W 1. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów, tylko Chelsea Londyn, Inter Mediolan i FC Liverpool nie potrafiły odnieść zwycięstw. O ile na Anfield Road dramatu z powodu braku wygranej z FC Porto nie było, o tyle już wielka burza rozegrała się na Stamford Brigde i San Siro.
– To było nasz najsłabszy mecz w Champions League od lat – przyznał po remisie z Porto, Steven Gerrard. W mieście Beatlesów dramatu z powodu podziału punktów jednak nie było, bo LFC spotkanie ze Smokami mogło nawet przegrać! W końcu finaliści zeszłorocznej edycji LM grali przez ostatnie trzydzieści minut w dziesiątkę, po czerwonej kartce dla Jermaine`a Pennant`a, zaś gospodarze mieli niezliczoną ilość znakomitych sytuacji.
Chora Chelsea

Za remis jednak ani myślano w Londynie chwalić piłkarzy Chelsea, którzy mimo miażdżącej przewagi, nie potrafili pokonać skazywanego na pożarcie Rosenbroga Trondheim. – „The Blues w meczu z mistrzem Norwegii wyglądali jak zespół sklecony za 5, a nie 500 mln funtów”- ostro skrytykował wicemistrzów Anglii, „The Times”. Ale taka była prawda, bo Chelsea w tej potyczce na bramkę rywali oddała aż 20 strzałów, a tylko jeden znalazł drogę do siatki. – Jeśli uderzamy na bramkę 20 razy, strzelamy jednego gola. Wówczas 40 strzałów potrzebujemy do 2 bramek, a 60 do trzech. To chore – grzmiał na konferencji prasowej, Jose Mourinho. Było to zresztą ostatnie spotkanie Portugalczyka jako menedżera The Blues. Nie ulega wątpliwości, że w głównej mierze remis z Rosenborgiem sprawił, że The Special One stracił posadę. Za wtorkowy mecz oberwało się wszystkim graczom, nawet Andrijowi Szewczence, który wreszcie wpisał się na listę strzelców, zapewniając swojej drużynie remis. – On jest częścią zespołu, który miała wygrać, a nie wygrał. Za co więc mam go chwalić? – ironizował Mourinho. „Z pewnością gdyby w tym meczu zagrali kontuzjowani Didier Drogba i Frank Lampart, Chelsea by wygrała, ale to w końcu team, który takich rywali jak Rosenborg, powinien roznieść w rezerwowym składzie”- napisał „Daily Mirror”.
Na całej linii w pierwszym meczu sezonu w LM zawiódł również Inter Mediolan, który przegrał na wyjeździe z Fenerbahce Stambuł 0:1. Mało kto stawiał w tym spotkaniu na mistrzów Turcji, tym bardziej, że ci w lidze tureckiej, póki co zawodzą, zajmując po 5. kolejkach dopiero 8. miejsce i do lidera Galatasary, tracą pięć punktów. Nerrazzurich startu w Serie A też nie mieli piorunującego, ale grają w niej o niebo lepiej niż Fener. W środę jednak, na Sukru Saracoglu byli zupełnie bezradni. Gospodarze na bramkę Julio Cesara oddali aż 20 strzałów, zaś Inter 10 razy niepokoił Demirela. Świetną partię rozgrywali Brazylijczycy. Sprowadzony latem z Realu Madryt, Roberto Carlos udowodnił, że nie jest jeszcze „piłkarskim emerytem” poskramiając zespół, w którym przed laty zupełnie się nie sprawdził. Znakomicie grał również Alex, który asystował przy przepięknym strzale Deivida. Z ławki tym wspaniale grającym zespołem, dowodził kolejny Canarinhos- Zico. Dziś już nikt nie śmieje się z mocarstwowych planów prezydenta Fenerbahce, Azziza Ylidirima, który przed kilkoma tygodniami powiedział: – Mecz z Interem pokazał, że mistrzów Turcji naprawdę na to stać.











