Trzy remisy i cztery porażki. Raków Częstochowa był nękany przez drużynę Cracovii od samego jego wejścia do ekstraklasy. Osłodą dla „Medalików” była wygrana wiosną 2021 roku w półfinale Pucharu Polski, ale przez ubiegłoroczną przegraną, która na finiszu odwróciła losy mistrzostwa Polski, można było o niej zapomnieć. Okres, jaki musiał przynieść przełamanie absolutnie wszystkich pozostałych słabości „Czerwono-Niebieskich”, uczynił to. Piłkarze z Częstochowy odnieśli historyczne, symboliczne zwycięstwo.
Pierwsze wrażenie było takie, że nic się nie zmieniło i fatum już wiecznie będzie krążyć nad Rakowianami. Dramatyczny błąd popełnił niezawodny dotąd Stratos Svarnas, który pewnie wykorzystał Michał Rakoczy. Ten incydent nie złamał jednak gospodarzy, którzy od pierwszej minuty siedli na przeciwników. Ilość sytuacji podbramkowych była bardzo duża. Pasy zostały stłamszone i nie dały sobie nawet okazji, aby fart sprzyjający za każdym razem w meczach z Rakowem znów się powtórzył.
Gdy przeanalizujemy ostatnie siedem potyczek ligowych tych drużyn, zauważymy, że jednej wpadało wszystko, a drugiej nic. Pomijając już, że kiedy przewagę mieli częstochowianie, krakowianie wychodzili z opałów heroicznymi obronami lub przysłowiową „szmatą” w ostatniej akcji meczu. Tym razem ostatecznie role się odwróciły, a Raków zdołał przełożyć na to starcie pełen styl i ogromną jakość prezentowaną wcześniej z innymi przeciwnikami. Plus jest taki, że zrobili to bez Bena Ledermana, który dopiero co został powołany do seniorskiej reprezentacji Polski. Swoje zadanie wykonali Vladislavs Gutkovskis, Bartosz Nowak, Ivi Lopez i Marcin Cebula.
Krakowski mur przebity
Zdjęcie kompleksu Cracovii mogło dać największego mentalnego kopniaka piłkarzom Rakowa. Nigdzie nie zostali przecież tak upokorzeni, jak we wrześniu zeszłego roku na stadionie przy Kałuży. Zawodnicy Jacka Zielińskiego bawili się na boisku, a bardzo zaangażowani srebrni medaliści ekstraklasy byli zupełnie zgaszeni. Sobotnie spotkanie dało zatem jasny sygnał, że nie ma rzeczy nieosiągalnych i przeszkody, której nie da się złamać, dla najbardziej utytułowanej polskiej ekipy lat. 20 tego wieku. U graczy, którzy Raków tworzą od tych kilku lat, patrząc w tabelę i zerkając na zespół z biało-czerwoną flagą w herbie, nie będzie już odczuwany dyskomfort.
I znów przekonujemy się o tym, że ekipa RKS-u z roku na rok czyni postępy i wyniosła naukę z dwóch ostatnich wicemistrzowskich sezonów. Dwa lata temu uczyła się udowadniać swoją przewagę nad najsłabszymi, przed rokiem dopracowywali przechylanie szali zwycięstwa w meczach z równorzędnymi zespołami, a ta kampania jest już prawdziwym przejazdem po naszych rodzimych rozgrywkach, z każdym i niemal wszędzie.












