Nad Ebro ciągle bez zmian. Almeria dostaje lanie od Barcelony, Real radzi sobie z kolejnym rywalem, którego odważni miejscowi dziennikarze wskazywali na kata drużyny Mourinho. Tegoroczny Puchar Króla to długi ciąg mniej lub bardziej wymagających sparingów, które zostaną ukoronowane meczem pomiędzy najlepszymi drużynami kraju. Ale czy kogoś to dziwi?

Wojna
Mecz na Sanchez Pizjuan był imponujący w każdym calu. Wszystko, co działo się przed nim i po nim, pokazywało, jak wielkie emocje potrafią towarzyszyć zwykłemu, wydawałoby się, spotkaniu dwóch drużyn. Miejscowi podgrzali atmosferę do czerwoności (czerwony to kolor-klucz, bo właśnie w takich barwach wystąpili piłkarze Sevilli w spocie, który naiwnie próbował przestraszyć Mourinho), obserwatorzy obawiali się, że Andaluzyjczycy wyjdą na murawę z zamiarem zniszczenia delikatnej, madryckiej konstrukcji, nastawionej na szaleńcze kontry i szybkie wymiany piłek. Wielkie było zaskoczenie, gdy portugalski szkoleniowiec oddelegował na murawę futbolowy czołg. Zazwyczaj zadania czysto defensywne w Realu wykonywali trzej piłkarze, teraz było ich sześciu. Nie dość, że „trivote”, to jeszcze z mało mobilnymi bokami obrony. Sevilla wyszła w swoim zwykłym „doble pivote” i wpadła w pułapkę. Ramos z Arbeloą wyłączyli z gry andaluzyjskie skrzydła, stoperzy zatrzymali napastników, a Xabi Alonso niemal w pojedynkę wziął we władanie środek pola. Mecz i wszystko, co działo się po nim, każe wskazać czterech bohaterów wieczoru na Sanchez Pizjuan.

Karim Benzema. Kaka niedawno powiedział, że Francuz na treningach prezentuje tak wielkie umiejętności, że aż ciężko to opisać. Do wczoraj każdy traktował to równie poważnie, jak zapewnienia w rodzaju: „Tak, mam w domu różowego słonia. Nazywa się Guillermo i gra na okarynie” albo: „Guti był wtedy trzeźwy”. Wczoraj Karim zagrał nam, niedowiarkom, na nosie i zdobył gola, jakiego nie powstydziliby się najwięksi czarodzieje piłki z Garrinchą i George’em Bestem na czele. Francuz pokazał to, czego oczekuje od niego madridismo – szybkość, odwagę i technikę. Ośmieszenie obrońców rywala, który do meczu przygotowywał się jak do wojny, to tylko miły dodatek. Raul Albiol. Gdyby co tydzień grał na takim poziomie, to jego pomnik stałby teraz w Świebodzinie. Abstrahując od tego, czy w ostatniej akcji pierwszej połowy wybijał piłkę już po tym, jak przekroczyła linię bramkową, czy przed (kłótnie na ten temat będą trwały tak długo, jak długo istniała będzie prasa andaluzyjska i katalońska), Hiszpan rozegrał po prostu perfekcyjne zawody, idealne w każdym calu. Mourinho miał nosa – jeszcze kilka godzin przed meczem wszyscy byli pewni, że na środku obrony zagra Ramos. Interwencje Albiola, sposób, w jaki się na boisku ustawiał, jak asekurował kolegów… wszystko to było po prostu imponujące. Głupek z trybun. Rzucił butelką i, w myśl zasady „głupi ma zawsze szczęście”, trafił w potylicę Ikera Casillasa. Zastanawia mnie, co takiego złego zrobił owemu kibicowi kapitan Realu, który w całej piłkarskiej Hiszpanii jest szanowany tak bardzo, że tylko Iniesta, dzięki golowi z pamiętnego finału mundialu, może się z nim równać. Czemu nie starał się uszkodzić butnego do granic możliwości Ronaldo, bezkarnie wbijającego w murawę graczy Sevilli, który, w myśl rozumowania człowieka prostego i zdolnego do rzucania przedmiotów na murawę, jest zdrajcą? Ramon Somalo. Nazwisko to przeciętnemu kibicowi piłki nożnej nic nie mówi, co, jak się okazuje, jest zupełnie logiczne. Pan Ramon jest bowiem wręcz podręcznikowym przykładem idioty, ciskającym argumenty ad personam z częstotliwością godną Robina z Sherwood. Wyobraźcie sobie, że nie spodobało mu się to, że Aitor Karanka skrytykował fakt, że jakiś kibic chciał zrobić kuku Casillasowi. Drugiemu trenerowi Realu wypomniał to, że przez wiele lat był związany z Athletikiem Bilbao, w którym, jak twierdzi, piłkarze Sevilli są regularnie obrzucani różnymi przedmiotami. Działacz stwierdził nawet, że Aitor nie powinien krytykować butnych produkcji filmowych Andaluzyjczyków, bo przecież jego Athletic ma takie same, czerwono-białe barwy. Całą wypowiedź Somalo okrasił kilkoma słowami, których nie odważę się przytoczyć. Panie Ramonie, nakręcanie spirali nienawiści to nie robota dla działaczy.











