Warta Poznań zdążyła już zebrać baty od Wisły Płock, przegrać z Pogonią i postawić się Rakowowi, a jedyne punkty zdobyła w Legnicy. Praktycznie wszyscy spisali ją już na heroiczną walkę o utrzymanie. „Zieloni” być może nie punktują, ale i tak wygląda to wszystko lepiej niż u progu poprzednich sezonów. Widok na następne kolejki jest zdecydowanie optymistyczny. Nie tylko dlatego, że Warta zadzwoniła do starych znajomych i powiedziała „wpadajcie, jesteście nam potrzebni”.
Jeszcze przed początkiem sezonu w wywiadzie dla Canal+ Dawid Szulczek mówił, że będzie to trudny sezon dla Warty, ale każdy następny będzie równie trudny. Taka jest rzeczywistość. „Duma Wildy” za każdym razem będzie typowana do spadku. O dziwo, w tym sezonie większość ekspertów pomijała zespół Dawida Szulczka w tych zestawieniach. Jednak gdy zobaczyliśmy skład na mecz inauguracyjny z Rakowem, wiedzieliśmy, że będą ciężary. To nie miało prawa się udać, a prawie się udało, bo Warta postawiła się wicemistrzowi Polski.
W każdym razie Warta Poznań będzie uwikłana w walkę o utrzymanie. Jest to po prostu nieuniknione. Być może w pewnym momencie będzie można spokojnie spojrzeć w tył, tak jak w poprzednich sezonach, ale nie szykowalibyśmy się na jakąś walkę o puchary czy środek tabeli. Pomimo że od awansu do PKO Ekstraklasy punktują lepiej od takich drużyn jak Śląsk Wrocław, Zagłębie Lubin i Jagiellonia Białystok, „Zieloni”, mimo dobrych wyników, wciąż mają mniejsze możliwości od tych klubów.
Odwieczne problemy w ofensywie
Odkąd Warta Poznań awansowała do PKO Ekstraklasy, jej największym problemem jest ofensywa. W defensywie można od razu zakładać, że będzie solidnie. Nie będziemy ukrywać, że jest to najmocniejsza strona tego zespołu, choć w tym sezonie kuleje. Zdarzają się błędy, nie udało się jeszcze zachować czystego konta. Tak jak w poprzednich sezonach „Zieloni” wygrywali mecze obroną, tak teraz z Pogonią przegrali właśnie przez błędy w defensywie.
Aczkolwiek, jeśli Robert Ivanov zostanie, to Dawid Szulczek poukłada te puzzle. Złapią trochę więcej pewności i będzie grała gitara. Za to gdy zobaczyliśmy ofensywę w meczu z Rakowem, przeżegnaliśmy się. Milan Corryn na „dziewiątce”, Kiełb wchodzący do środka pola, niejeden trener by się załamał. Corryn zaliczył dobry mecz w PKO Ekstraklasie i to z Górnikiem Łęczna. Górnika w ekstraklasie już nie ma, on cały czas tam gra. Jak to możliwe, bo ze spokojem mógłby mieć na nazwisko Hamulić jak napastnik Stali Mielec.











