Środowe starcie Legii Warszawa i Piasta Gliwice zamykało ćwierćfinałowe zmagania polskich drużyn. Mimo że było rozgrywane późnym wieczorem i temperatura mogła dać o sobie znać, to waga tego pojedynku, jaką był półfinał pucharu Polski, rozgrzała zgromadzonych. Spotkanie wyłoniło ostatnią – czwartą – ekipę, która zagra w następnej fazie rozgrywek. Do Arki Gdynia, Rakowa Częstochowa i Cracovii Kraków dołącza Piast Gliwice. Już niedługo będą oni połączeni w dwie pary, które zagrają ze sobą o finał.
Gospodarze i goście wystawili swoje najlepsze składy. Każdy z nich chciał pokonać rywala i awansować dalej. Mogło się to udać tylko jednej drużynie.
Kostorz na fali?
W ostatnim czasie kibicom Legii Warszawa o swoim istnieniu przypomniał Kacper Kostorz. 21-latek stwierdził, że jak już się pokazywać, to z przytupem, a co! W ligowym meczu z Górnikiem Zabrze pod koniec spotkania na tablicy widniał remis. Obie drużyny zdobyły po jednej bramce i wszystko wskazywało na to, że podzielą się punktami. Kostorz postanowił to wyjaśnić przed upływem czasu. Kilka minut przed końcem spotkania wykazał się zimną krwią i chłodną głową. Najpierw nawinął obrońcę w polu karnym, a potem pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce. „Wojskowi” nie wypuścili cennych trzech punktów i w dobrych nastrojach wracali do Warszawy.
Niewątpliwie Kacper Kostorz był bohaterem tego spotkania. Nie dość, że strzelił debiutanckiego gola w koszulce z literą L na piersi, to jeszcze tak ważnego. Lepiej sobie nie można tego wymarzyć. Przydarzyło się mu trochę radości po chwilach smutku, ponieważ niedawno stracił tatę. Dziś trener Michniewicz postawił na tego młodego zawodnika z przodu i liczył, że m.in. jego postawa pozwoli warszawiakom awansować do półfinału.
Szybkie prowadzenie
„Wojskowi” od razu ruszyli do ataku, jakby chcieli szybko ustawić mecz pod swoje dyktando. Chcieli zaznaczyć, że grają u siebie i na stadionie im. marszałka Piłsudskiego czują się znakomicie. Piast Gliwice ze swoją strzelbą z przodu też nie odpuszczał. I ta strzelba, czyli Jakub Świerczok, szybko, bo już w początkowych minutach meczu, pokonała z bliska Cezarego Misztę. To Piast znajdował się w lepszej sytuacji. Legionistom ten stan rzeczy nie odpowiadał i rzucili się do odrabiania strat. Próbował strzelać Luquinhas, dośrodkowywać Wszołek. Na chęciach się tylko kończyło. Warszawiacy kilka razy byli blisko pokonania Placha, ale golkiper nie skapitulował i dobrze bronił. Czasem pomogło mu obramowanie bramki.










