Mickey van der Hart: „Krytyka zawsze cię spotyka. To część piłki nożnej” [WYWIAD]


Mickey van der Hart, holenderski bramkarz Lecha Poznań, udzielił nam wywiadu o kilku tematach

6 września 2020 Mickey van der Hart: „Krytyka zawsze cię spotyka. To część piłki nożnej” [WYWIAD]

Wychowanek Ajaxu Amsterdam, 13-krotny reprezentant Holandii U-21. Bramkarz, który pomimo swojego nadal relatywnie młodego wieku ma ponad 100 rozegranych spotkań w Eredivisie. Od 2019 roku golkiper Lecha Poznań, do którego dołączył z klubu PEC Zwolle. Z "Kolejorzem" został wicemistrzem Polski i grał w półfinale Pucharu Polski. Takim piłkarskim CV może się póki co pochwalić Mickey van der Hart. Z jednej strony krytykowany za niepewną grę w bramce, z drugiej strony broniony przez statystykę czystych kont, których zanotował aż 16.


Udostępnij na Udostępnij na

Z Mickey’em van der Hartem porozmawialiśmy o jego grze w poprzednim sezonie, życiu w Polsce oraz różnicach między Eredivisie, a Ekstraklasą.

Mickey, przede wszystkim na początku chciałbym cię zapytać o zdrowie. Jak twoja ręka i kiedy możesz wrócić na boisko?
Cóż, to jeszcze potrwa. Obecnie czuję się całkiem nieźle, operację miałem 5 tygodni temu, ale prawdopodobnie nie zagram już w 2020 roku…

Długo…
Niestety tak. Celuję w pierwszy mecz po przerwie zimowej. Jeżeli uda mi się zagrać jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia, to będzie to cud.

Chciałbym zapytać o twoją opinię dotyczącą gry w poprzednim sezonie. Zapewne wiesz, że wiele osób w Polsce krytykowało cię za popełniane błędy, ale jednocześnie jesteś też bramkarzem, który zachował 16 czystych kont, co jest naprawdę dobrym wynikiem. Jak zatem oceniłbyś samego siebie?
Jeśli miałbym wystawiać sobie ocenę, to – w dziesięciostopniowej skali – wystawiłbym sobie siódemkę. Przychodząc do Lecha, naprawdę dobrze czułem się w trakcie przygotowań do sezonu. W sparingach moim zdaniem wypadłem solidnie. Niestety, zarówno ja, jak i cała drużyna nie zaczęliśmy dobrze poprzednich rozgrywek. Zdarzały mi się mecze naprawdę dobre, ale też takie, w których mogłem dać z siebie więcej. Ale na szczęście był taki moment, w listopadzie zeszłego roku, kiedy to wszystko się odwróciło, ja również wtedy zaliczyłem pięć spotkań z rzędu bez straconej bramki.

Ogólnie po przerwie zimowej byliśmy w lepszej formie. Zatem patrząc na sezon całościowo, jestem zadowolony ze swojej gry. Choć oczywiście mam poczucie, że w niektórych momentach mogłem zachować się lepiej, ale jest to też całkowicie normalne. Po nieudanych meczach nigdy nie panikowałem, czułem także zawsze wsparcie ze strony klubu. Krytyka zawsze cię spotyka, to po prostu część piłki nożnej.

Wspomniałeś, że Lech nie grał na miarę swoich możliwości na początku sezonu. Dlaczego?
Mieliśmy kilku nowych zawodników oraz młodych piłkarzy, którzy dopiero co wchodzili do drużyny. Oni wszyscy musieli zgrać się z zespołem i trenerem. To zawsze wymaga czasu, zwłaszcza gdy chce się grać futbol ofensywny, jaki graliśmy my. Myślę, że właśnie dlatego na początku nam nie szło. Jak na pewno widziałeś w trakcie sezonu, wielu zawodników poczyniło spory progres – zwłaszcza tych młodych, a ci, którzy trafili do drużyny przed rozpoczęciem rozgrywek zgrali się ze sobą i nasza gra zaczęła przez to po prostu lepiej wyglądać.

