Zastanówmy się przez chwilę, z czym kojarzy nam się szkocka Premier League. Z odwieczną hegemonią dwójki Rangers FC oraz Celticu? Bez wątpienia. Z wyczynami Artura Boruca w bramce tego drugiego klubu? Zdecydowanie. A może z upadkiem tego pierwszego i powrotem do najwyższej ligi? Trudno zaprzeczyć. Niewielu jednak pamięta, że dobrych kilkanaście lat temu tę ligę próbował podbić rosyjsko-litewski multimilioner, Vladimir Romanov. Tymczasem za sprawą zatrudnienia Valdasa Ivanauskasa przez Zagłębie Sosnowiec ta historia wraca do nas niczym bumerang.
Szkockie dzieje
Mamy rok 2005. Do samego końca w Scottish Premiership trwa walka pomiędzy Celtikiem a Glasgow Rangers, którzy ostatecznie triumfują dzięki ostatniej kolejce rozgrywek. W ich ataku króluje duet Dado Prso – Shota Arveladze, a w Celticu gola za golem zdobywa John Hartson. Poziom ligi nie należy do europejskiej czołówki, jednak sama rywalizacja pomiędzy tymi klubami ma pozytywny wpływ na ich grę na arenie międzynarodowej.
Tymczasem ni z tego, ni z owego do ligi wkracza tajemnicza postać z zewnątrz. Jest to rosyjsko-litewski biznesmen Vladimir Romanov, który za cel obrał sobie zdetronizowanie dwójki z Glasgow. W lutym 2005 roku wykupił więc udziały w Heart Of Midlothian, tym samym rozpoczynając rewolucję w tym zasłużonym klubie.
Już po zaledwie trzech miesiącach ze stanowiska szkoleniowca rezygnuje John Robertson. Ulubieniec kibiców „Serc” zostaje zastąpiony przez George’a Burleya, który sezon 2004/2005 kończy ze swoim zespołem na niezłym, piątym miejscu. Przedsezonowe transfery rozbudziły nadzieje fanów. Do Midlothian trafiło więc trzech etatowych reprezentantów Litwy: Marius Kizys, Deividas Cesnauskis oraz Saulius Mikoliunas.
Nowe serca do gry
Atak wzmocnił mający za sobą przeszłość w angielskiej Championship Mark Burchill, a pomoc i obronę kolejno Lee Miller i Jamie McAllister. Nazwiska uznawane za solidne marki na szkockim rynku, mimo wszystko niemające podchodu do tych z Celticu. Tam w ataku brylował wówczas wspomniany już John Hartson, a piłki dogrywał mu m.in. Aiden McGeady uważany wtedy za światowej klasy talent.
Mimo to Burley i spółka nic sobie z tego nie robią. Bez kompleksów wchodzą w sezon, a po dziesięciu meczach bez porażki obejmują nawet fotel lidera Scottish Premier League. Radość kibiców nie trwała jednak zbyt długo, bo Burley został… zwolniony. Nie regulujcie monitorów. W nagrodę za doskonałe wyniki zarząd, z Romanovem na czele, 22 października postanowił rozwiązać kontrakt ze szkockim szkoleniowcem.
Za kulisami wrzało, bowiem wiele wskazywało na to, że Burley nie był ulubieńcem kontrowersyjnego właściciela. Powoli zaczęło więc dochodzić do sytuacji, że stawał się on ważniejszy niż dobro klubu. W atmosferze skandalu, zwracając uwagę właśnie na tę kwestię, Heart opuścili dyrektor zarządzający Phil Anderton oraz prezes George Foulkes.
Najważniejsze było jednak rychłe znalezienie odpowiedniego kandydata na szkoleniowca zespołu. Został nim 7 listopada 2005 roku Graham Rix, będąc zarazem trzecim trenerem (w międzyczasie tymczasowym był John McGlynn) zatrudnionym w ciągu roku. Jego doświadczenie w prowadzeniu m.in Chelsea nie pomogło. Znowu na pierwszy plan wybiły się słabe nastroje w ekipie, a na pożegnanie 22 marca Rix stwierdził, że to Romanov ustala skład Heart.











