Każdy sezon ligowy, każdy turniej przynosi ze sobą niespodzianki oraz odkrycia. Nie inaczej było w minionym sezonie Ekstraklasy. W naszej lidze wyróżniło się kilku zawodników, o których wcześniej nie było zbyt głośno. Do miana odkrycia sezonu pretendowali Sikorski, Jankowski, Kupisz, Kucharczyk i Klich. Zdaniem redaktorów zajmujących się ligą polską, to ostatni z wymienionych zawodników swoją postawą najbardziej zasłużył na wyróżnienie.
Drogą ojca
Mateusz Klich swoją piłkarską przygodę rozpoczynał w rodzinnym Tarnowie. Spory wpływ na rozwój zawodnika miał jego ojciec, Wojciech, który w przeszłości również był piłkarzem (84 mecze w Ekstraklasie). W 2003 roku Mateusz przeniósł się do Cracovii, gdzie grał i trenował w drużynach juniorskich. Już wtedy wykazywał umiejętności, które zmuszały trenerów do wystawiania go w środku pola. Niezła technika i świetny przegląd pola sprawiały, iż w młodym piłkarzu upatrywano potencjalne wzmocnienie pierwszej drużyny. Ciężka praca przyniosła efekty, przed sezonem 2008/2009 Klich został bowiem włączony do kadry zespołu seniorów. 7 listopada utalentowany pomocnik zadebiutował w Ekstraklasie w przegranym 0:3 spotkaniu z PGE GKS-em Bełchatów. Do końca sezonu zagrał jeszcze w siedmiu spotkaniach najwyższej klasy rozgrywkowej. Znacznie lepiej było w następnym sezonie, kiedy to w koszulce „Pasów” pojawił się na boisku 21 razy.
Wiosenne przełamanie

Przełomowy okazał się jednak ten sezon. Wprawdzie od dawna mówiło się, że Klich ma spory potencjał, ale młody piłkarz nie potrafił w pełni pokazać swoich umiejętności. W sezonie 2010/2011 opuścił zaledwie trzy mecze ligowe, stając się podporą walczącej o utrzymanie Cracovii. O ile jesienią, podobnie jak cały zespół „Pasów”, prezentował się przeciętnie, o tyle wiosną jego forma eksplodowała. Cracovia do samego końca walczyła o pozostanie w lidze. Bez wątpienia wielki wpływ na uniknięcie degradacji miał Klich, który wiosną sam zdobył cztery bramki. Pomocnik krakowskiego zespołu nareszcie rozwinął skrzydła, przez co zwrócił uwagę samego Franciszka Smudy.
Selekcjoner bacznie przyglądał się poczynaniom 21-latka, który mimo młodego wieku był jednym z liderów Cracovii. Od dawna mówiło się o tym, że naszej reprezentacji brak jest rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Z tego też względu media coraz bardziej zaczęły naciskać na Smudę, by powołał Klicha do kadry. Za młodym piłkarzem przemawiały jego piłkarskie atuty. Nikt nie może bowiem odmówić mu nieszablonowej jak na polskie warunki techniki i bardzo dobrego przeglądu pola. Ponadto Mateusz potrafi świetnie bić rzuty wolne, które niejednokrotnie sprawiały zagrożenie pod bramką rywali Cracovii.













