W sezonie 2017/2018 po czterech latach dominacji Benfiki, prym w Portugalii przejęło Porto. W 15. kolejce tego sezonu liderem był ówczesny mistrz z siedmiopunktową przewagą nad Orłami. Klub z Estádio da Luz zmienił trenera i błyskotliwie nadrobił straty. Dziś cieszy się 37. mistrzostwem w historii.
Trudna rozłąka kluczem do sukcesu
Nowy rok, nowa ja. To wyświechtane hasło, które wywołuje uśmiech politowania idealnie opisuje sytuację Benfiki. Właśnie w pierwszym tygodniu 2019 roku włodarze klubu postanowili zwolnić Ruia Vitorię, trenera, który przyniósł fanom wiele wspaniałych chwil. Zespół znajdował się na 4. miejscu w tabeli ze znaczną stratą do lidera. Mimo tego faktu decyzja zarządu była dla wielu niezrozumiała, gdyż jego podopieczni nadal grali w europejskich pucharach i liczyli się w lidze. Co prawda, zajęli dopiero 3 miejsce w grupie Ligi Mistrzów, jednak z perspektywy czasu można zauważyć, że odpadnięcie z Bayernem i takim Ajaxem ujmą na honorze nie jest. Zwłaszcza jeśli wcześniej przeszło się przez 2 rundy eliminacji. Dzisiaj nikt nie zamierza potępić tego ruchu, przyniósł on bowiem odmianę i wygraną ligę.
Niech tymczasowość trwa wiecznie!
Po odmowie Jose Mourinho zespół przejął tymczasowy trener, zżyty z klubem Bruno Lage. Potrzebował on zaledwie miesiąca, by otrzymać kontrakt na stałe. Nic zatem dziwnego, skoro w 11 meczach zanotował 10 zwycięstw, w tym niezwykle istotne 2 w derbach.
Nikt z włodarzy nie rozmieniał się na drobne, podpisali z Lage umowę od razu na 4 lata. Na pewno dosyć istotny wpływ na to miało także rekordowe zwycięstwo 10:0 nad Nacionalem. Było to najwyższe zwycięstwo ligowe „Orłów” od 55 lat! W XXI wieku z poważnych lig taki rezultat padł w Holandii w meczu PSV z Feyenoordem. Za rządów nowego trenera na Estádio da Luz gospodarze nie zaznali goryczy porażki. Nie przegrali także w lidze w delegacjach.
Od juniorów po mistrzostwo
Po złożeniu parafki na kontrakcie przedłużającym jego żywot jako szkoleniowca nie prysł jego czar. W przeciwieństwie do norweskiego kolegi po fachu prowadzącego Manchester United, po zapewnieniu sobie dalszej przyszłości było już tylko lepiej. 43-letni Portugalczyk poprowadził klub do ćwierćfinału Ligi Europy i kolejnych wiktorii na krajowym podwórku.
W strukturach klubu jest niezwykle znany i poważany. Od 2004 do 2012 roku prowadził drużyny juniorskie Benfiki, a po zdobyciu doświadczenia jako asystent w Anglii, w 2018 roku przejął drużynę B. Nie zabawił tam długo, już po 15 meczach został zatrudniony w pierwszej drużynie. Co ciekawe, odsetek zwycięstw w niższej klasie ma zdecydowanie gorszy niż w Primeira Lidze.
Jego styl charakteryzuje gra ofensywna, znana od najmłodszych roczników adeptom akademii Benfiki. Bruno Lage potrafi zaskoczyć składem przy czym niechętnie tłumaczy swoje wybory dziennikarzom. Taka postawa nie jedna mu sprzymierzeńców, ale dopóki wygrywa, nikt na niego ręki nie podniesie.
Wyszkolenie na miarę dziewięciu cyferek
To, że akademia Benfiki od lat działa na najwyższym, światowym poziomie wiemy nie od dzisiaj. W wyłapywaniu graczy i podnoszeniu ich umiejętności klub również specjalizuje się od lat. Przez stolicę Portugalii, po czerwonej jej części przewinęły się takie nazwiska jak Bernardo Silva, Jan Oblak, Angel di Maria, Ederson, David Luiz czy Renato Sanches, a to tylko niektóre z przykładów.










