Hiszpan, przychodząc do Premier League, kreowany był na osobę, która w krótkim czasie stworzy potęgę na Etihad Stadium. Manchester City i jego kibice liczyli na zdobycie mistrzostwa Anglii i dobry wynik w Lidze Mistrzów już w pierwszym sezonie pracy Guardioli. Jak było w rzeczywistości?
Zderzenie z angielską rzeczywistością
Jak wiemy, Guardiola do Manchesteru przybywał z łatką trenera, który potrafi wygrać wszystko. Wszak Hiszpan, prowadząc Barcelonę, potrafił zdobyć potrójną koronę (zwycięstwo w lidze, pucharze kraju oraz Lidze Mistrzów w jednym sezonie) po raz pierwszy w historii klubu. Wielkie osiągnięcie, które na pewno nie było przypadkiem, bo tytuły ligowe „Blaugrana” zdobyła pod jego wodzą trzy, dokładając dwie Ligi Mistrzów i dwa Puchary Króla. Po przygodzie w Barcelonie Guardiola objął Bayern Monachium, w którym nie zdołał wygrać Ligi Mistrzów, co jest mu wypominane do dziś, ale jego drużyna totalnie zdominowała Bundesligę.
Z takim CV trener przychodzący do klubu mającego jeden z największych budżetów w lidze powinien w krótkim czasie stworzyć hegemona. Jednak to nie jest takie łatwe i zderzenie się z niepoukładaną drużyną okazało się brutalne nawet dla Guardioli. Problemy z grą obronną okazały się nie do przejścia. Głównym problemem City w minionym sezonie były indywidualne błędy w defensywie, czy to bramkarza, czy to stoperów. Po prostu w ekipie posiadającej świetny atak zabrakło równie mocnej obrony.
Do tego doszła o wiele większa intensywność ligi w porównaniu z niemiecką i hiszpańską, co również miało wpływ na ostateczny wynik drużyny prowadzonej przez Pepa. Brak jakiejkolwiek przerwy w rozgrywkach i wielka intensywność w kochanym przez kibiców okresie świąteczno-noworocznym sprawiły, że Guardiola sobie z tym do końca nie poradził. Jak wiemy, po drugiej stronie Manchesteru pracuje ktoś, kto rywalizował z nowym szkoleniowcem City już w Hiszpanii.
Derby Manchesteru z podtekstem
Jose Mourinho, bo o nim była mowa we wcześniejszym akapicie, swego czasu trenował Real Madryt i prowadził wojnę z Guardiolą. Obaj dżentelmeni mieli w minionym sezonie okazję do ponownego spotkania się w lidze.
Teoretycznie w rozgrywkach ligowych to Guardiola wypadł lepiej, bo zakończył je dwie lokaty wyżej niż jego portugalski rywal. To tylko teoria, moim skromnym zdaniem to Mourinho rozegrał sezon lepszy niż Hiszpan. A dlaczego? Trofea to jest coś, o co się gra w piłce, a Manchester City w ubiegłym roku nie zdobył ani jednego. Za to United pod wodzą Mourinho zdobył dwa: Puchar Ligi Angielskiej oraz Ligę Europy. Co wygląda lepiej? Zdecydowanie osiągnięcia Mourinho, który wywalczył awans do Ligi Mistrzów, zdobywając europejskie trofeum, którego zresztą w swojej kolekcji jeszcze nie miał.
Pierwszy sezon Guardioli na Wyspach można ocenić jako przeciętny, za to Mourinho rozegrał dobre rozgrywki podparte zdobyciem dwóch trofeów.
Bezpośrednie mecze z czołówką
Jak wskazuje logika, żeby zdobyć mistrzostwo ligi, trzeba być lepszym niż reszta zespołów. A jaka droga do bycia lepszym jest najlepsza? Wygrywanie bezpośrednich spotkań. Spotkania z czołówką Premier League dla City prowadzonego przez Guardiolę to był istny dramat. Dwie porażki z Chelsea, zwycięstwo i remis z Arsenalem, Manchesterem United, porażka i remis z Tottenhamem i porażka plus remis z Liverpoolem. Bardzo, ale to bardzo dużo punktów straconych z drużynami z miejsc 1.-6. nie mogło dać City zwycięstwa ligowego, to po prostu statystycznie niemożliwe. Trzeba grać z czołówką o wiele lepiej.











