Fani ligi hiszpańskiej mogą zacząć wielkie odliczanie. Już w najbliższy weekend rozpocznie się nowy sezon Primera Division, a wraz z nim olbrzymia dawka emocji. Czy na Półwyspie Iberyjskim znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie zagrozić Realowi Madryt i Barcelonie?
Walka o tytuł
Wszyscy bardzo chcielibyśmy, aby ktoś zdołał się włączyć w rywalizację o tytuł mistrza Hiszpanii w sezonie 2012/2013, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest to w zasadzie niemożliwe. W nadchodzącej edycji rozgrywek sytuacja będzie prawdopodobnie identyczna jak w kilku poprzednich. Z każdą następną kolejką dwaj giganci będą stopniowo powiększać przewagę nad resztą stawki i między sobą rozegrają dwa mistrzowskie pojedynki. Ani jedni, ani drudzy nie mają zamiaru szaleć na rynku transferowym. Barcelona sprowadziła jak na razie jedynie Jordiego Albę, który już w sparingach pokazał, że będzie z niego wielka uciecha. Do Madrytu – dziw nad dziwy – nie przyszedł jeszcze nikt. Jedynym wzmocnieniem będzie najprawdopodobniej Luka Modrić. Pokazuje to, że obydwa kluby nie mogą się już bardziej wzmocnić. Jose Mourinho i Tito Vilanova dysponują drużynami kompletnymi, drużynami na lata, w które nie trzeba inwestować. Może robi się to powoli nudne, ale w walce o tytuł liczyć się będą tylko dwie ekipy – czy nam się to podoba, czy nie.
Europejskie puchary
Gol Raula Tamudo w zeszłym sezonie uchronił Rayo od spadku do Segunda (fot. Que.es)
Poprzedni sezon to przede wszystkim rozczarowanie związane z Athletikiem Bilbao. Baskowie grali co prawda w finałach dwóch turniejów, jednak obydwa przegrali, a na dodatek przypłacili to dopiero dziesiątym miejscem w lidze. Gra w finale Pucharu Króla zapewniła im na szczęście występy w Lidze Europy, ale klub z San Mames aspiruje do czegoś więcej. Liga Mistrzów? O ile z zespołu nie odejdzie Fernando Llorente lub inny ważny zawodnik, „Los Leones” mogą powalczyć o miejsce w pierwszej czwórce, ale będzie o to niezwykle trudno. Bardzo ważne mogą się okazać wzmocnienia. Na razie najważniejszym transferem wydaje się sprowadzenie Aritza Aduriza z Valencii. Baskowie negocjują również z Realem Betis w sprawie Benata Etxebarii i to właśnie przybycie 25-latka mogłoby napawać jeszcze większym optymizmem. Jeśli drużyna Marcelo Bielsy dobrze przygotowała się do sezonu i racjonalnie będzie rozkładać siły w trakcie jego trwania, ma szansę powalczyć nawet o miejsce na podium.
Walka o pudło będzie jednak zażarta. Czwarta w minionym sezonie Primera Division Malaga bez wątpienia wypada z gry o najwyższe cele, jednak za jej plecami czyhało i tak groźne Atletico Madryt, które w tym momencie – obok Valencii – jest trzecią siłą w Hiszpanii. To właśnie pomiędzy „Los Ches” a „Los Rojiblancos” powinna się rozegrać batalia o miejsce na podium. Atletico straciło co prawda Diego, ale niewykluczone, że Brazylijczyk jeszcze raz przeniesie się na Vicente Calderon. W tej chwili personalnie lepiej zdaje się wyglądać Valencia. Klub z Estadio Mestalla pozyskał meksykańskiego skrzydłowego Andresa Guardado, który powraca na pierwszoligowe boiska z jeszcze większym zapałem niż za pierwszym razem. Do tego dochodzi Fernando Gago, wykupiony z Realu Madryt. Inny były piłkarz „Królewskich”, Sergio Canales, powoli będzie dochodził do siebie i trener Pellegrino może mieć z niego wiele pożytku. Kantabryjczyk już w końcówce minionego sezonu – po wyleczeniu kontuzji kolana – potrzebował zaledwie kilkudziesięciu minut, aby przekonać wszystkich, że nie zapomniał jeszcze, jak się kopie piłkę. Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście najnowszy nabytek „Nietoperzy”, czyli Nelson Valdez. To ten człowiek, wokół którego przez chwilę obracał się cały piłkarski świat. Właśnie on w drugiej kolejce sezonu 2010/2011 uciszył Camp Nou, zdobywając dwie bramki w wygranym 2:0 spotkaniu z Barceloną.
