Od początku nowego roku Gerard Pique jest jednym z najlepszych zawodników Barcelony oraz liderem formacji defensywnej. Wydaje się, że w przypadku Katalończyka demony przeszłości już dawno odeszły, a jego dyspozycja w niedzielnym El Clasico tylko to potwierdziła.
Po odejściu Carlesa Puyola, prawdziwego lidera oraz kapitana drużyny, w środowisku cules liczono, że schedę po słynnym „Tarzanie” obejmie Gerard Pique, który wraz ze swoim mentorem stworzył jeden z najlepszych oraz najbardziej zgranych defensywnych duetów w historii futbolu, który poprowadził Barcelonę w sezonie 2008/2009 do potrójnej korony. Puyol w czasie meczu trzymał swojego młodszego przyjaciela w ryzach, dawał cenne wskazówki, ponieważ nie od dziś wiadomo, że prawdziwą piętą achillesową Pique jest koncentracja, z której utrzymaniem przez 90 minut Katalończyk miewa częste problemy. Kapitan „Blaugrany” miał bardzo duży wpływ na Pique, dla którego był prawdziwym stróżem i mentorem zarówno na boisku, jak i poza nim, co mogliśmy zauważyć dzięki aktywności obu zawodników w mediach społecznościowych. Gdy Puyol trapiony kontuzjami postanowił zakończyć karierę, wydawało się rzeczą naturalną, że jego rolę na boisku powinien przejąć Pique. Tak się nie stało.
Ilekroć obserwowałem byłego piłkarza Manchesteru na boisku, odnosiłem wrażenie, że Pique boi się wziąć na siebie odpowiedzialność. Katalończyk zamiast dawać przykład swoją grą młodszemu Bartrze, grał bardziej niepewnie niż jego mniej doświadczony partner z defensywy. Ponownie odezwały się jego problemy z koncentracją, której obrońca nie potrafił utrzymać przez całe spotkanie, a popełniane przez niego błędy często skutkowały stratą bramki. Gerardo Martino pomimo sinusoidalnej formy imiennika nadal na niego stawiał, a Pique pomimo błędów i słabej dyspozycji miał zapewnione miejsce w składzie. Na pewno nie było to dla niego dobre, ponieważ czasami zawodnikowi jest potrzebny przysłowiowy „cep”, aby zmusić go do działania oraz zmiany. Takim cepem było przyjście Luisa Enrique, który w drużynie wprowadził swoje porządki i zlikwidował status „świętych krów”, który także posiadał Pique.
Obecny sezon pod wodzą Enrique nie zaczął się dla 28-letniego obrońcy pomyślnie. Pique dla trenera nie stanowił ważnego ogniwa oraz nie miał pewnego miejsca w składzie, które stracił na rzecz Mathieu – nowego partnera Mascherano na środku obrony. Do problemów Pique z grą w pierwszym składzie doszły również problemy „pozaboiskowe”. Obrońca w pewien niedzielny wieczór wszedł w konflikt ze stróżami prawa i dopuścił się ich zniewagi, zaraz po tym kiedy jego brat otrzymał słuszny mandat. Katalończyk groził funkcjonariuszom stratą pracy i przekonywał ich, że za mandat nie zapłaci jego brat, lecz ojcowie policjantów. Pique za to haniebne zachowanie ostatecznie przeprosił, jednak cała sprawa w połączeniu z jego trudną sytuacją w klubie pozostawiła po sobie duży niesmak. Do kompromitującego wydarzenia „Piquenbauer” dołożył kolejne – w spotkaniu z Espanyolem w Supercopa de Catalunya miał rzekomo na ławce rezerwowych korzystać z telefonu komórkowego.
W mediach pojawiły się pogłoski o możliwym odejściu Gerarda z Barcelony. Chrapkę na środkowego obrońcę miał Jose Mourinho, który chciał wykorzystać fakt, że w Chelsea gra Cesc Fabregas prywatnie przyjaciel Pique, który mógłby przekonać Gerarda do przenosin do Londynu. Nie ustawały również plotki o powrocie Katalończyka do Manchesteru. Pique znajdował się w ewidentnym dołku, kibice zarzucali mu brak zaangażowania, oddania dla klubu oraz bardzo szybko przypięli łatkę celebryty, którym rzekomo stał się u boku Shakiry. Sam zainteresowany wiele razy na łamach prasy czy mediów podkreślał swoje przywiązanie do klubu i dementował plotki o odejściu.











