W meczu upadłych gigantów La Liga kibice nie narzekali na brak emocji. Remis 2:2 pokazał jednocześnie siłę i słabość obu drużyn. Gole strzelali: „Koke” i Reyes dla gospodarzy oraz Negredo i Rakitić dla gości.

Na Vicente Calderon spotkały się ekipy pogrążone w kryzysie. Ich przedsezonowe aspiracje sięgały Ligi Mistrzów, teraz walczą tylko o brak kompromitacji i prawo gry w Lidze Europy. Smaczku całej rywalizacji dodawał fakt, że trener Atletico, Quique Flores, jest głównym kandydatem do objęcia posady szkoleniowca Sevilli – pozycja Gregorio Manzano wisi na włosku.

Oba zespoły wybiegły na murawę w praktycznie najmocniejszych składach. W drużynie gospodarzy zabrakło będącego obecnie na bakier z formą Filipe Luisa, zastąpił go weteran, Antonio Lopez. Na środku obrony pod nieobecność Perei wystąpił Diego Godin. Po raz kolejny szansę gry na skrzydle otrzymał młody „Koke”. Trener Andaluzyjczyków zdecydował się na ustawienie z dwoma napastnikami, Garym Medelem w roli defensywnego pomocnika i rozgrywającym Rakiticiem.

Początek meczu, aż do 4. minuty, był bardzo wyrównany. Później groźny strzał na bramkę Javiego Varasa oddał Reyes i wydawało się, że Atletico przejmuje kontrolę nad spotkaniem. Jednak niespodziewanie to przyjezdni zaczęli wyprowadzać raz za razem groźne akcje. Szczególnie aktywni byli Alvaro Negredo i Diego Perotti. W 15. minucie atomowy strzał Raula Garcii sprawił wiele trudności Varasowi i niemal doprowadził do zmiany rezultatu. Uderzenie Hiszpana wyraźnie dodało animuszu gospodarzom – swoje szanse zmarnowali Kun i Reyes. Niewidoczny był „Koke”. W 38. minucie przejawiający wielką ochotę do gry Luis Fabiano próbował zaskoczyć Davida De Geę zza pola karnego. Niestety futbolówka posłana przez Brazylijczyka minęła słupek bramki gospodarzy – to byłby piękny gol. Co nie udało się „O Fabuloso”, wyszło Negredo trzy minuty później. Po długim podaniu Momo Dabo Diego Perotti genialnie odegrał do wychowanka Rayo Vallecano przy użyciu klatki piersiowej. Alvaro pozostało tylko huknąć w długi róg bramki gospodarzy. De Gea był bez szans, gdyby ważył się na obronę tego strzału, prawdopodobnie straciłby obie dłonie i zamiast zawodowo parać się futbolem, dołączyłby do trupy cyrkowej. Już w doliczonym czasie gry Atletico było bardzo bliskie wyrównania, jednak Javi Varas, widocznie odbierając dobre fluidy od Ikera Casillasa, w niesamowity sposób zatrzymał Kuna.