Odnośnie do tych młodych zawodników – który z nich jest według ciebie najlepszy?
Oj, ciężko wskazać mi tylko jednego (śmiech). Wszyscy młodzi wychowankowie Lecha są bardzo dobrzy. Jeśli patrzeć tylko na okres po przerwie spowodowanej pandemią, to na pewno wyróżniłbym Jakuba Modera. Grał naprawdę niesamowicie. Nie mówię tu tylko o jego strzałach z dystansu. Kuba doskonale czuje się, mając piłkę przy nodze i dobrze wywiązuje się z zadań defensywnych. Po prostu był świetny w tych ostatnich tygodniach.

Oczywiście, muszę też wspomnieć o Jakubie Kamińskim czy Tymoteuszu Puchaczu, którzy dali dużo naszej drużynie. Kamil Jóźwiak z kolei sprawia wrażenie, jakby w Lechu był już od wielu lat, a to nadal bardzo młody chłopak, Filip Marchwiński także zaliczył dobre wejście do drużyny. To wszystko pokazuje filozofię, jaką ma Lech. Klub stawia na młodych zawodników, ufa im, a oni dają radę na boisku.

Pozostając w tematyce młodych piłkarzy. Mój kolega z redakcji niedawno miał okazję rozmawiać z byłym trenerem Zagłębia Lubin, Benem Van Daelem. Zasugerował on, że młodzi polscy zawodnicy z reguły mają mniej oporów przed powtarzaniem już wcześniej wyćwiczonych umiejętności niż młodzi zawodnicy holenderscy. Zgodziłbyś się z tym?
Raczej tak. Nie wiem, ile wiesz o Holendrach, ale sami o sobie mówimy, że na każdą prośbę odpowiadamy „tak, ALE…”. Po prostu wiele rzeczy lubimy poddawać w wątpliwość. W Polsce tego raczej nie ma. Tutaj jeżeli karzesz młodym zawodnikom przebiec 10 kółek wokół boiska, to oni to zrobią. W Holandii z kolei usłyszałbyś pytanie „po co?”. To jest ta różnica w mentalności, której będąc w Polsce się nauczyłem.

Choć mówiąc szczerze, sam zawsze byłem w tej materii bardziej „polski”. Być może dlatego dobrze odnajduję się w tym kraju.

A propos – Mickey, na pewno miałeś jakieś oczekiwania i wyobrażenia dotyczące polskiej piłki zanim tu przyjechałeś. Czy wszystkie one się sprawdziły, czy jednak było coś, co cię zaskoczyło?
Nie, nic mnie raczej nie zaskoczyło. Oczywiście – gdy przyjeżdżałem do Polski nie wiedziałem praktycznie niczego o Ekstraklasie. Znałem tylko trzy zespoły: Lecha Poznań, Legię Warszawa i Wisłę Kraków, ponieważ gdy zdobywali oni mistrzostwo, to trenerem był Holender Robert Maaskant.

Szybko zorientowałem się, że liga polska jest kompletnie inną od tej, w której zwykłem grać. W Polsce stawia się na fizyczność, na to by biegać, walczyć i zostawiać mnóstwo zdrowia na boisku. Nie zwraca się z kolei aż tak dużej uwagi na aspekty techniczne czy taktykę. I po roku grania w Ekstraklasie mogę powiedzieć, że zdecydowana większość zespołów wyznaje takie zasady. I tego się spodziewałem.

Dlatego też jestem szczęśliwy, że trafiłem do Lecha, ponieważ my chcemy grać inaczej.

