Nie da się ukryć, że żyjemy w trudnych czasach. Pandemia koronawirusa zaskoczyła nas wszystkich i jeszcze dużo czasu zajmie oswojenie się z obecną sytuacją. Niestety ów trudny okres sprawił, że pewne rzeczy skończyły się przedwcześnie. Nawet w PKO Ekstraklasie. Mamy bowiem już pierwsze ofiary pandemii koronawirusa…
Wielokrotnie na naszych łamach pisaliśmy już, iż stabilizacja jest rzadkim pojęciem w naszej rodzimej piłce. W ekstraklasie długofalowe działanie jest – poza małymi wyjątkami – bardzo rzadko spotykane. Takowe działanie miał prezentować Łódzki Klub Sportowy. Niestety, ale przygoda Kazimierza Moskala w Łodzi, choć nie trwała krótko, to zakończyła się zdecydowanie przedwcześnie.
Niemałe zaskoczenie
Mało kto wierzy w to, że przyczyną zwolnienia Kazimierza Moskala były słabe wyniki. Sam szkoleniowiec wielokrotnie przyznawał, że jest chwalony przez swoich przełożonych za wykonywaną pracę. Bowiem choć wyniki były dalekie od zadowalających, to styl gry ŁKS-u mógł się podobać. Zresztą pisaliśmy o tym w październiku zeszłego roku. I nie dało się ukryć, że w Łodzi tworzą bardzo ciekawy projekt, który miał zaowocować dopiero za jakiś czas.
– Dla mnie to też zaskoczenie – mówił o swoim zwolnieniu Kazimierz Moskal na łamach Super Expressu. – Można powiedzieć, że jestem ofiarą COVID-19. Kto wie, jak to wszystko by się potoczyło, gdyby nie było zawieszenia rozgrywek. Skupialibyśmy się na kolejnych meczach, a tak mieliśmy widocznie za dużo wolnego czasu – tłumaczył. Jedną z plotek dotyczących zwolnienia Moskala z ŁKS-u był rzekomy konflikt z dyrektorem sportowym – Krzysztofem Przytułą. Jednakże w tym samym wywiadzie szkoleniowiec zdementował owe pogłoski.
Kto wie, jakby się potoczyły losy Kazimierza Moskala, gdyby nie pandemia koronawirusa. Jak już wspomniano, miał on być częścią projektu na lata, ale między innymi przez dziwny zbieg okoliczności musiał rozstać się z klubem, z którym zrobił awans do ekstraklasy. W trakcie obecnego sezonu niejednokrotnie można było spotkać się z głosami, jakoby nawet w przypadku powrotu na drugi poziom ligowy jego posada miała być bezpieczna. Niestety tak się nie stało. Czy trener może o sobie mówić jak o ofierze pandemii? W naszej opinii jak najbardziej…
Coś się zepsuło
Konflikty w naszym rodzimym futbolu to chleb powszedni. Waśnie i spory są normalną sprawą zwłaszcza w drużynie, w której po jakimś czasie coś się wypaliło. Wystarczą dwa, trzy nieudane mecze i już coś niedobrego wisi w powietrzu. Atmosfera w klubie staje się daleka od tej wymarzonej. A jak wiadomo – dobre stosunki w klubie to bardzo często połowa sukcesu.











