Początki sympatycznego Holendra w Polsce nie były zbyt udane. Popełniał głupie błędy, Lech nie prezentował odpowiedniej formy, a do tego jakiś kibic przyłapał go na jedzeniu kebaba, co część sympatyków z Poznania odebrała z oburzeniem. Jednak pod koniec ubiegłego sezonu oraz w ostatnich meczach obecnych rozgrywek van der Hart dał z siebie wszystko, przez co jego grzeszki są powoli zapominane.
– Po nieudanych meczach nigdy nie panikowałem, czułem także zawsze wsparcie ze strony klubu. Krytyka zawsze cię spotyka, to po prostu część piłki nożnej – tłumaczył swoje podejście van Hart w wywiadzie dla iGola. Coś w tym musi być.
Powrót do pierwszego składu
8 lipca 2020 r. Lech grał w Pucharze Polski z Lechią Gdańsk. Był rozpędzony. Od ponad miesiąca nie przegrał żadnego meczu. Van der Hart też miał powody do zadowolenia. Od kilku meczów występował z opaską kapitańską. W ostatnich siedmiu spotkaniach aż cztery razy zachował czyste konto. Przy tym drużyna z Poznania grała bardzo ofensywnie, powoli zyskiwała szacunek w pozostałej części Polski.
Mecz z Lechią Gdańsk był wyrównany. Przed rzutami karnymi było 1:1. Holender w trakcie serii „jedenastek” nie schodził z wysokiego tonu. Obronił strzał Rafała Pietrzaka. Jednak podczas udanej interwencji doznał urazu barku. Sztab medyczny chciał, żeby zawodnik zszedł z boiska. Ale van der Hart dał się wówczas zapamiętać jako walczak. Odmówił zejścia, a chwilę potem obronił strzał Egzona Kryeziu, posiadając tylko jedną sprawną rękę. Mimo porażki Lech otrzymał pozytywne recenzje.
Mickey van der Hart: „Krytyka zawsze cię spotyka. To część piłki nożnej” [WYWIAD]
Holender po feralnej sytuacji musiał pauzować pół roku. W jego miejsce ściągnięto Filipa Bednarka. Polski bramkarz na pewno nie jest wirtuozem swojego fachu, ale prezentuje pozytywne podejście i poniżej pewnego poziomu raczej nie schodzi. Dowodziły tego mecze w Lidze Europy. Były zawodnik Heerenveen swoimi dobrymi interwencjami przyczynił się do sukcesu drużyny oraz awansu do fazy grupowej tych rozgrywek. Jednakże forma Lecha z meczu na mecz słabła. Bezpośredni i ofensywny styl gry przestał przynosić efekty. Bednarek nie był w stanie uratować drużyny. Poznań po rundzie jesiennej nie przejawiał zbyt dużej radości. Jednakże do powrotu już się szykował van der Hart. I niedoceniany gracz okazał się jednym z pozytywniejszych elementów zespołu w kolejnej fazie rozgrywek.
Jeden z lepszych w lidze
Trzy zwycięstwa, trzy remisy, jedna porażka. To jest bilans rundy wiosennej w wykonaniu Lecha. Do tego dochodzą kiepskie występy w Pucharze Polski, czyli wojna z Radomiakiem Radom i przegrana w słabym stylu z Rakowem Częstochowa. Jednak van der Harta tyczy się jedynie liga. A tam statystyka defensywna wygląda całkiem przyzwoicie. Siedem meczów – strata zaledwie czterech bramek. Wyratowany przez Holendra mecz z Wartą Poznań oraz pojedyncze interwencje w poszczególnych spotkaniach jeszcze polepszają ten obraz.