A jak ogólnie czujesz się w Polsce? Pomijając już wszystkie aspekty związane z piłką nożną.
Bardzo mi się tu podoba! Przyjechałem do Poznania jeszcze przed podpisaniem kontraktu. Powiedziałem agentowi, że najpierw chcę zobaczyć miasto, w którym mam przecież mieszkać. To dla mnie bardzo ważne. Zawsze podkreślam, że nie jestem tylko piłkarzem, ale i człowiekiem, który chce się cieszyć życiem.

Przed przyjazdem do Poznania tak naprawdę nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Ale miasto bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i twierdzę, że jest to bardzo fajne miejsce do życia.

A jak zacząłem uczyć się polskiego i cokolwiek w tym języku mówić, to zacząłem też zauważać, jak bardzo mili są tutaj ludzie.

Nie mogę w takim razie nie zapytać – jak radzisz sobie z językiem polskim?
Myślę, że dotarłem do punktu, w którym mogę swobodnie rozmawiać po polsku na tematy związane z piłką nożną. Za 30 minut mam zresztą lekcję polskiego!

Myślę zatem, że moja znajomość tego języka jest dobra. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że jestem w Polsce dopiero od roku.

Przejdźmy teraz do meczu pucharowego z Lechią Gdańsk. Myślę, że można powiedzieć, że był to jeden z ważniejszych momentów dla ciebie w poprzednim sezonie…
Tak…

Muszę przyznać, że to co zrobiłeś w serii rzutów karnych było naprawdę imponujące. Jaka była twoja pierwsza myśl gdy po pierwszym obronionym strzale poczułeś, że coś ci się stało?
Od razu wiedziałem, że zwichnąłem bark. Co ciekawe – nigdy do tej pory nie miałem takiej kontuzji, ale z jakiegoś powodu wiedziałem, że to było właśnie to. Po interwencji nie mogłem w ogóle ruszać ramieniem, więc pomyślałem, że to koniec.

Potem na boisku pojawili się lekarz i fizjoterapeuta. Nastawili mi bark i chwilę później poczułem, że mogę znów ruszać ręką. W tamtym momencie jeszcze w ogóle nie czułem bólu, działała adrenalina. Powiedziałem lekarzowi, że zostaję, jestem kapitanem i nie wyobrażam sobie, żebym miał odpuścić. On oczywiście namawiał mnie, bym zszedł z boiska, ale finalnie pozwolił mi zostać w bramce.

Drugi strzał obroniłem przy użyciu tylko prawej ręki. Potem, chyba po piątym rzucie karnym, ponownie zwichnąłem bark. Tym razem poczułem też ból i już wiedziałem, że nie dam rady dalej grać. Wszyscy wiemy co stało się dalej… do dziś się zastanawiam, jakim cudem przegraliśmy ten mecz. Byliśmy lepsi od Lechii i to my zasługiwaliśmy na zwycięstwo. Ale w piłce nożnej nie dostajesz nic za samo „zasłużenie”. Tamto spotkanie było olbrzymim rozczarowaniem dla nas wszystkich w Lechu. Szkoda mi również osobiście tego, że mogła wtedy powstać naprawdę fajna historia – pomógłbym przecież drużynie wejść do finału, broniąc karnego z kontuzjowanym barkiem.

Czy po tym meczu nastawienie kibiców Lecha co do twojej osoby się zmieniło?
Dostałem dużo miłych wiadomości. Myślę, że jeszcze przed tym meczem byłem postrzegany pozytywnie. Oczywiście, popełniłem błąd, grając przeciwko Legii, który zaważył na naszej porażce, ale za takie rzeczy nie lubią cię przez tydzień, bo potem jest już kolejny mecz. Po spotkaniu z Legią grałem przecież dobrze i zanotowałem serię czterech starć bez straconej bramki.

