Mimo że to dwa zupełnie inne kluby, diametralnie różniące się pod wieloma względami i inaczej zapisujące się w świadomości fanów, dzisiaj są one na tym samym poziomie sportowym. Błędy odpowiedzialnych za rozwój drużyny doprowadziły do zmarnowania szansy na odbudowanie pozycji na piłkarskiej mapie Wielkiej Brytanii i zagęszczenie czołówki tabeli Premier League. Piąte miejsce Tottenhamowi przez ostatnie lata zdecydowanie się przejadło, a ostatnia lokata Liverpool w hierarchii największych angielskich klubów to plama na honorze.
Historię „Spurs” doskonale znamy. Wszystko zaczęło się od rewelacyjnego sezonu Garetha Bale’a i sprzedania go za niebotyczną kwotę. Kluczowe dla całej sytuacji było spieniężenie tego wielkiego przelewu na tonę szrotu. Terminal na Heathrow latem 2013 roku nie nadążał z przyjmowaniem nowych nabytków ściąganych na White Hart Lane przez Daniela Levy’ego i Franco Baldiniego. Wszystko to po to, by z drzwiami wejść do angielskiej elity i na długo w niej pozostać. Na jak wiele kupowanie hurtem piłkarzy mających zastąpić jedną gwiazdę się zdało, wszyscy wiemy.
Dwa lata minęły i zespół z północnego Londynu nadal stoi w tym samym miejscu. Z jedną tylko różnicą – na High Road nieśmiało zaczęło świecić słońce. Mauricio Pochettino, wyjęty przed sezonem z Southampton, wielkich ambicji Tottenhamu może nie spełnił, ale z pewnością zaczął budować w stolicy Anglii coś na kształt drużyny. Argentyńczyk z początku popełniał te same błędy, co wszyscy jego poprzednicy, ale gdy zdał sobie sprawę, że jego drużyna potrzebuje drastycznych zmian kadrowych, by wprowadzany przez niego styl gry zadziałał, nie wahał się ani chwili.
Tym samym w zespole finalistów Carling Cup wreszcie zbilansowano materialną wartość piłkarza i jej przełożenie na znaczenie na boisku. Były menadżer „Świętych” odsunął od wyjściowej jedenastki syte gwiazdy i zbudował skład wokół młodych, gryzących trawę zawodników. Od tego momentu Harry Kane w 28 występach zdobył 20 bramek i zgarnął nagrodę „Młodego Zawodnika Roku”, a Ryan Mason i Nabil Bentaleb zawstydzili sprowadzonych za grube miliony Paulinho, Dembele czy Capoue. Średnia wieku najczęściej grających piłkarzy wyniosła na koniec sezonu ledwie 24,2 lata.

Jednak samym zaangażowaniem punktów w Premier League nie da się zdobywać (nawet jeśli Leicester w 2015 roku zaprzecza tej tezie). Szczególnie jeśli całą pracę ofensywy sabotuje formacja defensywna. Tottenham to cały czas symbol fatalnej, wręcz głupiej gry w obronie. Częsta rotacja na środku obrony i zmienna jak chorągiewka na wietrze forma bocznych obrońców prowadzą do bardzo wysokich porażek z zespołami z czołówki tabeli. O farsę zakrawa poziom koncentracji w drużynie w trakcie takich spotkań. Pokazuje to chociażby przykład pogromu 6:0 na Etihad z listopada 2013 roku przywoływany przez Jonathana Liewa, autora traktującego właśnie o komediowej obronie „Spurs”













