Czy po dwóch kolejkach rundy wiosennej węgierskiej ekstraklasy poznaliśmy już nowego mistrza? Ferencvarosowi Budapeszt trudno będzie już wydrzeć tytuł, choć wielu wierzyło w odrobienie strat przez MOL Vidi Szekesfehervar, jesienią skoncentrowane na europejskich pucharach. Powoli klaruje się również sytuacja w dolnej części tabeli OTP Bank Ligi.
Z wyjątkiem sensacyjnego sezonu 2016/2017 węgierska liga już od kilku lat zdominowana jest przez „Fradich” i „Vidich”, co w dużej mierze wiąże się z ich przewagą finansową nad resztą klubów. Obecnie oba zespoły dzieli różnica dziewięciu punktów w tabeli, przy czym stołeczna drużyna w zeszłą sobotę mogła zwiększyć ten dystans podczas prestiżowych derbów Budapesztu. Remis w meczu z Ujpestem oznaczał jednak, że Ferencvaros nie wykorzystał potknięcia MOL Vidi w meczu z przedostatnim w tabeli Diosgyorem Miszkolc.
Namieszać w pucharach
Przez blisko pięć lat trenerem Ferencvarosu był niemiecki szkoleniowiec, Thomas Doll, prowadzący od końca stycznia Hannover 96. Trenerowi udało się w tym czasie przywrócić blask najbardziej utytułowanemu węgierskiemu klubowi. Zdobył więc z nim mistrzostwo oraz trzy puchary kraju, lecz występy w eliminacjach Ligi Mistrzów oraz Ligi Europy kończyły się kompromitującymi porażkami. Zwłaszcza po wyjątkowo kiepskim 2017 roku kibice „Fradich” domagali się więc zmiany szkoleniowca, jednak władze klubu ugięły się pod naciskiem fanów dopiero w sierpniu ubiegłego roku.
Dolla zastąpiło więc równie głośne nazwisko Serhija Rebrowa, czyli legendy ukraińskiej piłki, któremu w czasie krótkiej kariery trenerskiej udało się przełamać dominację Szachtara Donieck i zdobyć z Dynamem Kijów dwa tytuły mistrza kraju. Władze budapesztańskiego klubu nie ukrywają, że 75-krotny reprezentant Ukrainy ma za zadanie – jakby to określił Dariusz Szpakowski – wnieść drużynę na „international level”.
Jak na razie Rebrowa bronią przede wszystkim kolejne ligowe zwycięstwa, dzięki którym jego drużyna wciąż posiada bezpieczną przewagę nad aktualnym mistrzem Węgier. MOL Vidi nie leży jednak Ukraińcowi, tak więc w dwóch dotychczasowych meczach z zespołem z Szekesfehervaru zaliczył on remis i porażkę. W pozostałych spotkaniach ligowych gra „Fradich” była skuteczna, ale nie powalała na kolana, stąd trudno zauważyć zmianę jakościową w porównaniu z erą Dolla. To zaś nie wróży dobrze przed zmaganiami w europejskich pucharach…
Przerwa w pogoni
Ukraińskiemu szkoleniowcowi zarzuca się nie tylko bardzo ostrożną taktykę, lecz nade wszystko wspomniane już słabe występy z bezpośrednim rywalem do mistrzostwa. Stołeczna drużyna może więc cieszyć się, że MOL Vidi nie tylko potraciło punkty jesienią, ale po zimowej przerwie prezentuje się jeszcze gorzej niż podczas wyczerpującej rywalizacji, zwłaszcza w fazie grupowej Ligi Europy
Dziewięciopunktową przewagę „Fradi” zawdzięczają głównie potknięciom swojego rywala, który przegrał dwa pierwsze mecze w rundzie wiosennej węgierskiej ekstraklasy. Porażki z Puskas Akademią i broniącym się przed spadkiem Diosgyorem były więc naprawdę dużymi sensacjami. Choć nie obeszło się przy tym bez potknięć, pod koniec rundy jesiennej „Vidi” zaczęli bardzo szybko odrabiać stratę do lidera, a dodatkowo mieli zyskać atut własnego boiska. Przez ostatnie dwa lata, z powodu budowy nowego obiektu, zespół z Szekesfehervar występował bowiem na osławionej Pancho Arena w nieodległym Felcsut.