Z Lechią pokazałem to, że walczę za drużynę i daję z siebie absolutnie wszystko na boisku. Szybko dotarło do mnie, jak wiele znaczyło to dla kibiców. To było naprawdę miłe i dało mi dużo wsparcia, zwłaszcza na początku mojej kontuzji, gdy jedyne co wiedziałem to to, że wypadłem z gry na pewno na bardzo długo. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że jestem dumny z tego, że gram dla takiego klubu…

… i w pewnym momencie zostałeś też jego kapitanem. Możesz coś o tym opowiedzieć? Czy ta decyzja cię zaskoczyła czy też w pewien sposób się jej spodziewałeś?
Kiedy tylko przyszedłem do Lecha praktycznie od razu pojechaliśmy z drużyną na obóz do Opalenicy. Tam mieliśmy poprzez głosowanie wskazać, kto z nas ma być kapitanem. Oczywiście, wygrał Darko Jevtić, a zaraz za nim był Thomas Rogne. Jednak bardzo mocno zdziwiłem się, gdy zobaczyłem, kto był trzeci – byłem to ja. Naprawdę się tego nie spodziewałem, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że w Lechu byłem dopiero od dwóch tygodni.

Gdy Darko odszedł, wszystko się przesunęło i naturalnie zostałem nr 2 do opaski kapitańskiej. Gdy z kolei Thomas złapał kontuzję, to przyszła moja kolej na jej założenie. Także w tamtym momencie nie byłem już zaskoczony tą rolą.

Po wyleczeniu kontuzji wrócisz do Lecha, który już zatrudnił dwóch nowych bramkarzy. Jednym z nich jest Filip Bednarek, który wcześniej spędził wiele lat w Holandii. Znasz go?
Tak. Znamy się jeszcze z czasów wspólnej gry w Eredivisie. Pomimo tego, że najczęściej był tylko drugim bramkarzem, to i tak zawsze się spotykaliśmy na stadionie przed meczem lub po nim. Myślę, że tak widywaliśmy się jakieś 8 lat. Zbudowaliśmy między sobą pewnego rodzaju koleżeńską relację, nawet tak naprawdę nie znając się osobiście.

Ale zawsze jest tak wśród bramkarzy. To przychodzi naturalnie. Czuje się pewnego rodzaju nić porozumienia, bo wiesz, że ten ktoś gra na twojej pozycji i ma często te same przemyślenia, te same problemy.

Miałem już okazję spotkać się z nim w Poznaniu, bo Filip w ostatnim miesiącu poprzedniego sezonu z nami trenował. Dodatkowo płynnie mówi po holendersku, więc też porozmawialiśmy ze sobą na wiele tematów.

Jak czujesz się z perspektywą rywalizacji z nim o miejsce w bramce Lecha? Czy dopuszczasz do siebie możliwość, że po tak długiej przerwie możesz po prostu zasiąść na ławce?
Nie, absolutnie nie. Nigdy nie akceptuje sytuacji, w której jestem numerem „2”. Podchodzę jednak do tej kwestii na luzie, na razie skupiam się na tym, by wyleczyć kontuzję i rozpocząć w pełni treningi. Będę walczył i ciężko trenował, by odzyskać miejsce w składzie.

Otrzymałem dużo wsparcia od Lecha. Pozwolili mi teraz wyjechać na operację i trzymiesięczną rehabilitację do Holandii. Mogę powiedzieć, że naprawdę mi pomagają. Klub mi ufa i wiem, że jak będę gotowy to tylko i wyłącznie ode mnie będzie zależeć to, czy będę grał. Jestem pozytywnie nastawiony. Będę walczył, żeby znowu stać się numerem „1”.

Wracając na moment do podobieństw i różnic. Jaka jest największa różnica, którą dostrzegasz między życiem piłkarskim w twoim poprzednim klubie w Zwolle, a życiem piłkarskim w Lechu Poznań?
W Lechu pracujemy ciężej. To jest największa różnica. W Zwolle zwracano nam większą uwagę na taktykę i na to „by nie tracić za dużo zdrowia” na boisku. W Poznaniu jest inaczej. Trenuję z zawodnikami silniejszymi, sprawniejszymi i szybszymi. Poziom przygotowania fizycznego w Lechu jest po prostu dużo wyższy. I ja też się o tym przekonałem! Na przestrzeni sezonu też widocznie poprawiłem wszystkie te elementy, o których mówiłem.

