Dwa sobotnie spotkania zainaugurowały 19. kolejkę La Liga. Doskonałą dyspozycję po raz kolejny zaprezentowała Barcelona, natomiast Sevilla długo męczyła się z Numancią.
Pierwsi na boisko wybiegli zawodnicy FC Barcelony oraz Deportivo La Coruna. Gospodarzom wystarczał remis, aby ustanowić ligowy rekord w ilości punktów zdobytych przez połowę sezonu.
Już po upływie trzydziestu sekund Barca powinna objąć prowadzenie. Messi idealnie podał do Henry’ego, jednak strzał Francuza instynktownie obronił Aranzubia. W 15. minucie indywidualną akcją popisał się Eto’o, ale po jego uderzeniu piłka przeleciała obok bramki gości. Pięć minut później wysoką formę potwierdził Messi, który otrzymał piłkę około 40. metra boiska i pozbył się jej dopiero na linii pola karnego „Depor”, strzelając bramkę dającą Barcelonie prowadzenie.

W 27. minucie Argentyńczyk efektownie utrzymał piłkę blisko narożnika boiska, następnie podał do Alvesa, a ten zagrał wprost na głowę Henry’ego, który podwyższył na 2:0. Kwadrans później kolejnym idealnym dośrodkowaniem popisał się Alves. Strzał Keity obronił bramkarz gości, ale przy dobitce Eto’o nie miał już szans. Tym samym tercet najbardziej ofensywnie ustawionych zawodników „Dumy Katalonii” miał na swoim koncie po bramce. Barca już do przerwy upokarzała Deportivo.
W 51. minucie strzał Messiego w ładny sposób obronił Aranzubia. Kolejną groźną sytuację podopieczni Pepa Guardioli stworzyli sobie 20 minut później, po tym jak na bramkę strzelał Iniesta, jednak za sprawą bramkarza gości, piłka do siatki nie wpadła. Na dziesięć minut przed końcem gospodarze prowadzili już 4:0. Iniesta zagrał prostopadłą piłkę do Xaviego, a ten podał futbolówkę wprost pod nogi Henry’ego, który dopełnił tylko formalności. To nie był jednak koniec strzeleckiego festiwalu gospodarzy.
W 84. minucie faulowany w polu karnym przez Aranzubię był Puyol. Sędzia nie zawahał się podyktować rzutu karnego ani pokazania bramkarzowi gości czerwonej kartki. Jedenastkę pewnie wykorzystał Eto’o i ustalił wynik spotkania na 5:0.
Numancia zaskoczyła Sevillę
Na Ramon Sanchez Pizjuan spotkały się zespoły Sevilli oraz Numancii. Faworytem spotkania byli rzecz jasna gospodarze.
W siódmej minucie po dośrodkowaniu Jesusa Navasa w idealnej sytuacji znalazł się Capel, jednak w tylko sobie znany sposób fatalnie spudłował. Dziesięć minut później dwukrotnie wykazać musiał się bramkarz gospodarzy. Najpierw omal nie dał się zaskoczyć po strzale oddanym przez jego kolegę z zespołu, a po upływie kilkudziesięciu sekund bardzo dobrze interweniował przy strzale z rzutu wolnego Barkero.
Niespodziewanie to Numancia była drużyną stwarzającą sobie większą ilość bramkowych okazji. Najlepszą w 24. minucie zmarnował Brit, po tym jak w sytuacji sam na sam przeniósł piłkę wysoko nad bramką. Do końca pierwszej połowy Sevilla zagroziła tegorocznemu beniaminkowi tylko raz – dwie minuty przed końcem obok bramki uderzył Kanoute. Do przerwy utrzymywał się więc bezbramkowy remis.











