Lechia Gdańsk zremisowała bezbramkowo w spotkaniu zamykającym 4. kolejkę T-Mobile Ekstraklasy. Remis na PGE Arenie oznacza, że łodzianie przełamali passę trzech porażek z rzędu, dopisując pierwszy punkt w nowym sezonie do swojego konta.

Pierwsza połowa nie była zbyt porywającym widowiskiem. W grze obu drużyn brakowało dokładności, dzięki której można by stworzyć podbramkowe okazje. Bardzo aktywny w przekroju całego meczu był jednak Piotr Wiśniewski, który dwoił się i troił pod bramką ŁKS-u. Goście z kolei zdecydowanie poprawili grę w defensywie, przez co Lechia miała problemy ze stworzeniem bramkowych okazji.
Zdecydowanie lepiej gra wyglądała po przerwie. Obie drużyny przyspieszyły, dzięki czemu kibice na PGE Arenie mogli obejrzeć naprawdę ciekawe widowisko, w którym dominowała Lechia. ŁKS wyprowadzał jednak groźne kontry, po których dwukrotnie dobrą okazję do wpisania się na listę strzelców miał Marcin Mięciel.

Gospodarze najlepszą okazję stworzyli sobie w 65. minucie. Z głębi pola prostopadle podawał Benson. Do piłki doszedł Nowak, który znalazł się sam na sam z Velimiroviciem. W tej sytuacji górą był jednak młody Czarnogórzec, który w bramce gości zastąpił Bogusława Wyparłę. Kilkakrotnie groźnie uderzali Wiśniewski oraz Lukjanovs, ale żaden z nich nie był w stanie umieścić piłki w siatce.
W doliczonym czasie gry świetną okazję zmarnował jeszcze Sazankow, którego strzał głową przeleciał tuż obok słupka. Ostatecznie spotkanie zakończyło się więc bezbramkowym remisem, który bardziej satysfakcjonuje drużynę gości. Łodzianie przełamali bowiem passę trzech przegranych z rzędu. Nadal nie potrafią jednak zdobyć bramki, a chcąc utrzymać się w lidze, muszą przełamać i tę niechlubną passę. Z kolei podopieczni Tomasza Kafarskiego nadal nie potrafią odnaleźć formy z zeszłego sezonu.











