W lidze hiszpańskiej trzy pierwsze miejsca są już obsadzone, a na nich FC Barcelona – świeżo upieczony mistrz Hiszpanii, Real Madryt – wicemistrz i Atletico Madryt – trzecia lokata. Dwie z tych trzech drużyn zmierzą się ze sobą w piątkowym meczu o Puchar Króla. Ich potyczki w ramach 36. kolejki zostały rozegrane wcześniej, zatem w rozpoczynającej się w sobotę serii gier zobaczymy osiem, a nie dziesięć starć.
Statystyki tej kolejki już wyglądają imponująco. W rozegranych już meczach, o czym wspomniałem, 8 maja Celta Vigo przegrała na Balaidos z Atletico Madryt 1:3, Real zaś na własnym stadionie nie dał szans Maladze, demolując klub z Andaluzji 6:2. Wobec tego w dwóch spotkaniach padło dwanaście bramek, co daje sześć trafień na mecz. Czy pozostałe drużyny dostosują się do tego poziomu strzeleckiego?

W górnej części tabeli bardzo ciekawie wygląda rywalizacja o jeszcze jedno premiowane grą w Lidzie Mistrzów miejsce. W szranki stają drużyny z San Sebastian, Walencji, Malagi i Sewilli. Są to jednak w większym stopniu szanse matematyczne niż realne, ale dopóki piłka w grze, wszystko może się zdarzyć.
Na początku 36. kolejki dojdzie do pierwszego bardzo ważnego starcia. Drużyna z przedmieść Madrytu, Getafe, będzie podejmowała Valencię. Dla podopiecznych Ernesto Valverde ten mecz, tak samo jak kolejne, będzie niezwykle ważny. Obecnie klub z Mestalla zajmuje piąte miejsce w tabeli z taką samą liczbą punktów co czwarty klub, Real Sociedad San Sebastian. Zadanie wydaje się być z gatunków łatwych – wygrana wszystkich starć i czwarte miejsce gwarantowane. Nieprawda. Bilans bezpośrednich pojedynków jest dla klubu z Walencji niekorzystny, w tym sezonie dwukrotnie schodził on bowiem z boiska pokonany przez Basków. Getafe to zespół niezwykle chimeryczny, ale prezentujący przy tym futbol dość skuteczny. Obecnie podopieczni Luisa Garcii są na dziewiątej lokacie i wciąż walczą o miejsce premiowane grą w europejskich pucharach. Dla Valencii niech w tym meczu będzie przestrogą to, że na Coliseum Alfonso Perez przegrał właśnie choćby Real Sociedad, co z kolei pozwoliło walenckiej ekipie doskoczyć do Basków. „Los Ches” prezentują jednak piłkę bardzo ofensywną i bezkompromisową. W ostatnich dwóch meczach zaaplikowali rywalom aż osiem bramek, ale czy to wystarczy, by postraszyć Getafe, tego nie wiadomo. Wiemy jednak, że jest to niezwykle ważny pojedynek w kontekście gry w przyszłorocznej Lidze Mistrzów.
Drugi sobotni mecz to starcie drużyn walczących o utrzymanie. Granada będzie rywalizowała z Osasuną na własnym stadionie. Granada w poprzedniej kolejce niespodziewanie zdobyła punkt, wyrywając go Realowi Sociedad na Anoeta, Osasuna zaś na Reyno de Navarra pokonała u siebie 1:0 Getafe, co daje nadzieję na ligowy byt. Piłkarze trenera Lucasa Alcaraza pokazali w tym sezonie, że u siebie potrafią wygrywać z wielki firmami. Ograli Malagę, Real Madryt czy napędzili strachu Barcelonie. Jednak z niżej notowanymi drużynami mają wyraźne problemy, co może być szansą dla Osasuny. Zawodnicy Jose Mendilibara, choć wygrali tylko trzy mecze na wyjeździe i zremisowali cztery, nie są na straconej pozycji. Wygrana którejkolwiek drużyny może jej dać utrzymanie, jeśli Deportivo La Coruna przegra swój mecz.











