U progu nowego sezonu w Barcelonie miało dojść do solidnej przebudowy zespołu. Patrząc na kolejne transfery „Dumy Katalonii” coraz częściej w głowie pojawia się jednak coraz więcej wątpliwości co do ich sensu. Nowi zawodnicy zamiast przygotowywać się do startu rozgrywek, zajmują się… leczeniem kontuzji. Z każdym dniem szpital w Barcelonie coraz bardziej się zapełnia.
Sezon 2014/15 będzie bez wątpienia jednym z trudniejszych w historii „Blaugrany”. Oprócz kolejnej zmiany trenera w krótkim czasie z klubu odeszli zawodnicy, którzy byli swoistymi filarami i ikonami Barcelony, jeszcze nie tak dawno zachwycającej swoją grą cały piłkarski świat.
Rozbita obrona. Carles wróć!
Największą stratą dla Katalończyków jest bez wątpienia przejście na piłkarską emeryturę kapitana i największego ducha drużyny, czyli Carlesa Puyola. Już kiedy zaczęły się problemy zdrowotne „Puyiego” i brakowało go na boisku, obrona „Barcy” grała bardzo nierówno. Łatanie dziur po Puyolu wychowankami jasno pokazało, że Barcelona będzie potrzebowała bardzo dobrego transferu w obronie.
No i zaczęło się spekulowanie. Wśród nazwisk, które miały wzmocnić defensywę Katalończyków pojawiali się m.in. Matt Hummels, Łukasz Piszczek czy David Luiz. Któregoś z tych zawodników sympatycy „Barcy” przyjęliby na Camp Nou z otwartymi rękami. Kogo jednak kupiła Barcelona? Na „dobry” początek „Dumę Katalonii” wzmocnił 30-letni Jeremy Mathieu z Valencii. Czy taki zawodnik poradzi sobie z regularną grą w lidze i Lidze Mistrzów? Mam co do tego spore wątpliwości, tym bardziej, że wcale jakoś wybitnie nie zachwycał swoją grą w drużynie „Nietoperzy”.
Mathieu nie musi cały czas grać w podstawowej jedenastce, może być też rezerwowym. W klubie na pozycji środkowego obrońcy został w końcu jeszcze młodziutki Marc Bartra. Jego osoba w podstawowej jedenastce też jednak nie była bardzo przekonującym rozwiązaniem. „Barca” na transferze Mathieu nie zakończyła jednak „wzmacniania” swojej defensywy. Kolejnym zawodnikiem, który dołączył do drużyny został Thomas Vermaelen z Arsenalu Londyn. Żeby skomentować ten transfer wystarczy spojrzeć na poniższy obrazek.

To końcówka sezonu w wykonaniu Belga. Kontuzja, kontuzja, kontuzja… W sumie Vermalelen zagrał w 11 spotkaniach Premier League, z czego tylko siedem rozegrał od pierwszej minuty. Te statystyki mówią same za siebie. Żeby tego było mało, to Barcelona zaprezentowała swoim kibicom obrońcę Arsenalu w sobotę, a w poniedziałek ogłosiła, że ma kontuzję. Klub od razu jednak uspokajał, że wiedział o urazie Vermaelena. Taaa jasne. „Barca” wydała na zawodnika 15 milionów, wiedząc, że ma kontuzję, ale nie potrafiąc jasno określić, kiedy piłkarz wróci na boisko. Na oficjalnej stronie napisano bowiem, że powrót Vermaelena będzie zależał od przebiegu leczenia, żadnej, nawet przybliżonej, daty nie podano.













