Real Sociedad nie miał zbyt wielkich szans w pojedynku z Barceloną na Camp Nou. Katalończycy wygrali 5:1 dzięki dwóm bramkom Messiego, a także trafieniom Puyola, Pedro i Villi. Honorowy strzał dla gości zaliczył Castro.
Drużyna Barcelony swój inauguracyjny pojedynek w tym sezonie rozpoczęła najlepiej, jak mogła. Już w 4. minucie prowadziła bowiem 1:0 po bramce Carlesa Puyola, który wykorzystał idealne dośrodkowanie z rzutu rożnego Xaviego. 60 sekund później mogło być jednak 1:1, ale Castro nieco spóźnił się do dośrodkowywanej z prawej strony futbolówki. W 9. minucie Gonzalo Castro już się jednak nie pomylił. Goście przeprowadzili szybki atak środkiem pola, który został zakończony mocnym strzałem pod poprzeczkę – Valdes był bez szans, a znakomitym prostopadłym podaniem popisał się Illaramendi. Odpowiedź Katalończyków była natychmiastowa. Messi otrzymał piłkę w polu karnym, oszukał obrońców i pewnym strzałem ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Argentyńczyk po kwadransie gry miał już na koncie dublet, wykorzystując dość szczęśliwe podanie Cristiana Tello. „Barca” nie zwalniała i w 17. minucie Messi stanął przed kolejną okazją, ale piłka po strzale głową przeleciała nad poprzeczką.
Po trzeciej straconej bramce goście całkowicie cofnęli się na własną połowę i próbowali przeczekać szturm wicemistrza kraju. Przynosiło to niezłe efekty, bo podopieczni Tito Vilanovy nie dochodzili już do sytuacji strzeleckich. Kiedy szturm już ustąpił, Baskowie nieco odważniej wychodzili z piłką na połowę „Barcy”, ale w żaden sposób nie potrafili zagrozić bramce Valdesa. Z tonu wyraźnie spuściła także Barcelona, która nie miała zamiaru forsować tempa i tylko co jakiś czas próbowała prostopadłych zagrań do Messiego czy Pedro, ale najczęściej z łatwością rozszyfrowywali je defensorzy przyjezdnych. W 35. minucie okazję do zdobycia gola miał jednak Fabregas, ale piłkę na rzut rożny zdołał sparować Bravo. Dwie minuty później bramkę kolejki mógł zdobyć Gorka Elustondo, który strzałem z połowy boiska próbował zaskoczyć Valdesa. Bramkarz „Blaugrany” zdołał jednak wybić piłkę na rzut rożny. Na pięć minut przed końcem Hiszpan nie musiał już interweniować, ale gdyby Ansotegi bardziej przyłożył się do strzału głową, mogło być groźnie. Niewykorzystana sytuacja zemściła się w 41. minucie. Tello wrzucił piłkę do kompletnie niepilnowanego Pedro, a ten spokojnym strzałem podwyższył na 4:1. Taki wynik utrzymał się do ostatniego gwizdka sędziego w pierwszej połowie.
Niewiele zmieniło się po zmianie stron. „Blaugrana” nadal przeważała, ale w dalszym ciągu nie chciała za wszelką cenę zdobywać kolejnych bramek. Następne minuty upływały na spokojnym rozgrywaniu piłki, aż w końcu w 52. minucie znakomita, szybka wymiana podań Messiego i Pedro zakończyła się minimalnie niecelnym strzałem tego pierwszego. Dziwną sprawą był brak jakichkolwiek reakcji trenera Realu Sociedad. Philippe Montanier nie zmienił w grze swojej drużyny absolutnie nic – ani jej stylu, ani też zawodników. Baskowie prezentowali się tak samo niemrawo jak przed przerwą i w dalszym ciągu grali w mocno defensywnym składzie. Gospodarze jakby trochę się dostosowali do tego poziomu, bo z każdą kolejną akcją ich gra wyglądała coraz bardziej sennie. Zdał sobie z tego sprawę chyba sam Xavi Hernandez, który w 63. minucie zdecydował się na dość zaskakujący strzał sprzed pola karnego. Kilkadziesiąt sekund później zareagował w końcu trener gości, wprowadzając na boisko Carlosa Velę.










