Liczba trzynaście ma niezbyt dobre konotacje. Kojarzymy ją przede wszystkim z pechowymi przypadłościami losu, których mocno się obawiamy. Nie inaczej było w przypadku piłkarzy, którym przyszło w Niemczech rozegrać trzynastą kolejkę spotkań Bundesligi. O największym pechu, związanym z trzynastką, mogą śmiało mówić zawodnicy Borussii Dortmund. Niesamowite Revierderby, które mieli okazję rozegrać w sobotę, pokazały wielkość ligi niemieckiej oraz to, że żaden wynik nie jest bezpieczny. O pechu może mówić również Jupp Heynckes, dla którego porażka na Borussia-Park była pierwszą po powrocie na ławkę trenerską. Jeszcze większy niefart przytrafił się trenerowi Nagelsmannowi, którego podopieczni doznali w niedzielny wieczór klęski w starciu z HSV.
Trzynasta kolejka Bundesligi była pechowa dla piłkarzy, ale niezwykle szczęśliwa dla widzów na trybunach i przed telewizorami. Mogli oni bowiem zobaczyć kilka niesamowitych spotkań, na czele ze starciem Borussii z Schalke 04.
Niesamowite Revierderby i Bosz zostaje
Co to było za widowisko?! To był szalony mecz, pełen ogromnych emocji, które mogły doprowadzić do palpitacji serca. Niesamowite Revierderby stanęły na wysokości zdania, co więcej, stały się murowanym kandydatem do miana spotkania sezonu, a może nawet i dekady. Oglądając ten mecz, niemal od razu przypomniał się legendarny już powrót z zaświatów Liverpoolu w Stambule czy taki sam comeback Sevilli w piątej kolejce trwającego sezonu Ligi Mistrzów. To, co zrobiło Schalke, przebija te wyczyny zdecydowanie.
Wrócić do gry, przegrywając po 25 minutach z odwiecznym rywalem 0:4, przy okazji wykorzystując wszystkie trzy zmiany w 45 minut, potrafią tylko wielkie drużyny. Zespół Domenico Tedesco udowodnił, że do grona wielkich ekip śmiało może należeć. Sam Tedesco okazał się być szarlatanem, ponieważ podejmować takie ryzyko może wyłącznie człowiek szalony piłkarsko. Trener Schalke 04 w tym meczu nie wystawił od początku Goretzki i Harita, co okazało się brzemienne w skutkach. Widać było, że zastępującemu Goretzkę McKenniemu pali się grunt pod nogami i że ma on olbrzymie problemy z udźwignięciem atmosfery spotkania.
https://www.youtube.com/watch?v=2ccpJuPn8xQ&t=6s
Podobnie rzecz się miała z Tino Kehrerem, który mógł się bardzo szybko wykartkować. Można powiedzieć, że sędzia Deniz Aytekin uratował go przed czerwoną kartką, jednocześnie sugerując trenerowi Tedesco, by zdjął Kehrera. Borussia w pierwszej połowie brylowała na boisku. Wychodziło im niemal wszystko, a Schalke jedynie przypatrywało się popisom gospodarzy. Wszystko zmieniło wejście Goretzki i Harita, który wziął na siebie ciężar gry w drugiej połowie. Napędzał ataki gości, czego efektem był jego gol na 2:4. Pod koniec meczu zszedł na kilka minut z powodu kontuzji i wydawało się już, że oba zespoły zagrają po dziesięciu po czerwonej kartce dla Aubameyanga.
Zdaje się, że właśnie wyrzucenie z boiska Gabończyka spowodowało ten niesamowity powrót Schalke do gry. Wtedy trener Bosz postanowił zmienić ustawienie swojego zespołu na bardziej defensywne, co okazało się kiepskim pomysłem. Borussia przez to tak naprawdę oddała pole gry gościom, którzy wykorzystali to w pełni. Wydawało się, że po takim meczu Bosz zostanie zwolniony. Włodarze Borussii dali jednak trenerowi jeszcze jedną szansę i będzie on mógł dalej pracować.










