Miniony weekend we Francji przyniósł nie tylko intensywne opady śniegu i porywiste podmuchy wiatru. Przyniósł też ulgę wszystkim sympatykom francuskiej piłki nożnej. Po dwudziestu trzech dniach przerwy wznowiono rozgrywki Ligue 1. Rozgrywki mimo wszystko przez wielu niedoceniane, niecieszące się już taką estymą jak dawniej, a jednak ciągle prezentujące wysoki poziom i aspirujące do statusu, jaki dziś posiada włoska Serie A.
Ligue 1 to liga w Polsce do pewnego czasu zapomniana, a teraz – ze wględu choćby na naszych rodaków w niej występujących – przezywająca swój mały renesans. Oczywiście pamiętać należy, że jaki renesans, taki jego Da Vinci, a nim dla francuskiej piłki ligowej był bez wątpienia Zlatan Ibrahimović. W dużej mierze to właśnie rosły, niebanalny Szwed występujący ostatnimi czasy w Paris Saint-Germain, odpowiedzialny jest za marketingowy rozwój piątych obecnie – według klasyfikacji UEFA – zmagań piłkarskich w Europie. Rywalizacji, która wbrew utrudnień – choćby ograniczeń fiskalno-prawnych i francuskiego systemu podatkowego – stara się równać do tych najlepszych. Dzieje się tak za sprawą katarskich i rosyjskich pieniędzy pompowanych w kluby ze stolicy i Księstwa Monako, a także prawdziwych pasjonatów i tytanów pracy jak legendarny prezes Olympique Lyon Jean-Michel Aulas czy sternik OGC Nice Jean-Pierre Rivère. Aktualnie Ligue 1 obrała pułap wznoszący, a jeśli kiedyś przyjdzie jej znów spadać, to jak ogólnie wiadomo – lepiej robić to z wysokiego konia.
Spokojna francuska zima
Zima to okres bardzo spokojny. Ujemne temperatury, padający śnieg i mrok nastający dużo wcześniej niż zazwyczaj nie sprzyjają wzmożonej aktywności. W gabinetach prezes i dyrektorów sportowych pracujących w klubach piłkarskich na próżno szukać intensywnych i gwałtownych poczynań. Starają się oni skupiać raczej na zachowaniu stabilności, ewentualnie delikatnych korektach czy uzupełnieniach składu. Naturalnie zdarzają się zdecydowane ruchy, ale te spowodowane są głównie pojawiającym się w ich oczach przerażającym widmem degradacji. Dokładnie taka spokojna zima panuje nad Sekwaną.
Bieżące okienko transferowe w Ligue 1, przynajmniej jak na razie – z jednym wyjątkiem, nie przyniosło spektakularnych rezultatów. Francuskie kluby, rozsądnie podchodzące do wydawania pieniędzy, i tym razem nie były nader aktywne. Najgłośniejszego transferu dokonało bogate PSG, postanawiając ściągnąć do siebie „Wunderkinder” niemieckiej piłki Juliana Draxlera za bagatela 40 milionów euro. Drugim co do wielkości transferem gotówkowym pochwaliło się FC Lorient, płacąc 2 miliony w europejskiej walucie za Mathieu Peybernesa z SC Bastia. Ciekawych wzmocnień dokonało też walczące o utrzymanie SCO Angers. „Les Scoïstes” wypożyczyli z Montpellier oraz AS Saint Etienne odpowiednio Kévina Bérigaud i Jonathana Bambe, a więc solidnych zawodników.
Najciekawszym transferem wychodzącym z ligi francuskiej jest przejście Paula-Georgesa Ntepa do VfL Wolfsburg. Za pomocnika i jednocześnie konkurenta Kamila Grosickiego w walce o miejsce w pierwszym składzie Niemcy zapłacili Stade Rennais 10 milionów euro.












