W Santosie już niedługo mogą zapomnieć o Neymarze. Pewien siedemnastolatek dość szybko może go zastąpić. I to nie tylko pod względem piłkarskim, ale również medialnym. W parze z umiejętnościami Gabriela Barbosy Almeidy idzie też ogromna popularność w Brazylii.
Nie jesteśmy w stanie z całą pewnością przewidzieć, jak potoczy się kariera tego młodego piłkarza. Ale jedno jest pewne – na pewno będą się ciągnęły porównania do Neymara. Tak jak on urodził się na obrzeżach Sao Paulo. Tak jak nowy gwiazdor Barcelony od małego był wychowywany przez miejscowy Santos. I tak samo jak Neymar Gabriel Almeida bardzo szybko zdobył wielki rozgłos.

Ale po kolei, zacznijmy od początku. W pewnych kręgach o małym Gabrielu było głośno, kiedy miał dopiero… siedem lat. Wtedy w ciągu jednego sezonu zdobył 100 bramek w rozgrywkach futsalu. Pięć strzelił Santosowi, który postanowił ściągnąć do siebie ten diament. Już wtedy można było przypuszczać, że z Almeidy wyrośnie wielki piłkarz, bo przecież do Santosu nie trafia byle kto. Jakby tego było mało, o dziesięcioletniego Gabriela zabiegał Inter Mediolan. W ciągu ośmiu lat gry w drużynach młodzieżowych Santosu, zarówno w futsalu, jak i klasycznej odmianie piłki nożnej, strzelił 400 goli i zdobył kilkanaście młodzieżowych tytułów. Nic dziwnego, że dostał powołanie do reprezentacji U-15, w której grał z numerem dziesięć na plecach. Wymowne? Almeida nie ugiął się pod ciężarem tej magicznej liczby na koszulce. Na mistrzostwach świata zdobył sześć bramek i był jedną z gwiazd turnieju.
– Pracujemy nad tym, aby stał się wielkim graczem. Najważniejsze jednak, że ma on ogromny talent. Staramy mu się pokazać znaczenie ciągłego uczenia się piłki, szczególnie w kwestiach taktycznych, ale również technicznych. Resztę już ma, wie, jak zdobywać gole. Jego ogromną zaletą jest to, że nie boi się robić błędów. Można go porównać do Ganso, choć jego zdolność wykańczania akcji sprawia, że nieco bliżej mu do Robinho i Neymara – tak o Gabrielu powiedział Emerson, jeden z młodzieżowych trenerów Santosu.
Podobnie jak dla wielu młodych chłopaków w Brazylii, tak i dla „Gabigola” gra w piłkę stała się szansą na poprawę życia. Jego rodzina znajdowała się w trudnej sytuacji finansowej i właśnie z tego powodu w pewnym momencie postanowiono, że Gabriel będzie mieszkał w klubowym internacie. Pięć dni przed szesnastymi urodzinami podpisał pierwszy zawodowy kontrakt, który na trzy lata związał go z jego ukochanym klubem. Jednocześnie otworzył sobie furtkę do wyjazdu. Jeśli byłby nim zainteresowany któryś z klubów zagranicznych (w domyśle – europejskich), może zapłacić klauzulę wykupu, wynoszącą 50 (!) milionów euro.
Almeida zadebiutował w meczu, który był jednocześnie ostatnim występem Neymara w barwach Santosu. 26 maja był bezbramkowy remis. O wiele ciekawsze są jednak okoliczności, w których Gabriel strzelił swojego pierwszego gola. Stało się to w spotkaniu Pucharu Brazylii, na które „Gabigol” przyszedł w roli… kibica. – Co ciekawe, ponoć wspomniany Victor Andrade nie został zgłoszony do meczu, ponieważ wziął leki na alergię i sztab szkoleniowy obawiał się, że ewentualny test dopingowy może wypaść pozytywnie.











