Absolutny klasyk – derby północnego Londynu – nie zawiódł. Mimo remisu nie zabrakło dramatyzmu i emocji, a kurz po meczu jeszcze nie opadł. Nadal kompletem punktów może pochwalić się Liverpool, natomiast Wolverhampton Wanderers coraz szybciej pikuje ku dnie tabeli. Po niezwykle intensywnej kolejce Premier League ponownie odpowiadamy na pytanie: kto zasłużył na miano pakera, a kto został frajerem?Zgodnie z oczekiwaniami wydaje się, że także w obecnym sezonie o tytuł realnie powalczą tylko dwa zespoły. Liverpool oraz Manchester City odprawiają kolejnych rywali, strzelając po kilka bramek. Ciekawiej zapowiada się walka o dwa pozostałe miejsca gwarantujące grę w następnej edycji Ligi Mistrzów. Tym bardziej że Manchester United w świąteczny nastrój wprawił się już w sierpniu, rozdając kolejne punkty potrzebującym.
Na starcie sezonu rozczarowuje Wolverhampton Wanderers. Ambicje „The Wolves” dotyczące walki o miejsce w czołówce są powszechnie znane. Obecnie niepoparte jednak wynikami sportowymi. Znacznie bliżej niż do czwartej lokaty klub z Molineux Stadium ma do dna tabeli. W czwartej serii spotkań nie zabrakło także graczy, zespołów oraz trenerów, którzy zachwycili. Inni jednak zawiedli. Kto zasłużył na miano pakera, a kto został frajerem?
Pakerzy
Dwie bramki i asysta – Jamie Vardy w czwartej kolejce Premier League wrzucił wyższy bieg, z całą pewnością zasługując w naszym zestawieniu na miano pakera. Świetna współpraca angielskiego snajpera z Yourim Tielemansem zaowocowała drugim zwycięstwem „The Foxes” w bieżącej kampanii, co plasuje obecnie Leicester City na trzecim miejscu w tabeli.
Na słowa uznania zasługuje szczególnie pierwsze trafienie Jamiego Vardy’ego w meczu z Bournemouth. Angielski snajper wykorzystał długie podanie z głębi pola i kapitalnym uderzeniem przelobował wychodzącego z bramki Aarona Ramsdale’a, potwierdzając, że nadal jest jednym z czołowych napastników Premier League. Jeśli podopieczny Brendana Rodgersa utrzyma tak wysoką dyspozycję, to „The Foxes” być może rzeczywiście powalczą w obecnym sezonie o coś więcej niż miejsce w środku tabeli.
Kolejną pozytywną niespodziankę w bieżącej kampanii sprawili gracze Sheffield United. Na Stamford Bridge nikt za darmo punktów nie dostaje, lecz z trudnego terenu „The Blades” wyjechali z jednym „oczkiem”. Zespół Chrisa Wildera przeczy przedsezonowym przewidywaniom ekspertów. Klub z Bramall Lane miał być chłopcem do bicia, jednak na razie to rywale biją w mur, by pokonać Sheffield United. „The Blades” systematycznie punktują, z każdą kolejką zbliżając się do upragnionego celu – utrzymania w elicie. Po drodze sprawiają niespodzianki, co tylko powoduje, że Premier League stała się ciekawsza.













