Spotkania w Barcelonie i Madrycie zakończyły 35. serię La Liga. Szansy na zapewnienie sobie już w tej kolejce mistrzowskiego tytułu nie wykorzystała Barca, która tylko zremisowała. Atletico po raz kolejny odniosło zwycięstwo w wyjątkowych okolicznościach.
Po sobotniej porażce Realu Madryt z Valencią 0:3, Barcelona w przypadku zwycięstwa w niedzielnym pojedynku z Villarreal CF zagwarantowałaby sobie pierwsze miejsce w tabeli.
Od pierwszej minuty po postawie gospodarzy było widać, jak bardzo zależy im na wygranej. W dziewiątej minucie piłkę w pole karne gości z lewej strony boiska dośrodkował Abidal. Xavi będący adresatem podania Francuza strzelił tuż obok słupka. W 11. minucie piłkarze Villarrealu zbyt pasywnie zareagowali na kilkumetrowy rajd z piłką Keity i zapłacili za to najwyższą cenę. Pomocnik Barcy precyzyjnym uderzeniem z dystansu pokonał Diego Lopeza. Gdy wydawało się, że „Blaugrana” szybko podwyższy swoje prowadzenie, padło wyrównanie. W 21. minucie fatalną stratę kilkanaście metrów od swojej bramki zaliczył Toure. Piłkę przejął Ibagaza, zagrał do Rossiego, a ten dośrodkował wprost na nogę Llorente, który zdobył gola.
Zaskoczeni takim rozwojem wypadków podopieczni Pepa Guardioli pięć minut później omal nie stracili kolejnej bramki – strzał głową Rossiego kapitalnie obronił Valdes. W 35. minucie kibice zgromadzeni na Camp Nou mogli odetchnąć z ulgą. Po sprytnie rozegranym rzucie wolnym Iniesta podał do Eto’o, a Kameruńczyk zaliczył swoje 28. trafienie w tym sezonie. To nie był jednak koniec strzeleckich popisów Barcelony. Tuż przed końcem pierwszej połowy kapitalnie z rzutu wolnego przymierzył Alves i tym samym do szatni gospodarze schodzili prowadząc 3:1.
Ostatnie trzy kwadranse były również obfite w emocje, zwłaszcza w końcówce. W 50. minucie do siatki trafił Xavi, ale chwilę wcześniej sędzia liniowy dostrzegł pozycję spaloną, stąd wynik nie uległ zmianie. Do takowej sytuacji doszło dopiero w 78. minucie, tyle że podobnie, jak w pierwszej połowie dość niespodziewanie powody do radości miała „Żółta Łódź”. W polu karnym Valdesa Abidal sfaulował Nihata, a „jedenastkę” wykorzystał Matias Fernandez. W dodatku defensor Barcelony otrzymał czerwoną kartkę i musiał przedwcześnie opuścić boisko.
Już do końcowego gwizdka optyczną przewagę zyskali goście, starający się za wszelką cenę doprowadzić do remisu. Ich wysiłki zostały wynagrodzone, ponieważ w doliczonym czasie gry większym sprytem od obrońców rywala wykazał się Llorente i zdobył swoją drugą bramkę na wagę remisu 3:3. Piłkarze Barcelony nie wykorzystali więc okazji na „zaklepanie” mistrzowskiego tytułu już w 35. kolejce La Liga, w dodatku na własnym boisku. Kolejną piłkę meczową Katalończycy będą mieli szansę spożytkować podczas najbliższej serii spotkań.
Udany pościg Atletico
W cieniu starcia w Barcelonie, odbyło się spotkanie podsumowujące ligowy weekend w Hiszpanii. Na Vicente Calderon po raz 67. rywalizowały ze sobą drużyny Atletico Madryt oraz Espanyolu.
Przez pierwsze dwa kwadranse żadna z drużyn nie potrafiła narzucić rywalowi swojego stylu gry. Przełomowa okazała się 31. minuta, kiedy za uderzenie rywala łokciem czerwoną kartkę otrzymał Perrea. Gra w osłabieniu dała się we znaki „Rojiblancos” już sześć minut później. W polu karnym Pernia sfaulował Jonathana i sędzia nie zawahał się podyktować „jedenastki”. Idealną okazję na gola zamienił Nene. 120 sekund później ten sam zawodnik zaliczył asystę, ponieważ po jego dośrodkowaniu Jarque podwyższył wynik na 2:0. Dwubramkowa przewaga Espanyolu utrzymała się do końca pierwszej połowy.










