Dziesiąta kolejka naszej piłkarskiej ekstraklasy zapowiada się… hmm, no właśnie, już sam nie wiem, co napisać, bo w naszej lidze ostatnio wszystko wydaje się być na opak. Mecze, które powinny być ciekawe i emocjonujące, są nudne jak flaki z olejem. Dla odmiany spotkania drużyn z dolnych rejonów tabeli, i to rozgrywane na błocie, dostarczają więcej wrażeń, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Gdyby ktoś kiedyś stworzył ranking najbardziej nieprzewidywalnych lig europejskich (swoją drogą, ciekaw jestem, jakie musiałyby być wyznaczniki), to pewnie T-Mobile Ekstraklasa byłaby w czołówce.
Czego zatem możemy się spodziewać w ten weekend? Teoretycznie – jednego meczu bardzo ciekawego, jednego wyblakłego klasyka, trzech wyrównanych spotkań i trzech do jednej bramki. A jak będzie, zweryfikują to najbliższe dni. Oby było ciekawie i zaskakująco, bo przecież o to chodzi w grze, w której 20 facetów stara się tak kopać piłkę, by ta wpadła do siatki, w czym próbuje im przeszkadzać dwóch innych gości, stojących między słupkami.

Zacznę więc od spotkania, które powinno być najciekawsze, a zostanie rozegrane w Gdańsku. Na PGE Arenie Lechia będzie podejmowała Legię. Dla gospodarzy to będzie kolejna próba odczarowania własnego stadionu, na którym w czterech meczach odnieśli tylko jedno zwycięstwo. Dla gości to szansa na zachowanie bezpiecznej przewagi nad grupą pościgową oraz rewanż za majową porażkę w Gdańsku, która pozbawiła Legię tytułu mistrza Polski. Ta potyczka będzie też okazją do bezpośredniego starcia dwóch świetnych napastników, należących do najlepszych obcokrajowców w naszej lidze, czyli Abdou Razacka Traore i Danijela Ljuboji.
Słodka tajemnica Kulawika
Wyblakły klasyk już w piątek zostanie rozegrany w Krakowie – Wisła zmierzy się z Lechem. Obie drużyny w niedalekiej przeszłości wygrywały naszą ligę, ale teraz to już jest raczej tylko wspomnień czar. Dotyczy to zwłaszcza Wisły, zajmującej 11. miejsce w tabeli. „Kolejorz” jest wyżej, bo tuż za podium, ale grzechem byłoby stwierdzić, że w tym sezonie zachwyca, a do tego gra bardzo nierówno.
– Takie mecze zawsze są wyjątkowe. Gramy przecież przeciwko Lechowi. Myślę, że nie trzeba specjalnie motywować zawodników. Znają tę firmę, wiedzą, przeciwko komu grają. Może dlatego te spotkania wyglądają tak, że Lech dominuje u siebie, a Wisła u siebie. Oby tak zostało – powiedział Tomasz Kulawik, szkoleniowiec krakowskiej drużyny. – Musimy znaleźć słabe strony Lecha, żeby je wykorzystać i wygrać mecz. Jakie słabe strony? To jest moja słodka tajemnica.











