Osasuna pokonała Valencię 1:0 i stała się sprawcą kolejnej sensacji w tej serii spotkań. Po porażkach Barcelony i Realu z outsiderami trzecia w tabeli ekipa „Nietoperzy” nie poradziła ze znajdującą się przed tym spotkaniem w strefie spadkowej ekipą z Nawarry. Mecz stał jednak na żenującym poziomie i rozstrzygnął go przypadkowy gol Cejudo.
Dość nieoczekiwanie spotkanie Osasuny z Valencią stało się dla gospodarzy meczem niemal o życie, gdyż po czterech kolejnych przegranych spotkaniach zespół z Nawarry znalazł się w strefie spadkowej. Jeśli podopieczni Mendilibara nie chcieli dołączyć do Almerii i znaleźć się w gronie drużyn, które spadną do Segunda Division, spotkanie z „Los Ches” musieli potraktować jak mecz o wszystko i wygrać za wszelką cenę. Z kolei w ekipie gości wszyscy liczyli na Roberto Soldado, który zdobył w czterech ostatnich spotkaniach aż osiem goli. Trzecia pozycja w lidze była na wyciągnięcie ręki, potrzeba było tylko postawienia kropki nad i, jakim byłoby ogranie Osasuny i bezpieczna sześciopunktowa przewaga nad czwartym Villarrealem. Ewentualne zwycięstwo w dobrym stylu zdecydowanie starłoby niekorzystne wrażenie, jakie pozostało po wysokiej przegranej z „Los Blancos”.
Pierwsza połowa nie zachwyciła kibiców zgromadzonych na Estadio Reyno de Navarra, gdyż sytuacji było jak na lekarstwo – przeważały niecelne zagrania, strzały obok bramki lub prosto w bramkarzy (tych było jednak dużo mniej) oraz akcje przerywane faulami. Szybko można było zaobserwować, że jedna bramka może zadecydować, kto zdobędzie komplet punktów, a kto zakończy spotkanie bez zdobyczy punktowej. Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce w 5. minucie, ale kapitalną paradą popisał się Guaitą, który dłonią przeniósł piłkę nad poprzeczką po strzale Lolo. Mimo iż nie ponosił winy za większość straconych bramek, to po blamażu z rezerwami Realu bramkarz gości chciał szczególnie pokazać się w tym spotkaniu. W 12. minucie miał ku temu świetną okazję, gdyż świetny rajd Camunasa, po którym minął dwóch stoperów, zatrzymał się właśnie na Guaicie, warto jednak dodać, że strzał pomocnika trafił prosto w bramkarza, a sam zawodnik czuł na plecach oddech obrońców.
Na kolejne akcje, które zmusiłyby kibiców do wstania z krzesełek, trzeba było czekać dopiero na koniec pierwszej połowy. Najpierw w 37. minucie niecelnie strzelał Cejudo, natomiast w 39. minucie dośrodkowanie Juana Maty z lewej strony nie dotarło do Soldado – kibice Osasuny, przyzwyczajeni do podobnych spotkań w wykonaniu swoich ulubieńców, nie mogli narzekać, gdyż każdy punkt jest dla nich bezcenny, zwłaszcza po czterech kolejnych porażkach, jednak kibiców z Walencji taka postawa graczy w białych koszulkach musiała rozczarowywać. Pierwsza połowa była po prostu słaba, sędzia nie musiał nawet ani razu sięgać do kieszonki, żeby ukarać kogokolwiek kartką czy zapisać strzelca gola. To zdecydowanie nie był mecz, którym mogliby się szczycić kibice z Hiszpanii, tak często samozwańczo nazywający swoją ligę najlepszą na świecie.
Taki obraz gry w początkowej fazie drugiej połowy próbowali zatrzeć piłkarze Mendilibara, ale po kilku minutach intensywny szturm bramki Guaity zakończył się tak samo jak w pierwszej części spotkania. Pierwsze emocje w tym spotkaniu przyniosły jednak bramkę dla Osasuny. Na 30. metrze przed bramką gości piłkę wślizgiem odzyskał Punal, ta dotarła do Cejudo, a ten zdecydował się na strzał zza pola karnego. Piłka trafiła w plecy Stankeviciusa i totalnie zmyliła Guaitę, który mógł tylko patrzeć, jak futbolówka wtacza się po tym rykoszecie tuż przy przeciwległym słupku jego bramki. Warto dodać, że początkowo piłka nie leciała nawet w światło bramki, zatem zapewne dopiero po meczu dowiemy się, na czyje konto zostanie ona zapisana.










