W drugim sobotnim meczu Primera Division Barcelona zmiotła z powierzchni ziemi Almerię. Wynik 0:8 mówi wszystko o przebiegu spotkania…
Goście już w pierwszych minutach zaczęli „rozklepywać” drużynę gospodarzy. W premierowej akcji brało udział bodaj pół drużyny z Katalonii, a sfinalizować ją próbował David Villa, jednak Alves był na posterunku. Almeria starała się nie pozostać dłużną na zaczepki „Blaugrany”. Mało brakowało, a odpowiedziałaby skutecznie za sprawą Pablo Piattiego – piłkarza nazywanego kopią Leo Messiego, który po dobrym rozprowadzeniu akcji otrzymał podanie zwrotne i strzelił dokładnie przy słupku. Victor Valdes był jednak dobrze ustawiony i wyłapał jego strzał. W kolejnej sytuacji, tym razem pod bramką gospodarzy, obrońcami w swoim stylu zakręcił Messi. Mimo tego strzał, który oddał, minął prawy słupek siatki Diego Alvesa o jakiś metr. Barcelona, do czego zdążyła przyzwyczaić już od kilku sezonów, posiadała zdecydowaną przewagę piłki, to do niej należała też inicjatywa. Piłkarze Guardioli momentami spychali gospodarzy pod samą bramkę, jednak brakowało podania, które otworzyłoby wynik. Do 17. minuty.

Wtedy to Leo Messi, po zagraniu Davida Villi, zdecydował się na płaski strzał z około 20 metrów, który wpadł tuż przy słupku bramki strzeżonej przez Alvesa. 0:1 dla „Barcy”! Gospodarze ledwo zdołali rozegrać piłkę od środka, a po chwili stracili ją. Katalończycy rozegrali futbolówkę w swoim stylu. Błąd popełnił jeszcze któryś z defensorów, który właściwie odegrał od Iniesty zagraną przezeń piłkę, po czym bohater finału Mistrzostw Świata huknął z najbliższej odległości pod poprzeczkę. 0:2 dla „Blaugrany”, mecz właściwie mógłby się już skończyć. Piłkarze Barcelony nie chcieli jednak skończyć, w dalszym ciągu naciskali na zawodników Almerii. Robili to na tyle skutecznie, że po raz kolejny fatalny błąd popełniła defensywa, a konkretnie Santi Acasiete, od którego nogi odbiła się piłka wstrzelona w pole karne przez Iniestę. Następnie wtoczyła się do bramki, totalnie pogrążając gospodarzy… 0:3!
Kolejne gole dla „Barcy” wisiały w powietrzu, a co ciekawe, a wręcz groteskowe, ponownie największe zagrożenie pod siatką Almerii stwarzali jej defensorzy. Wybicie piłki jednego z nich o centymetry minęło spojenie bramki Alvesa. Barcelona nie chciała być jednak niesamodzielna i czwartego, a zaraz potem piątego gola strzeliła sama. Najpierw do świetnie zagranej, długiej piłki od Fontasa (zagrał w miejsce Pique, który w wypadku obejrzenia żółtej kartki nie zagrałby z Realem) doszedł Pedro, po czym spokojnie uderzył na bramkę obok wybiegającego Alvesa. Po kilkudziesięciu sekundach Almerię ponownie zmiażdżył Leo Messi, który po podaniu Pedro znalazł się tuż pod siatką rywala. Pierwszy strzał „La Pulgi” obronił jeszcze Alves, ale przy natychmiastowej poprawce był już bezradny. 0:5 na Estadio Mediterraneo! Pod koniec pierwszej części spotkania realizator zaprezentował statystyki, według których procentowe posiadanie piłki wynosiło po stronie Barcelony 75%, Almerii 25%. Ta statystyka jest najlepszym (a właściwie i tak niewystarczająco oddającym przewagę gości) komentarzem pierwszej części meczu.