Ekstraklasa stoi bardzo nisko w rankingu UEFA. Czy jest to coś, co ciebie jako jej piłkarza niepokoi, czy raczej nie zwracasz na to uwagi?
Oczywiście, że mnie to niepokoi. Im niżej w tym rankingu jesteś tym masz dłuższą drogę do pucharów. Teraz, żeby wejść do Ligi Europy, musimy przecież przejść aż 4 fazy. Niestety, nic nie mogę z tym zrobić i muszę to zaakceptować.

Osobiście uważam, że Ekstraklasa jest fajną ligą, gdzie możesz się piłkarsko rozwinąć. Widzimy przecież, ile stąd mieliśmy ostatnio ciekawych transferów, prawda?

Prawda.
Myślę też, że problem tkwi w tym, że jak tylko jakiś zawodnik zalicza dobry sezon, to od razu wyjeżdża. Bardzo ciężko jest w takich warunkach budować regularną, solidną drużynę.

Jest też oczywiście kwestia radzenia sobie z presją, ale patrząc na to, jacy piłkarze grają w Ekstraklasie, a zwłaszcza w Lechu, Legii czy nawet Piaście, można się zdziwić czemu takie drużyny nie mogą nigdzie awansować. Dla mnie jest to naprawdę zaskakujące.

Zwłaszcza, że przecież nie tak dawno temu Legia Warszawa potrafiła grać jak równy z równym z Ajaxem Amsterdam…
Dokładnie! Pamiętam dobrze ten mecz, pomyślałem wtedy, że liga polska musi być silna. Przypominam sobie również starcie Lecha Poznań z Utrechtem. Grali naprawdę dobrze i niezasłużenie w mojej opinii odpadli.

Dlatego to przykre, że ostatnimi czasy wizerunek polskich klubów w Europie jest zły.

Niektórzy w Polsce mówią, że Ekstraklasa to liga, w której każdy może wygrać z każdym. Zgodziłbyś się z tym?
Tak, to prawda. W Holandii mamy dwie drużyny, które co rok wszystko wygrywają. Mówię tu o PSV i Ajaxie Amsterdam. Dzieje się tak, ponieważ poziom tej czołówki jest znacznie wyższy od poziomu drużyn z dolnej części tabeli. W Polsce aż tak dużej różnicy nie ma. Jest wiele klubów, które stoją sportowo jak i finansowo na zbliżonym poziomie i dlatego ta liga jest tak wyrównana.

Z całą pewnością taki stan rzeczy sprawia, że Ekstraklasa dostarcza dużo emocji. Ale… nie wiem czy dla dobra rozgrywek lepiej nie byłoby, gdyby polska liga wyglądała podobnie jak holenderska i miała te 2-3 drużyny, które wyraźnie odstają od reszty.

Na sam koniec jeszcze zapytam o obecnego Lecha. Gracie mecz z Hammarby w II rundzie eliminacji Ligi Europy. Czy będzie to trudny rywal czy raczej jesteś pewny, że go przejdziecie?
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem pulę zespołów, na które możemy trafić to tak naprawdę kojarzyłem tylko CSKA Sofię i właśnie Hammarby. Pomyślałem, że dobrze byłoby tych zespołów nie trafić. Tak się jednak nie stało i myślę, że to trudne losowanie. Jednak jeżeli chłopaki zagrają na 100% swoich możliwości, to jestem absolutnie pewny, że osiągniemy korzystny wynik.

Bardzo dziękuję za rozmowę Mickey. Życzę Ci przede wszystkim dużo zdrowia i szybkiego powrotu na boisko.
Również dziękuję.

Komentarze
deniz (gość) - 2 tygodnie temu

super wywiad

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze