doliczymy do tego sześć asyst, to wyjdzie nam wynik, który z całą pewnością może satysfakcjonować szczecińskich kibiców. Należy również przyznać, że pierwszy raz od dawna skrzydłowy w pełni zasługuje na to, aby zostać powołanym do reprezentacji Polski. – Nie mamy w Polsce tylu skrzydłowych, abym nie miał szans wrócić do kadry. Gdybym był napastnikiem i miał taką konkurencję, jaką w reprezentacji mamy w ataku, po prostu bym podziękował – mówił zawodnik podczas zgrupowania kadry przed meczami ze Szkocją oraz Szwecją. Grosicki został wówczas powołany przez Czesława Michniewicza po tym, jak Paulo Sousa na stałe zrezygnował z usług zawodnika Pogoni.
Raków i jego indywidualności
Piłkarze Pogoni schodzili na przerwę w dobrych nastrojach, lecz po zmianie stron przebieg tego spotkania odwrócił się o 180 stopni. Już w 47. minucie do wyrównania doprowadził Vladislavs Gutkovskis. Dla Łotysza, tak jak w przypadku Grosickiego, był to ósmy gol w tym sezonie. Podtrzymał tym samym dobrą passę, w poprzedniej kolejce bowiem wpisał się na listę strzelców w meczu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza. Jeśli podliczymy jego bramki oraz asysty ze wszystkich lat, które spędził w ekstraklasie, już teraz można stwierdzić, że jest to jego najlepszy czas w najwyższej klasie rozgrywkowej. W sezonie 2016/2017 także zanotował osiem trafień, lecz miał wówczas tylko jedną asystę. Teraz ma już ich trzy, a wynik ten może jeszcze poprawić.











