Lech Poznań trenera Djurdjevicia to drużyna unikatowa jak na polskie warunki: chcąca dominować na boisku, dobrze czująca się z piłką w posiadaniu, grająca przyjemny dla oka, ofensywny futbol. Ten styl gry ma swoje odbicie w statystykach: „Kolejorz” ze średnim posiadaniem piłki na poziomie 56% jest drużyną najdłużej utrzymującą się przy piłce w Lotto Ekstraklasie. Lech stosuje ustawienia z trójką obrońców: 3-5-2 i 3-4-3, które sprzyjają ofensywnej grze i jak przyznał sam szkoleniowiec, podkreślają atuty drużyny.
Przymusowi wahadłowi
Dla każdego systemu z trójką obrońców kluczowa jest rola wahadłowych. Siedmiu piłkarzy wystąpiło na tej pozycji w drużynie Lecha w meczach o stawkę od początku sezonu. To pokazuje, jak długo musi szukać trener Djurdjević odpowiedniego piłkarza do tej roli. Z drugiej zaś strony, gra na wahadle wymaga dobrej znajomości systemu i żelaznej kondycji od piłkarza tak, by mógł wspierać ataki drużyny, a chwilę później odbudowywać ustawienie w obronie.
Niestety, wahadłowi „Kolejorza” często stawali się przyczyną problemów. Makuszewski z Jóźwiakiem dają niewątpliwie dużo możliwości w ofensywie, jednak mają problemy pod własną bramką. Z kolei Klupsiowi i Wasielewskiemu brakuje doświadczenia, za to rola De Marco na tej pozycji była jedynie epizodyczna. Na tle kolegów lepiej wypadają Tomasik i Kostewycz, nominalni obrońcy, jednak w ich grze również zauważalne są mankamenty. Wszyscy bywają spóźnieni, w złych momentach dochodzą do rywala, przegrywają pojedynki 1 na 1. W poniższej sytuacji Makuszewski jest spóźniony z kryciem Martina Kostala, co skutkuje pierwszym zagrożeniem pod bramką Buricia w meczu z Wisłą Kraków.

Wydaje się, że cała szóstka to wahadłowi bardziej z przymusu niż z wyboru. Trenerowi lechitów sprawy nie ułatwia system szkolenia młodzieży w Polsce nastawiony na grę z czwórką obrońców. Jeśli trener nie chce grać w ten sposób, to powinien pilnie rozejrzeć się za wahadłowymi, zanim zamknie się okno transferowe. Istnieje jeszcze inna opcja: można poczekać, aż drużyna przyzwyczai się do gry z trójką obrońców, ale – jak pokazała najnowsza historia – bardzo prawdopodobne, że wcześniej szkoleniowiec zostanie zwolniony.
Powolne rozegranie
Gra się tak, jak przeciwnik pozwala – ta stara piłkarska maksyma świetnie sprawdza się w kontekście budowania ataków przez Lecha Poznań. W ataku zespołu z Poznania występuje wielu zawodników o dużych umiejętnościach, ale zanim można będzie rozwinąć ofensywne możliwości, należy najpierw dobrze rozegrać piłkę. Tu pojawiają się problemy: im rywal jest bardziej wymagający, tym więcej podań odbywa się między bramkarzem a obrońcami czy też w poprzek boiska.
Świetnie wykorzystywało tę słabość rywala Zagłębie Lubin, ustawiając się na własnej połowie, przesuwając formacje i zagęszczając strefę, w której jest piłka. Lechowi brakowało ruchu, brakowało piłkarzy, którzy cofnęliby się do rozegrania i zagrali na jeden kontakt, by wyjść ze swojej połowy. Podobnie sytuacja wyglądała w meczu 3. kolejki Lotto Ekstraklasy przeciwko Śląskowi Wrocław, z tą różnicą, że Śląsk podchodził dużo wyżej od Zagłębia. W tej sytuacji piłkarze Śląska odcięli możliwe drogi podania Vernonowi de Marco, co poskutkowało stratą i dobrą okazją dla wrocławian, którą zmarnował Arkadiusz Piech. Zwróćmy uwagę na to, jak daleko stoją od siebie piłkarze „Kolejorza”, co znacznie utrudnia obrońcom rozegranie piłki.














