Dla sympatyków futbolu w Polsce dzisiejszy dzień stał pod znakiem występu Lecha Poznań w Lidze Europejskiej. Na będących w cieniu innych stadionach Starego Kontynentu również nie zabrakło emocji. Na szczególną uwagę zasługiwały spotkania Arisu z Atletico, Lille ze Sportingiem, Dinama z Villarrealem oraz Sparty z Palermo.
Aris Saloniki – Atletico Madryt 1:0 (0:0)
O tym, że poprzedniej edycji Ligi Europy nie wygrali przypadkowo, udowodnili już na początku sezonu, zdobywając Superpuchar Europy. Dla Atletico Madryt mecz z pogromcami Jagiellonii Białystok miał być łatwą przeprawą, ale gospodarze zaprezentowali się z dobrej strony i ugrali trzy punkty w tym spotkaniu.

Poważnym osłabieniem Hiszpanów była absencja Serio Aguerro, który nie zagrał z powodu kontuzji. Być może to zadecydowało o słabej formie obrońców tytułu w pierwszej połowie. Hiszpanie nie potrafili zdominować rywala, a jedynym zagrożeniem z ich strony były dwa niecelne strzały Forlana. Gospodarze pozostawili po sobie lepsze wrażenie – stworzyli sobie kilka ciekawych sytuacji, jednak żadnej z nich nie potrafili udokumentować golem.
W drugiej odsłonie spotkania, podobnie jak w pierwszej, bezbarwnie zaprezentowali się zdobywcy trofeum sprzed roku. Słabą dyspozycję faworytów sprytnie wykorzystali gospodarze. W 59. minucie po dobrym podaniu Ruiza w dogodnej sytuacji znalazł się Javito. Skrzydłowy Arisu nie pomylił się w tej sytuacji i posłał piłkę obok bramkarza rywali. Zawodnicy Atletico po utracie gola obudzili się z letargu i przeszli do ofensywy. Gościom nie udało się jednak doprowadzić do remisu i swoją drogę po obronę tytułu rozpoczęli od zimnego prysznicu w postaci porażki.
Lille OSC – Sporting Lizbona 1:2 (0:2)
Oba kluby na starcie ligowych sezonów nie prezentują się najlepiej, dlatego mecz w Lidze Europy był szansą na poprawę morale. W drużynie Lille na placu gry od pierwszej minuty zameldował się Ludovic Obraniak, jednak Polak nie zaliczy tego pojedynku do udanych, jego drużyna nie osiągnęła bowiem korzystnego rezultatu.
Od początku meczu oglądaliśmy ataki ze strony Sportingu. Próbował Saleiro, próbował również Postiga, lecz ich strzały nie sprawiły zagrożenia bramce rywala. Sprawdziło się jednak przysłowie, że do trzech razy sztuka, kolejny strzał wpadł bowiem do siatki. W 11. minucie uderzył Vukcević po dokładnym podaniu Andre Santosa. Bramkarzowi gospodarzy pozostało już tylko wyciągnąć piłkę z siatki. Kiedy wydawało się, że Francuzi przejmą inicjatywę, Portugalczycy podwyższyli wynik – główka Heldera Postigi kompletnie zaskoczyła golkipera gospodarzy. Obraz gry nie podobał się szkoleniowcowi Lille, który jeszcze przed przerwą dokonał dwóch zmian.











