Polska gwardia we Włoszech nie zwalnia tempa. O ile zdążyliśmy się już przyzwyczaić do kapitalnych występów Kamila Glika czy ostatnio udanych spotkań Piotra Zielińskiego, o tyle asysty Pawła Wszołka robią wrażenie. Piłkarz niemal skreślony i wydawałoby się, że wchłonięty przez Serie A, ponownie o sobie przypomina, a robi to w idealnym momencie – niecałe cztery miesiące przed Euro 2016.
Do mistrzostw Europy niby dużo czasu, ale jednak selekcja powoli zbliża ku końcowi. Upływające miesiące będą ostatnim dzwonkiem dla tych, którzy mają coś do udowodnienia Adamowi Nawałce. Potencjalnym kandydatem do wyjazdu do Francji jest Paweł Wszołek. Zawodnik jest pod stałą obserwacją zarówno sztabu reprezentacji, jak i samego Nawałki, a więc stąd ta forma?
Ucieczka z tonącego okrętu
Aby zrozumieć Pawła Wszołka, trzeba cofnąć się o kilka lat. Wszyscy lepiej lub gorzej pamiętamy czasy, gdy Polonia Warszawa z najlepszymi biła się o prym w ekstraklasie. Józef Wojciechowski przelewał coraz to więcej pieniędzy, kontraktował coraz to lepszych graczy. Trzecie miejsce w ligowej tabeli i do dziś niepobity rekord najdroższego transferu Adriana Mierzejewskiego do Turcji (ponad pięć milionów euro) to tylko dwa przykłady, z jak wielkiej góry warszawski klub spadł na samo dno. W pewnym momencie Wojciechowski zwinął interes i pozostawił „Czarne Koszule” na granicy bankructwa. Po nim swoje pięć minut miał Ireneusz Król, który swoimi panowaniem tylko dobił, i tak już słaby, klub z ulicy Konwiktorskiej.

Polonia spadła do IV ligi, a co lepsi zawodnicy jak najszybciej chcieli uciec z tonącego okrętu. Wśród nich był Paweł Wszołek. Zawodnik, który choć nie rozegrał wielu spotkań w polskiej elicie rozgrywkowej (62 mecze), to swą postawą na boisku zainteresował europejskie kluby. Wybór padł na Sampdorię Genua, z którą zawodnik w 2013 roku podpisał czteroletni kontrakt. Dla młodego wówczas piłkarza wszystko układało się znakomicie. Solidna, choć trochę zakurzona włoska marka. Perspektywa gry w kilkakrotnie silniejszej lidze niż ta rodzima, lepsze zarobki, aż w końcu, co chyba najważniejsze, możliwość rozwoju i wypłynięcia na szerokie wody.











