Za nami pasjonujące 90 minut meczu pomiędzy Legią Warszawa i Wisłą Kraków w ramach czwartej kolejki ekstraklasy. Życzylibyśmy sobie, by każdy „hit” był właśnie takim meczem jak ten. Było w nim wszystko – walka, piękne akcje, obroniony rzut karny, ciągłe zwroty akcji. O tym, jak wyglądało spotkanie pod kątem obu drużyn, piszą redaktorzy, z których każdy trzyma mocniej kciuki za jedną ze stron. Zapraszamy do lektury!
Legia Warszawa
1) Gra zespołu
Skoro hit nie zawiódł, dobrze grały też oba zespoły. Legia kilka razy pokazała to, z czego jest znana od dawna – potrafiła rozgrywać nieszablonowe akcje w trójkątach, zawodnicy chętnie pokazywali się na pozycjach, wychodzili do gry. W pewnym momencie meczu nieco zaczęła szwankować gra obronna, co doprowadziło do kilku groźniejszych sytuacji Wisły. Martwić może skuteczność – bramka Dominika Furmana była co prawda dość efektowna, ale jednak z przebiegu gry mocno przypadkowa – brakowało takiego typowego wykończenia, dobrych strzałów z obrębu pola karnego. Niemniej jednak ten mecz był do wygrania…
2) Najlepszy zawodnik

Dominik Furman. Nie chodzi tu tylko o zdobytą bramkę, choć i wtedy zachował się świetnie. Dominik najwyraźniej chce pokazać się selekcjonerowi – ostatnimi czasy prezentuje równą formę, świetnie czyta grę, co przekłada się na skuteczną destrukcję akcji kolejnych przeciwników. W ofensywie daje od siebie bardzo dużo, choć dziś powinien nieco lepiej wykonywać stałe fragmenty gry. Ogółem jednak zaprezentował się godnie, w szkolnej skali zapracowałby na piątkę. Wyróżnienia otrzymują Duszan Kuciak i Igor Lewczuk. Bramkarz Legii w kapitalny sposób obronił rzut karny, dobrze też zachowywał się przy innych sytuacjach Wisły. Lewczuk pokazał, że ławka rezerwowych nie jest dla niego odpowiednim miejscem – w obronie był praktycznie bezbłędny, jedna szarża ofensywna też godna szacunku.
3) Największe rozczarowanie
Michał Kucharczyk. Nie był to udany mecz skrzydłowego Legii. Widać było to co zwykle – determinację, wolę walki i zaangażowanie. Widać też było totalny chaos w jego poczynaniach, wychodzenie przed linię obrony w kluczowych momentach i godną pożałowania skuteczność. Wydaje się, że wiślacy znakomicie „przeczytali” Kucharczyka w dzisiejszym meczu, przez co nie dali mu się rozpędzić, a to taki zawodnik, który po jednym słabszym zagraniu potrafi się zablokować na cały mecz. Tak było i tym razem.