Kto może zagrozić Valencii, Atletico i Athleticowi w realizacji swoich celów? Co sezon mówi się o Sevilli czy – niegdyś – Villarrealu. Jeśli jednak popatrzymy prawdzie w oczy, nie ma na razie innej ekipy, która mogłaby się bić o miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów. Choć możliwe jest oczywiście to, że trafi się nam wielka niespodzianka, jak chociażby przed rokiem Levante, które dzielnie walczyło do samego końca i zakończyło sezon na bardzo wysokim szóstym miejscu. Wiele dowiemy się już po kilku pierwszych ligowych kolejkach, ale wszystko wskazuje na to, że najgroźniejszymi przeciwnikami Realu i Barcelony będą Atletico, Valencia i Athletic. Szczególnie pierwsza dwójka aspiruje do walki o najwyższe cele i jest głodna sukcesów.
Do obsadzenia są oczywiście także miejsca w Lidze Europy. W tej strefie walka powinna być zdecydowanie ostrzejsza. Wspomniane Sevilla i Levante, ale także Mallorca czy Osasuna to kluby, które aspirują do gry w Europie. Do tego grona trzeba dodać Malagę. Po zakończeniu ubiegłego sezonu spekulowano, że podopieczni Manuela Pellegriniego mogą się niebawem stać trzecią siłą La Liga, jednak w ciągu kilku miesięcy wszystkie marzenia prysły. Andaluzyjczycy mają spore problemy i muszą sprzedawać swoich najlepszych zawodników. Ich miejsca nikt niestety nie zajmuje, dlatego w nadchodzącym sezonie będziemy oglądać raczej zmierzch budowanej potęgi, która wcale nie musi wywalczyć sobie lokaty premiowanej grą w europejskich pucharach.
Środek tabeli
Tutaj jak zawsze będzie ciekawie. Tak się chyba już przyjęło, że liga hiszpańska to często liga średniaków. Pełno tu drużyn, które w sobotę mogą pokonać Atletico, Valencię czy choćby Real, żeby kilka dni później przegrać z ekipą, która smaku zwycięstwa nie zaznała od kilku tygodni. Te zespoły szczególnie motywują się na mecze z najlepszymi i choć udaje im się urywać największym punkty, to jedyne, co im pozostaje, to walka o jak najlepsze miejsce w środku tabeli. W takiej roli na pewno trzeba postawić dwójkę tegorocznych beniaminków. Mowa o Deportivo La Coruna i Celcie Vigo – klubach, których na dobrą sprawę przedstawiać nie trzeba. Spadek „El Depor” do Segunda Division był czymś, w co trudno było uwierzyć. Na szczęście „Biało-niebiescy” szybko powrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zespół z El Riazor poczynił już kilka cennych zakupów, jednak raczej wątpliwe jest to, iż z rozpędu odbuduje swoją dawną potęgę. Sezon 2012/2013 będzie raczej sezonem rozpoznawczym, później będzie można zacząć walkę o wyższe cele. Celta tak dużego potencjału nie ma, jednak nie wyobrażamy sobie, żeby miała problem z walką o miejsca w okolicach środka stawki.
Uprzykrzać życie najlepszym drużynom będą również pozostali, czyli w zasadzie stara gwardia. Mowa tutaj o zespołach pokroju Getafe, Betisu, Espanyolu, Realu Sociedad czy Rayo Vallecano. Są to kluby, które rok w rok sprawiają wiele niespodzianek, a koniec końców i tak do ostatniej kolejki nie mogą być pewne utrzymania. Pierwsza z brzegu drużyna Getafe potrafi pokonać na własnym obiekcie Barcelonę, ale nie jest w stanie wygrać z Saragossą czy Granadą, o których mowa będzie niebawem. Rayo Vallecano z kolei postawiło w minionym sezonie chyba najtrudniejsze warunki Realowi Madryt. „Królewscy” męczyli się w Vallecas niemiłosiernie i tylko dzięki ogromnemu szczęściu i kunsztowi Cristiano Ronaldo wywieźli stamtąd trzy punkty. Później Rayo do ostatnich sekund – dosłownie ostatnich – walczyło o utrzymanie, zdobywając w starciu z Granadą bramkę na 1:0 już w doliczonym czasie gry. Nieregularność i nierówna forma zawodników sprawia, że tego typu zespołom pozostaje tylko walka o jak najwyższe miejsca w drugiej połowie tabeli, choć i od tej reguły często trafiają się wyjątki. W końcu Espanyol czy Betis to ekipy, które mogą się pokusić o znacznie więcej.
Spadek
Walczące do ostatnich chwil Rayo raczej w tym sezonie takich problemów mieć nie powinno. Ekipa Paco Jemeza poczyniła kilka ciekawych wzmocnień, jak choćby transfery Adriana Gonzaleza czy Jordiego Amata. Bardzo aktywna na rynku transferowym jest także Granada, ale akurat Andaluzyjczykom może nie wyjść to na dobre. Kupić kilku piłkarzy to jedno, a zrobić z nich drużynę to drugie. Najmocniejszymi kandydatami do spadku wydają się właśnie Granada, Real Sociedad i trzeci z beniaminków, Real Valladolid. „Pucela”, podobnie jak Deportivo i Celta, to klub w Hiszpanii doskonale znany, ale niemogący się pochwalić kadrą, która faktycznie mogłaby zagwarantować pewny byt. Wszystko może się oczywiście zmienić, bo pewnych rzeczy przewidzieć się nie da. Kto myślał, że do Segunda Division spadnie Deportivo, a rok później kolejny gigant – Villarreal. Gigant to zdecydowanie nie jest przesadzone słowo. Przecież jeszcze w 2008 roku „Żółta Łódź Podwodna” zdobywała wicemistrzostwo kraju, uzyskując dziesięć punktów więcej od Barcelony.
W Hiszpanii zazwyczaj jest jednak tak, że wszystko się zmienia niezmiernie szybko. Nie można stwierdzić, że akurat te zespoły będą toczyły walkę o przetrwanie. Dwa, trzy słabsze mecze drużyny ze środka stawki sprawią, że wszystko obróci się o 360 stopni. W zeszłym sezonie Real Sociedad, który zajął 11. miejsce w lidze, miał tylko sześć punktów przewagi nad 18. Villarrealem. To zaledwie dwa słabsze spotkania, dwie wpadki, a mogą kosztować bardzo wiele. O ile sytuacja w czubie tabeli jest raczej łatwa do rozszyfrowania, o tyle nie sposób przewidzieć, jak będzie się toczyć rywalizacja o pozostałe miejsca.
Fani ligi hiszpańskiej mogą zacząć wielkie odliczanie. Już w najbliższy weekend rozpocznie się nowy sezon Primera Division, a wraz z nim olbrzymia dawka emocji. Czy na Półwyspie Iberyjskim znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie zagrozić Realowi Madryt i Barcelonie?
Walka o tytuł
Wszyscy bardzo chcielibyśmy, aby ktoś zdołał się włączyć w rywalizację o tytuł mistrza Hiszpanii w sezonie 2012/2013, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest to w zasadzie niemożliwe. W nadchodzącej edycji rozgrywek sytuacja będzie prawdopodobnie identyczna jak w kilku poprzednich. Z każdą następną kolejką dwaj giganci będą stopniowo powiększać przewagę nad resztą stawki i między sobą rozegrają dwa mistrzowskie pojedynki. Ani jedni, ani drudzy nie mają zamiaru szaleć na rynku transferowym. Barcelona sprowadziła jak na razie jedynie Jordiego Albę, który już w sparingach pokazał, że będzie z niego wielka uciecha. Do Madrytu – dziw nad dziwy – nie przyszedł jeszcze nikt. Jedynym wzmocnieniem będzie najprawdopodobniej Luka Modrić. Pokazuje to, że obydwa kluby nie mogą się już bardziej wzmocnić. Jose Mourinho i Tito Vilanova dysponują drużynami kompletnymi, drużynami na lata, w które nie trzeba inwestować. Może robi się to powoli nudne, ale w walce o tytuł liczyć się będą tylko dwie ekipy – czy nam się to podoba, czy nie.
Europejskie puchary
Gol Raula Tamudo w zeszłym sezonie uchronił Rayo od spadku do Segunda (fot. Que.es)
Poprzedni sezon to przede wszystkim rozczarowanie związane z Athletikiem Bilbao. Baskowie grali co prawda w finałach dwóch turniejów, jednak obydwa przegrali, a na dodatek przypłacili to dopiero dziesiątym miejscem w lidze. Gra w finale Pucharu Króla zapewniła im na szczęście występy w Lidze Europy, ale klub z San Mames aspiruje do czegoś więcej. Liga Mistrzów? O ile z zespołu nie odejdzie Fernando Llorente lub inny ważny zawodnik, „Los Leones” mogą powalczyć o miejsce w pierwszej czwórce, ale będzie o to niezwykle trudno. Bardzo ważne mogą się okazać wzmocnienia. Na razie najważniejszym transferem wydaje się sprowadzenie Aritza Aduriza z Valencii. Baskowie negocjują również z Realem Betis w sprawie Benata Etxebarii i to właśnie przybycie 25-latka mogłoby napawać jeszcze większym optymizmem. Jeśli drużyna Marcelo Bielsy dobrze przygotowała się do sezonu i racjonalnie będzie rozkładać siły w trakcie jego trwania, ma szansę powalczyć nawet o miejsce na podium.
Walka o pudło będzie jednak zażarta. Czwarta w minionym sezonie Primera Division Malaga bez wątpienia wypada z gry o najwyższe cele, jednak za jej plecami czyhało i tak groźne Atletico Madryt, które w tym momencie – obok Valencii – jest trzecią siłą w Hiszpanii. To właśnie pomiędzy „Los Ches” a „Los Rojiblancos” powinna się rozegrać batalia o miejsce na podium. Atletico straciło co prawda Diego, ale niewykluczone, że Brazylijczyk jeszcze raz przeniesie się na Vicente Calderon. W tej chwili personalnie lepiej zdaje się wyglądać Valencia. Klub z Estadio Mestalla pozyskał meksykańskiego skrzydłowego Andresa Guardado, który powraca na pierwszoligowe boiska z jeszcze większym zapałem niż za pierwszym razem. Do tego dochodzi Fernando Gago, wykupiony z Realu Madryt. Inny były piłkarz „Królewskich”, Sergio Canales, powoli będzie dochodził do siebie i trener Pellegrino może mieć z niego wiele pożytku. Kantabryjczyk już w końcówce minionego sezonu – po wyleczeniu kontuzji kolana – potrzebował zaledwie kilkudziesięciu minut, aby przekonać wszystkich, że nie zapomniał jeszcze, jak się kopie piłkę. Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście najnowszy nabytek „Nietoperzy”, czyli Nelson Valdez. To ten człowiek, wokół którego przez chwilę obracał się cały piłkarski świat. Właśnie on w drugiej kolejce sezonu 2010/2011 uciszył Camp Nou, zdobywając dwie bramki w wygranym 2:0 spotkaniu z Barceloną.
Kto może zagrozić Valencii, Atletico i Athleticowi w realizacji swoich celów? Co sezon mówi się o Sevilli czy – niegdyś – Villarrealu. Jeśli jednak popatrzymy prawdzie w oczy, nie ma na razie innej ekipy, która mogłaby się bić o miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów. Choć możliwe jest oczywiście to, że trafi się nam wielka niespodzianka, jak chociażby przed rokiem Levante, które dzielnie walczyło do samego końca i zakończyło sezon na bardzo wysokim szóstym miejscu. Wiele dowiemy się już po kilku pierwszych ligowych kolejkach, ale wszystko wskazuje na to, że najgroźniejszymi przeciwnikami Realu i Barcelony będą Atletico, Valencia i Athletic. Szczególnie pierwsza dwójka aspiruje do walki o najwyższe cele i jest głodna sukcesów.
Do obsadzenia są oczywiście także miejsca w Lidze Europy. W tej strefie walka powinna być zdecydowanie ostrzejsza. Wspomniane Sevilla i Levante, ale także Mallorca czy Osasuna to kluby, które aspirują do gry w Europie. Do tego grona trzeba dodać Malagę. Po zakończeniu ubiegłego sezonu spekulowano, że podopieczni Manuela Pellegriniego mogą się niebawem stać trzecią siłą La Liga, jednak w ciągu kilku miesięcy wszystkie marzenia prysły. Andaluzyjczycy mają spore problemy i muszą sprzedawać swoich najlepszych zawodników. Ich miejsca nikt niestety nie zajmuje, dlatego w nadchodzącym sezonie będziemy oglądać raczej zmierzch budowanej potęgi, która wcale nie musi wywalczyć sobie lokaty premiowanej grą w europejskich pucharach.
Środek tabeli
Tutaj jak zawsze będzie ciekawie. Tak się chyba już przyjęło, że liga hiszpańska to często liga średniaków. Pełno tu drużyn, które w sobotę mogą pokonać Atletico, Valencię czy choćby Real, żeby kilka dni później przegrać z ekipą, która smaku zwycięstwa nie zaznała od kilku tygodni. Te zespoły szczególnie motywują się na mecze z najlepszymi i choć udaje im się urywać największym punkty, to jedyne, co im pozostaje, to walka o jak najlepsze miejsce w środku tabeli. W takiej roli na pewno trzeba postawić dwójkę tegorocznych beniaminków. Mowa o Deportivo La Coruna i Celcie Vigo – klubach, których na dobrą sprawę przedstawiać nie trzeba. Spadek „El Depor” do Segunda Division był czymś, w co trudno było uwierzyć. Na szczęście „Biało-niebiescy” szybko powrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zespół z El Riazor poczynił już kilka cennych zakupów, jednak raczej wątpliwe jest to, iż z rozpędu odbuduje swoją dawną potęgę. Sezon 2012/2013 będzie raczej sezonem rozpoznawczym, później będzie można zacząć walkę o wyższe cele. Celta tak dużego potencjału nie ma, jednak nie wyobrażamy sobie, żeby miała problem z walką o miejsca w okolicach środka stawki.
Uprzykrzać życie najlepszym drużynom będą również pozostali, czyli w zasadzie stara gwardia. Mowa tutaj o zespołach pokroju Getafe, Betisu, Espanyolu, Realu Sociedad czy Rayo Vallecano. Są to kluby, które rok w rok sprawiają wiele niespodzianek, a koniec końców i tak do ostatniej kolejki nie mogą być pewne utrzymania. Pierwsza z brzegu drużyna Getafe potrafi pokonać na własnym obiekcie Barcelonę, ale nie jest w stanie wygrać z Saragossą czy Granadą, o których mowa będzie niebawem. Rayo Vallecano z kolei postawiło w minionym sezonie chyba najtrudniejsze warunki Realowi Madryt. „Królewscy” męczyli się w Vallecas niemiłosiernie i tylko dzięki ogromnemu szczęściu i kunsztowi Cristiano Ronaldo wywieźli stamtąd trzy punkty. Później Rayo do ostatnich sekund – dosłownie ostatnich – walczyło o utrzymanie, zdobywając w starciu z Granadą bramkę na 1:0 już w doliczonym czasie gry. Nieregularność i nierówna forma zawodników sprawia, że tego typu zespołom pozostaje tylko walka o jak najwyższe miejsca w drugiej połowie tabeli, choć i od tej reguły często trafiają się wyjątki. W końcu Espanyol czy Betis to ekipy, które mogą się pokusić o znacznie więcej.
Spadek
Walczące do ostatnich chwil Rayo raczej w tym sezonie takich problemów mieć nie powinno. Ekipa Paco Jemeza poczyniła kilka ciekawych wzmocnień, jak choćby transfery Adriana Gonzaleza czy Jordiego Amata. Bardzo aktywna na rynku transferowym jest także Granada, ale akurat Andaluzyjczykom może nie wyjść to na dobre. Kupić kilku piłkarzy to jedno, a zrobić z nich drużynę to drugie. Najmocniejszymi kandydatami do spadku wydają się właśnie Granada, Real Sociedad i trzeci z beniaminków, Real Valladolid. „Pucela”, podobnie jak Deportivo i Celta, to klub w Hiszpanii doskonale znany, ale niemogący się pochwalić kadrą, która faktycznie mogłaby zagwarantować pewny byt. Wszystko może się oczywiście zmienić, bo pewnych rzeczy przewidzieć się nie da. Kto myślał, że do Segunda Division spadnie Deportivo, a rok później kolejny gigant – Villarreal. Gigant to zdecydowanie nie jest przesadzone słowo. Przecież jeszcze w 2008 roku „Żółta Łódź Podwodna” zdobywała wicemistrzostwo kraju, uzyskując dziesięć punktów więcej od Barcelony.
W Hiszpanii zazwyczaj jest jednak tak, że wszystko się zmienia niezmiernie szybko. Nie można stwierdzić, że akurat te zespoły będą toczyły walkę o przetrwanie. Dwa, trzy słabsze mecze drużyny ze środka stawki sprawią, że wszystko obróci się o 360 stopni. W zeszłym sezonie Real Sociedad, który zajął 11. miejsce w lidze, miał tylko sześć punktów przewagi nad 18. Villarrealem. To zaledwie dwa słabsze spotkania, dwie wpadki, a mogą kosztować bardzo wiele. O ile sytuacja w czubie tabeli jest raczej łatwa do rozszyfrowania, o tyle nie sposób przewidzieć, jak będzie się toczyć rywalizacja o pozostałe miejsca.
Komentarze8
~
~maciek126
na początku myślałem że chodzi o Ronaldo i
Messiego kto zabieże im złotą piłke XD
~
~Biker
Kto moze zagrozic , wielkiej dwojce , ? Alibaba i
40tu rozbojnikow. Liga hiszpanska to takie male
pieklo w rozumieniu Stephena Kinga -powtarzalnosc i
przewidywalnosc…
~
~matematyk
Jak już to obróci o 180 stopni
~
~BAJER
Szkoda ze Primiera Division niema takich poteg jak
np. nasz mistrz Slask. WteDy 3bilo by sie o tytUl
P
Pika
Jak może im ktoś zagrozić jak teraz jest
Barcelona, Real, a później jest wielka przepaść i
dopiero reszta stawki.
