Klasyk ekstraklasy: Lech Poznań – Legia Warszawa. Nie od dziś wiadomo, że mecz pomiędzy tymi ekipami wzbudza wielkie emocje. A jego data jest zaznaczona przez fanów w kalendarzu na długo przed spotkaniem. I nie ma się co dziwić. W końcu oba te zespoły w ostatniej dekadzie najczęściej rywalizowały o tytuł mistrza Polski. Tym razem jednak częściej i głośniej niż o samym meczu mówi się o skandalicznym wydarzeniu, które mogło się zakończyć niezwykle tragicznie.
Mecz jak mecz. Właściwie w sensie stricte piłkarskim spotkanie, jakich wiele w naszej ekstraklasie. Dużo walki, gra w środku pola, niewiele groźnych sytuacji. Mówiąc krótko, mało atrakcyjne dla widza widowisko. Znacznie ciekawiej było już w pierwszym sobotnim meczu pomiędzy Górnikiem Zabrze a Zagłębiem Lubin. Jednak nie o piłkarskich walorach tutaj będzie, a o rzucających butelkami kibicach, którzy swoim zachowaniem mogli doprowadzić do tragedii.
Wypędźmy kiboli ze stadionów
Hasło „wypędźmy kiboli ze stadionów” stare jest jak świat. I tak jak można się zgodzić, że w pewnym stopniu to się nam w Polsce udało, to jednak wciąż pojawiają się incydenty. Incydenty, takie jak te z meczu w Poznaniu, które zmuszają środowisko do dyskusji i zastanowienia się, jak do tego doszło. Najpierw jednak do sedna tej konkretnej sprawy. Trwa mecz. Dość przecięty piłkarsko, ale również dość spokojny na trybunach. To wszystko zmienia się jednak w momencie, kiedy na boisku lądują pierwsze przedmioty rzucane z trybun. W tym nawet butelki. Szklane butelki. Czyli coś absolutnie nie do przyjęcia i niemieszczącego się w głowie normalnemu człowiekowi.
Przedmioty, w tym wspomniane butelki, lądują obok bramkarza warszawskiej Legii – Kacpra Tobiasza. W tym momencie zawodnik odrzuca przedmioty za linię, tak aby nie przeszkadzały. Nie ma w tym nic dziwnego, choć niektórzy doszukują się w tym prowokacji bramkarza. A to już zupełny absurd, ale zostawmy to. Wraz z kolejnymi przedmiotami na murawie sędzia zdecydował się przerwać mecz. Ale tylko na kilka minut, bo po chwilowym uspokojeniu gra została wznowiona.
Jak można się domyślić, sytuacja powtórzyła się chwilę później, gdy – uwaga – trafiony został zawodnik Legii – Lindsay Rose. Tu, choć sędzia stał tuż obok, nawet nie zainterweniował. A nie trzeba chyba mówić, że należało być może nie tylko po raz kolejny wstrzymać grę, ale i rozważyć przerwanie spotkania.











