Bukmacherzy mogą triumfować. W ośmiu spotkaniach Orange Ekstraklasy ani razu nie wygrali gospodarze! W meczu kolejki rozpędzona „Biała Gwiazda” pokonała Górnika Zabrze 3:1. Bramki dla Wisły zdobywali Paulista, Sobolewski i Zieńczuk.
90. pojedynek pomiędzy Górnikiem Zabrze a Wisłą Kraków nie rozczarował. Były pełne trybuny, efektowne akcje i dużo bramek, czyli wszystko to co lubimy w piłce najbardziej. Rozczarowani mogą być jedynie kibice Górnika, którzy muszą przełknąć gorycz porażki. Na pocieszenie pozostaje im fakt, że przegrali nie byle z kim, bo Wisła to niekwestionowany lider i jedyna niepokonana drużyna w lidze.
3 błędy – 3 bramki

Pierwsza połowa w Zabrzu to istny nokaut i festiwal błędów w obronie ze strony Górnika. Już w początkowym kwadransie gry fatalny błąd popełnił Boris Pesković, który wybijając piłkę posłał ją wprost pod nogi Jeana Paulisty. Brazylijczykowi nie pozostało nic innego jak wejść z piłką do pustej bramki gospodarzy. Nie minęło dużo czasu, a podobną, nieudolną interwencją popisał się Tomasz Hajto, do tej pory podpora defensywy zabrzan. Środkowy obrońca wybijając piłkę głową, podał ją Radosławowi Sobolewskiemu. Popularny „Sobol” nie pogardził prezentem i silnym strzałem w róg nie dał szans Peskovicowi. Była to druga bramka pomocnika Wisły w tym sezonie, i druga strzelona na Śląsku (poprzednie trafienie zanotował w meczu z Ruchem). Gdy piłkarze myślami byli już w szatni, wynik na 0:3 podwyższył niezawodny Marek Zieńczuk, wykorzystując błąd… Marisa Smirnovsa. Wśród podopiecznych Ryszarda Wieczorka przez pierwsze 45 minut nie popisali się też napastnicy: Dawid Jarka i Tomasz Zahorski – nie oddając ani jednego celnego strzału w światło bramki.
Honorowy Brzęczek
Po przerwie Górnik wyszedł zdeterminowany, aby zamazać niekorzystny obraz gry. Grająca na luzie Wisła nie zamierzała jednak oddawać pola gospodarzom. Swoje szanse strzeleckie mieli Rafał Buguski, Paweł Brożek i Patryk Małecki. Honorową bramkę udało się zdobyć dopiero w 79. minucie, kiedy było już praktycznie po meczu. Świetnie w polu karnym zachował się Jerzy Brzęczek, który najpierw ograł Arkadiusza Głowackiego a dopiero potem skierował piłkę do bramki Mariusza Pawełka. W końcówce trener Maciej Skorża dał szansę zadebiutować w ekstraklasie Krzysztofowi Mączyńskiego – być może przyszłej gwieździe krakowskiej piłki.