~
~///
Do niedawna Malaga wydawała się klubem, który po
tamtym sezonie kupi połowe zawodników z nawyższej
półki a wiemy jak się skończyło…
Teraz to chyba Valencia przy dużym szczęściu i
dobrej formie może nie tracić 30 punktów do Real i
Barcy a powiedzmy może tak z 15 ;)
~
~barto666
no rządzi barcelona i real ale mają też innych
rywali
atletic bilbao-dobry klub ale na wielką 2 nie
starczy a odszedł martinez i za nie długo tak że
llorente
atletico madryt-trudno żeby w 5 byli
malaga-odszedł cazorla i nie ma już tej gry
levante-też słaba gra ale plus dla polaków bo
dudka tam zagra
valencia – oni to najwiekszy rywal ucieszył bym się
jak by valencia zdobyła mistrzostwo lecz to jest
prawie nie możliwe
sevilla-dla nich cieżko jest być w 10 a nie
walczyć o podium
to tyle z tych rywali
B
Bertho
Po kolei
Athletic ( nie Atletic ) Bilbao – Martinez jest już
w Bayernie, był w Monachium ze swoim agentem /
menedżerem – ok. Llorente – ile kubów się
przewinęło w kontekście ewentualnego odejścia
Baska ? Juventus, Arsenal , Manchester United… i
inni. A czy ekipa z Bilbao to tylko Martinez i
Llorente ? A gdzie miejsce dla Iraoli, Iraizoza –
może gracze po 30 ( Andoni ma 30 ) , ale
niesamowicie ważne ogniwa drużyny Basków. Gdzie
Oscar De Marcos – uniwersalny aż do bólu .
Amorebieta czy Aurtenetxe w obronie. Ander i Muniain
w ofensywie , dodatkowo Ibai Gomez – materiał na
niezłego grajka. Itturaspe w pomocy – może gorszy
od Martineza, ale równie użyteczny. Wielki talent w
obronie Ramalho – mistrz Europy juniorków U-19 .
Poza tym trener Marcelo Bielsa – jeden z najlepszych
szkoleniowców na świecie . No i na koniec
modernizowany San Mames – stadion Athleticu, który
napewno doda malusich skrzydeł ekipie Athleticu.
Stawianie na rodowitych Basków – nie latają po
świecie za jakimiś talentami piłki boliwijskiej ,
kameruńskiej itp. tylko stwaiają na swoich. Chyba
wystarczy ;)
Atletico Madryt – Nie widzisz Rojiblancos w pierwszej
5 ? Ok, twoja sprawa, twoje przypuszczenia. Wprawdzie
strata Diego, Domingueza i Salvio trochę zaboli, ale
inni wykonawcy na ich pozycjach nie są gorsi. Obrona
bez Domingueza nie będzie jakaś słaba. Miranda
grał bardzo poprawnie w sezonie 11/12. Filipe,
Silvio , Juanfran – obrona gotowa. Dochodzi do tego
Cata Diaz i nie ma co narzekać . Pomoc też jakimś
wielkim wrakiem nie jest. Arda , Adrian i Rodriguez
będą napędzać grę skrzydłami. Diego grał
dobrze w poprzednim sezonie, ale jego następca,
czyli Garcia wydaję się dla mnie jeszcze lepszym
graczem od Brazylijczyka. Dla mnie przynajmniej
miejsca 3 lub 4 jest dla „2 siły Madrytu”
Levante – spora zagadka . Strata Kone może zaboleć,
ale z drugiej strony strata Caicedo też miała
boleć :) .CO do Dudki ciekawe jak będzie sobie
radziłz Ronaldo i Messim :D . Dobre przetarcie dla
niego. Może nauczy czegoś innych defensorów naszej
super-reprezentacji :D
Nie wiem gdzie będą . Czy awansują do LM czy nie
wygrają żadnego meczu i spadną z ligi . Nie
typuję.
Sevilla – Liderem powinien być Jesus Navas. Może
pociągnąć cały zespół i na to chyba liczą w
Sewilli . Nie bedzie to dawniejsza Sevilla , która
ogrywała Milan w Europie, ale na LE stać ich jak
najbardziej.