Za nami koniec fazy grupowej PNA. Początek był tragiczny i nie zwiastował niczego dobrego. Mało bramek, zero emocji oraz zawód ze strony gwiazd. Z czasem wszystko zaczęło się rozkręcać i aż chce się krzyknąć: „futbol, cholera jasna!”. Zapraszamy na podsumowanie ostatniej kolejki rozgrywek grupowych Pucharu Narodów Afryki.
Ostatnia kolejka dostarczyła nam zdecydowanie największych emocji. Otrzymaliśmy sporo bramek, kilka niespodziewanych rezultatów, ale co najważniejsze – piłkę nożną na naprawdę dobrym poziomie.
Książę PNA: Vincent Aboubakar
Choć Kamerun nie wygrał swojej grupy, gromadząc komplet punktów, to chyba nikt nie obrazi się na stwierdzenie, że to najbardziej przekonująca drużyna w całym Pucharze Narodów Afryki. Gdy nikt nie strzelał bramek, to on je zdobywał. Gdy większość ekip grała bez pomysłu, to ta dostarczała nam ciekawe materiały do analiz. Trzeba oddać Toniemu Conceicao, że bardzo ładnie poukładał „Nieposkromione Lwy”. Pan prezes Samuel Eto’o ma powody do zadowolenia.
Ostatni mecz w fazie grupowej okazał się łyżką dziegciu w beczce miodu. Kamerun przeważał i był zdecydowanie lepszym zespołem od swoich rywali z Wysp Zielonego Przylądka, niemniej jednak nie zdołał tego udowodnić dorobkiem bramkowym. Gospodarze stworzyli sobie sporo okazji i byli na prowadzeniu, lecz zabrakło postawienia kropki nad „i”. Po trafieniu Aboubakara na 1:0 zespół zwolnił nieco tempo i mocno tego pożałował. 31-letni Garry Rodrigues doprowadził do wyrównania i tym samym zamknął wynik spotkania.
Powodów do niepokoju jednak nie ma. Kamerun posiada mocną kadrę oraz asa w postaci Vincenta Aboubakara. 29-latek świetnymi występami z pewnością przypomniał o swoim istnieniu całej Europie. W ciągu trzech spotkań napastnik zdobył aż pięć bramek i bardzo mocno wyrósł na kandydata do króla strzelców. Żeby jeszcze mocniej podkreślić jego wkład w grę zespołu, to trzeba zauważyć, że jego trafienia stanowią ponad 70% całego dorobku Kamerunu. Kto wie, może mamy do czynienia z pierwszym poważnym faworytem do wygrania całych rozgrywek?
Bezbarwność
W grupie B Senegal oraz Gwinea awansowały do następnej fazy rozgrywek. I w zasadzie tyle dobrego można powiedzieć o tych dwóch ekipach. Potentaci zawiedli, nie pokazali pełni swoich możliwości i – co najistotniejsze – rozczarowali wszystkich kibiców. Trudno tu szukać usprawiedliwień. Ewentualnością jest oczywiście oszczędzanie się na kolejne mecze, ale wydaje się, że problem leży gdzieś głębiej.











