Reprezentacja Norwegii, podobnie jak pięć lat temu, przegrała baraże o udział w mistrzostwach Europy. Ma jednak dużo lepsze perspektywy niż wówczas. Do głosu dochodzi bowiem nowe i przede wszystkim utalentowane pokolenie, którego symbolem jest oczywiście Erling Haaland.
Ogółem Norwegowie nie byli na żadnej wielkiej imprezie od dwudziestu lat, czyli od Euro odbywającego się na boiskach Belgii i Holandii. W listopadzie 2015 roku w barażu musieli oni uznać wyższość reprezentacji Węgier, która wygrała w dwumeczu 3:1. Trzeba jednocześnie podkreślić, że obie kadry nie rywalizowałyby, gdyby nie poszerzenie liczby uczestników mistrzostw Europy.
Norwegia zajęła bowiem trzecie miejsce w swojej grupie, w której zresztą nie zachwycała. Zaliczyła wówczas między innymi remis z Azerbejdżanem, a także dotkliwą porażkę 1:5 z Chorwacją (później pokonała ją na własnym boisku 2:0). Wpływ na takie, a nie inne wyniki miała z pewnością jakość piłkarska tamtej reprezentacji. Na próżno szukać w jej ówczesnym składzie choćby wschodzących gwiazd europejskiego futbolu.
Za wysokie progi
Na pierwszy rzut oka sytuacja samej kadry od tamtego czasu się nie zmieniła. Norwegowie ponownie zajęli trzecie miejsce w swojej grupie kwalifikacyjnej, występując w barażach dzięki wygranej w swojej grupie dywizji C Ligi Narodów. Tym razem ulegli jednak dużo wyżej notowanej drużynie niż Węgrzy. Na przeszkodzie stanęła im bowiem reprezentacja Serbii, naszpikowana gwiazdami czołowych europejskich lig.
https://www.youtube.com/watch?v=x1-mz8XKrfM
Ostatecznie Norwegowie musieli uznać wyższość Serbów. W ostateczności liczy się oczywiście końcowy wynik, ale trzeba podkreślić, że Norwegia przegrała dopiero po dogrywce. Przed pięcioma laty norweska kadra nie miała tylu argumentów, aby napsuć krwi Węgrom, którzy są przecież dużo niżej notowani od Serbii.
– Na wynik z Serbią wpłynęło wiele czynników. Przede wszystkim to nie był dzień Norwegów. Było to widać od pierwszej do ostatniej minuty. Ale oczywiście taka teza byłaby za dużym uproszczeniem. Zadecydowały także błędy Larsa Lagerbacka. Selekcjoner dobrał złą taktykę i złych wykonawców. Szwed, decydując się na taktykę 4-4-2, wystawił czterech środkowych pomocników. Zagrali niegrający w klubie Henriksen czy Johansen i będący od dłuższego czasu bez klubu Aleesami. Nietrafione były także zmiany w trakcie meczu. Norwegowie byli po prostu bezradni – mówi w rozmowie z naszym portalem Adrian Adamus, twórca strony Piłkarska Norwegia.
Na otarcie łez
Trzy dni później Norwegowie mieli okazję przynajmniej częściowo zrehabilitować się za porażkę z Serbami. Do Oslo w ramach Ligi Narodów przyjechała reprezentacja Rumunii. Może nie rozdająca kart w Europie, ale wyraźnie nieleżąca Norwegom. Warto przypomnieć, że oba zespoły mierzyły się ze sobą w jednej grupie eliminacji do Euro 2020. Oba ich ubiegłoroczne spotkania zakończyły się remisami.











