Po fenomenalnym meczu, pełnym emocji i akcji podbramkowych, Amerykanie sensacyjnie pokonali w półfinale faworyzowanych Hiszpanów 2:0. Bohaterami całej Ameryki Jozy Altidore i Clint Dempsey, strzelcy bramek dla ekipy „Jankesów”.
Przed starciem na Free State Stadium murowanym faworytem do zwycięstwa byli reprezentanci Hiszpanii, którzy do tej pory w RPA nie stracili nawet bramki. Amerykanie według większości w półfinałowym meczu mieli stanowić tylko tło dla świetnie grających „La Roja”. Chociaż przed meczem Bob Bradley był bardzo pewny siebie i mówił, że ma sposób na Hiszpanów, niewielu chciało w to wierzyć.
Mecz w Bloemfontein rozpoczął się niezwykle żywo. Niespodziewanie, od pierwszych minut przeważali Amerykanie, którzy stwarzali groźne sytuacje pod bramką Ikera Casillasa. Hiszpanie byli zaskoczeni takim obrotem sprawy i momentami mieli problemy z opuszczeniem własnej połowy boiska. Po dziesięciu minutach mogło być już 2:0 dla podopiecznych Boba Bradleya, ale najpierw Davies przewrotką uderzył minimalnie obok słupka, a chwilę później Dempsey nieznacznie przestrzelił z dwudziestu metrów. W odpowiedzi, strzałem z dystansu szczęścia szukał Cesc Fabregas, ale jego strzał poszybował ponad poprzeczką bramki Tima Howarda.
Po kwadransie, w końcu do głosu zaczęli dochodzić Hiszpanie, jednak dwukrotnie, po dobrych podaniach, na spalonym został złapany Fernando Torres. Kolejne minuty to ataki pozycyjne „La Roja”, co jakiś czas przerywane niezłymi kontrami Amerykanów. Imponować mogła zwłaszcza wymienność pozycji w ekipie Vincent Del Bosque, na lewej stronie boiska pozycję nominalnego skrzydłowego Riery często dublował David Villa stwarzając przewagę w tym sektorze boiska. Kiedy wydawało się, że na boisku wszystko „wraca do normy” i przewaga jest po stronie hiszpańskiej, Amerykanie objęli prowadzenie. Piłka trafiła przed pole karne do najmłodszego na boisku, 19-letniego Altidore’a, ten wyśmienicie uwolnił się spod opieki obrońcy i huknął na bramkę, Casillas próbował jeszcze interweniować, ale nie zapobiegł utracie gola.
Strata bramki podziałała na Hiszpanów jak przysłowiowy kubeł zimnej wody i natychmiast przystąpili do odrabiania strat. Mocnym strzałem amerykańskiego golkipera próbował pokonać David Villa, ale piłka powędrowała minimalnie nad bramką Howarda. Amerykanie nie zamierzali poprzestać na desperackiej obronie prowadzenia i również szukali okazji do zdobywania kolejnych goli. Bliscy szczęścia byli po rzucie wolnym wykonywanym przez Landona Donovana, ale uderzenie głową Dempseya nie znalazło drogi do bramki. Chwilę później wyśmienitą, koronkową akcję przeprowadzili piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego, ale ostatnie podanie Fabregasa do Torresa było niedokładne i „El Nino” nie zagroził bramce strzeżonej przez Howarda.
Przed przerwą Hiszpanie mieli jeszcze trzy dobre okazje na wyrównanie rezultatu spotkania. Na przeszkodzie w zmianie wyniku stanął najpierw DeMerit, później Onyewu, a po świetnym rajdzie Torresa na skrzydle, zakończonym strzałem w krótki róg bramki, Amerykanów przed stratą bramki uratował Tim Howard.
Po 45 minutach meczu toczonego w bardzo dobrym tempie i obfitującego w wiele sytuacji podbramkowym mieliśmy nie lada sensację.










