Manchester City wrócił na zwycięski szlak, Paul Lambert zaliczył udany debiut w Stoke, a Watford zanotował porażkę, po której z pracą pożegnał się Marco Silva. Za nami 24. kolejka, w której nie wszystkim drużynom z czołówki udało się uniknąć wpadek. Lepiej spisały się zespoły najbardziej zagrożone spadkiem, które w zeszły weekend nieco podreperowały swój dorobek punktowy.
No Alexis, no problem
Arsenal, który do meczu z Crystal Palace miał prawo przystępować w nie najlepszych nastrojach, zaprezentował w sobotę dwa różne oblicza. W pierwszej połowie „Kanonierzy” zagrali bardzo zdecydowanie i pewni swego ruszyli po zwycięstwo. Świetne spotkanie rozegrał Nacho Monreal, który po raz pierwszy od dłuższego czasu wcielił się w rolę bocznego obrońcy. Hiszpan zaliczył dwie asysty i raz wpisał się na listę strzelców, za każdym razem popisując się wręcz profesorskim zachowaniem w polu karnym. Podopieczni Arsene’a Wengera, dla którego było to pierwsze spotkanie po odbyciu nałożonej na niego kary, przez pierwsze 25 minut niemal fruwali ponad płytą boiska. Każda kolejna akcja była dla „Orłów” dużym zagrożeniem.
W momencie zdobycia czwartej bramki „Kanonierzy” doszli jednak do wniosku, że warto byłoby dograć spotkanie do końca jak najmniejszym nakładem sił. Jak pomyśleli, tak zrobili. Okupili to jedną straconą bramką, nad którą najbardziej ubolewać mógł Petr Cech. Bramkarz Arsenalu od dłuższego czasu wyczekuje na swoje dwusetne w historii Premier League czyste konto. Niezwykle słabo zaprezentowali się w tym meczu podopieczni Roya Hodgsona. Problem z umieszczeniem piłki w siatce wciąż ma Christian Benteke, którzy przez prawie 1500 minut ustrzelił tylko jednego gola.
Aguero razy trzy
Po zeszłotygodniowych anomaliach wszystko wraca do normy. Manchester City ograł Newcastle 3:1, a ozdobą spotkania był jedenasty hattrick, jaki w barwach „The Citizens” zanotował Sergio Aguero. Zaczęło się dość spokojnie. Rafa Benitez, który w ostatnim spotkaniu obu drużyn posadził na ławce kilku swoich czołowych zawodników, mógł być zadowolony z postawy swoich podopiecznych. Po raz pierwszy obrona „Srok” złamana została jednak w 34. minucie, gdy po dośrodkowaniu Kevina de Bruyne wynik spotkania otworzył Sergio Aguero.

Kolejny raz piłka zatrzepotała w siatce pół godziny później – Argentyńczyk pewnie wykorzystał rzut karny i powiększył prowadzenie „Obywateli”. Nadzieję kibicom „Srok” przywrócił Jacob Murphy, który pokonując Edersona sprytną podcinką, zdobył swojego pierwszego gola w barwach Newcastle. Ostatnią bramkę meczu, która była jednocześnie uzupełnieniem hattricka, zdobył strzałem z okolic jedenastego metra Sergio Aguero. Notując 81-procentowe posiadanie piłki, Manchester City zdominował spotkanie i tym samym dopisał do swojego konta kolejne trzy punkty.
Rollercoaster
Co takiego jest z Liverpoolem, że tydzień po ograniu drużyny, której nie potrafi pokonać nikt, przegrywa z drużyną, która nie potrafi pokonać nikogo? Dlaczego w ciągu tygodnia Mohamed Salah z najlepszego piłkarza ligi staje się jeźdźcem bez głowy, który nie potrafi wykorzystać dogodnej sytuacji? „The Reds” mieli spory problem z wykańczaniem akcji, a gdy już udawało się oddać strzał w światło bramki, na posterunku był Łukasz Fabiański. Polak kilkakrotnie ratował skórę kolegom, którzy nie zawsze potrafili przeciwstawić się sile ofensywnej Liverpoolu. Zwycięską bramkę zdobył dla Swansea, po dużym zamieszaniu w polu karnym, Alfie Mawson. Dzięki tej wygranej drużyna z Walii wciąż utrzymuje kontakt z peletonem. Jest to także drugie zwycięstwo „Łabędzi” od momentu przejęcia drużyny przez Carlosa Carvalhala.













