W obecnych czasach dużo mówi się o tym, jakie podejście i stosunek do świata oraz wykonywanych obowiązków mają młodzi ludzie. Dzisiaj porozmawiamy z 18-letnim Patrykiem Pietrzakiem – lewym obrońcą i jednym z liderów drugiego zespołu MLKS Józefovia Józefów. Jest to osoba, która twardo stąpa po ziemi oraz cieszy się wielkim zaufaniem swojego zespołu, zachowując przy tym dziecięcą radość z gry w piłkę. Zapraszamy do lektury.
Patryk, przyszedłeś do Józefovii w sezonie 2014/2015. Czy mógłbyś powiedzieć, co kierowało Tobą, że zdecydowałeś się tutaj kontynuować swoją karierę?
Przyszedłem do tego zespołu, aby mieć możliwość występów w ekstralidze. Szukałem także nowych wyzwań, gdyż wcześniej występowałem w PKP Radość, ale musiałem znaleźć nowy punkt zaczepienia w mojej piłkarskiej karierze. Nie miałem za dobrych wyników sportowych, koledzy potrafili grać, ale trener niezbyt wiedział, jak nas zmotywować i ustawić na boisku, żeby gra wyglądała lepiej. Zdecydowałem z rodzicami o przenosinach do Józefovii, gdzie poznałem fajnych chłopaków, z którymi gram na murawie, ale także spędzam czas poza boiskiem.
Masz 18 lat, a już jesteś jednym z kapitanów tego zespołu. Co miało wpływ na taką pozycję w drużynie, mimo że posiadacie w zespole kilku starszych i bardziej doświadczonych graczy?
Myślę, że była to po prostu decyzja trenera. Podczas meczu staram się wspierać chłopaków, korygować ustawienie bloku obrony oraz ciężko pracować, abyśmy wygrywali nasze spotkania i pieli się w górę. Obecnie głównym kapitanem zespołu jest mój kolega z czasów juniorskich. Moim zdaniem trener dając nam opaskę kapitańską, chce zaszczepić w nas większą odpowiedzialność i zbudować pewność siebie.
To prawda, że wcześniej występowałeś na innych pozycjach niż dotychczas?
Zgadza się, zdarzało mi się grać na wielu pozycjach. M.in. w Victorii Zerzeń miałem epizod na bramce oraz na środku obrony. Natomiast w Zwarze Międzylesie oraz PKP Radość występowałem na pozycji lewego pomocnika oraz napastnika.
Emanuje od Ciebie ogromna pasja do piłki… Powiedz, kiedy narodziła się Twoja miłość do tego sportu oraz czy zdarzały Ci się jakieś „skoki w bok” z innymi dyscyplinami?
Interesuję się piłką, odkąd pamiętam. W podstawówce zawsze z kolegami po zajęciach braliśmy piłkę i graliśmy do samego wieczora. Zdarzało się, że pogoda nie dopisała, to wtedy kopałem piłkę w domu o ścianę. Do dziś czasem wspominamy z mamą, jak krzyczała, że będę zaraz ściany malować. Myślę, że w dużej mierze wpływ miały na to geny, ponieważ mój tata również gra w piłkę nożną. Występował między innymi w Polonii Warszawa oraz Zwarze Międzylesie.
Uważam, że ta miłość do piłki została zaszczepiona dzięki niemu. Był taki moment, że dostałem ofertę z klubu siatkarskiego, ale nie powiedziałem nikomu o tym, bo byłem skupiony tylko na piłce. Uważałem, że nie było nawet sensu zastanawiać się nad zmianą dyscypliny. W szkole zawsze brałem udział w różnego rodzaju zawodach międzyszkolnych: przełaje, koszykówka czy biegi na 60 metrów. Koniec końców uważam, że podjąłem dobrą decyzję, stawiając na piłkę.













